Postarzałeś swoją twarz w FaceApp. Zobacz, gdzie trafiła Twoja fotka i kto ma do niej prawo

· 8615 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Postarzałeś swoją twarz w FaceApp. Zobacz, gdzie trafiła Twoja fotka i kto ma do niej prawo1 zdjęcie

Aplikacja umiejąca odmładzać lub postarzać naszą twarz podbija w sieć i w mediach społecznościowych wszelkie rekordy popularności, ale program wzbudza też ogromne kontrowersje w kwestii bezpieczeństwa i prywatności. Czy faktycznie jest się, czego bać?

Twoja tablica na Facebooku, Instagramie lub Twitterze została zasypana zdjęciami prezentującymi postarzałych celebrytów lub kolegów z pracy? 

To „zasługa” wcale nie nowej aplikacji (miała ona swoją premierę w 2017 roku) FaceApp. Jak ona działa? To bardzo proste. Zezwalasz aplikacji na pobranie wybranego przez Ciebie zdjęcia, a ona je przerabia i otrzymujesz to samo zdjęcie, ale Ty jesteś na nim albo starszy, albo młodszy (w zależności od tego, jaki filtr wybrałeś).

Aplikacja wzbudza niemałe kontrowersje. Czy jest się, czego bać?

Wraz z popularnością tej aplikacji pojawiły się zarzuty związane z prywatnością i bezpieczeństwem danych jej użytkowników.

Okazuje się, że aplikacja nie dokonuje przemiany wybranego przez nas zdjęcia na naszym urządzeniu (telefon lub tablet), ale wysyła fotkę na własne serwery. W oficjalnym oświadczeniu twórców aplikacji możemy przeczytać, że przeróbka dokonywana jest w chmurze AWS i Google Cloud. Ma to usprawnić działanie aplikacji. Firma zapewnia też, że po 48 godzinach „większość zdjęć” jest usuwana. Użytkownik może także zgłosić się do pomocy technicznej a prośbą o usunięcie wszystkich jego danych, a prośba zostanie spełniona.  

Dużo bardziej niebezpiecznie brzmi jeden z punktów warunków korzystania z aplikacji. Mówi on o tym, że użytkownik FaceApp daje właścicielom programu wszystkie prawa do korzystania, modyfikowania, rozpowszechniania i duplikowania materiałów zawartych w aplikacji. Chodzi tutaj oczywiście o zdjęcia.

Kolejny niepokój wzburza fakt, że aplikacja należy do Wireless z siedzibą w Rosji, a dokładnie w Petersburgu, ale nie ma żadnych dowodów na to, że wpływ na aplikację ma rosyjski rząd lub tamtejsze służby bezpieczeństwa.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Ekspert ds. Mediów społecznościowych Daniel Berger wyjaśnia, że demonizowanie aplikacji mija się z celem, ponieważ na co dzień korzystamy z wielu aplikacji (np. Facebook), które opierają się na podobnych uprawnieniach oraz zasadach funkcjonowania, a nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Zdjęcie: pixabay.com, autor: Pexels

Źródło: swr3.de 

Polub to!
Bielsko-Biała, ostatnio online:
Wybrane specjalnie dla Ciebie
Oglądaj MyPolacy.tv

Zapisz się do naszego newslettera!

Zapisz się