Proszę o jakiekolwiek informacje osoby, które mogły widzieć moją mamę przed śmiercią.

Nr. 230592 Berlin dodane przez
Zdjęcie zmarłej mamy1 zdjęcie
Cena0 €

Szanowni Państwo, Zwracam się z ogromną prośbę o pomoc w znalezieniu jakichkolwiek informacji odnośnie ostatnich godzin/dni przed śmiercią mojej mamy. Zamieszczam ogłoszenie dopiero po tak długim czasie ponieważ nie byłem wcześniej w stanie o tym pisać. Z jednej strony sam obawiam się zamieszczać zbyt dużo danych odnośnie miejsca zamieszkania, nazwiska itd, z przyczyn poniekąd zapewne zrozumiałych. Mama popełniła samobójstwo w Meschede prawdopodobnie rankiem 19 kwietnia 2019 w Wielki Piątek, została znaleziona na drzewie nad brzegiem rzeki, o 10:00 rano przez trzy osoby, dokładnej lokalizacji nie umiem wskazać. Było to miejsce niezbyt odległe, wokół było sporo zabudowań. Mama mieszkała w pobliskiej miejscowości oddalonej o ok pół godz drogi, poruszała się taksówkami i komunikacją miejską. Ostatni raz rozmawiałem z mamą 3 dni przed śmiercią przez tel, sam mieszkam daleko za granicą. Policja szybko zamknęła sprawę, nie wypytywano sąsiadów, nie sprawdzano jak się tam dostała, wystarczył im fakt że wykluczono udział osób trzecich. Nigdzie też nie znalazłem w necie żadnych informacji, nagłówków lokalnej prasy, w kronikach kryminalnych zupełnie nic... W związku z mam do Państwa prośbę, czy natknęliście się może na jakieś wzmianki w lokalnej prasie, może ktoś widział samotnie przechadzającą się kobietę w wieku 57 lat, w długich kręconych ciemnych włosach w Meschede w piątek rankiem 19 kwietnia (Wielki Piątek) bądź dzień wcześniej... Z pewnością zwracałaby na siebie uwagę gdyż w ostatnim czasie wpadała w silne stany depresyjne, lecz nie chciała przyjąć pomocy, nie pozwalała też nikomu przyjechać, odwiedzić aby ją wesprzeć w jakikolwiek sposób. Mama mieszkała samotnie po śmierci męża w pobliskiej miejscowości. Nie wiem czy to w Niemczech powszechne zjawisko, ale często skarżyła się na delikatnie mówiąc nieprzychylne nastawienie niektórych mieszkańców. Jedna starsza Niemka z domu obok regularnie wygrażała się mamie i obrzucała ją wyzwiskami - ze wstydem przyznaję że nie dowierzałem w te obelgi - dopiero gdy przyjechałem na miejsce dowiedziałem się od innych sąsiadów również Niemców, że to co opowiadała mama było prawdą. Innym razem gdy mama udała się na pocztę nadać paczkę za granicę z prezentami dla trzymiesięcznego wnuczka, którego nigdy nie zobaczyła, doszło do kolejnej sytuacji na tle rasistowskim. Stojąc w kolejce do okienka poprosiła pana stojącego obok aby odsunął nieco psa od niej gdyż nie życzy sobie aby ją obwąchiwał, wówczas pracownik poczty zza okienka odezwał się do mamy - "to jest mój pies i za to że tak pani powiedziała, ta paczka nie dojdzie do Świąt!" Przyjął paczkę i opłatę. Podobno naubliżał przy tym mamie. Wówczas zapytała o kierownika poczty, bo chciała złożyć skargę za jego zachowanie - ten pan odpowiedział że on jest tam kierownikiem i że jak chce pisać skargi to ma jechać gdzieś do regionalnego urzędu pocztowego i wyśmiał mamę. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia przywieźli mamie tę paczkę pod drzwi i napisali na kartonie - jak twierdziła mama - Auslander! Po tym zajściu gdy mama ponownie przyszła na pocztę kilka tygodni później wyjaśnić tę sprawę ten sam facet pomachał mamie jakimś papierkiem krzycząc że ma się wynosić bo ma zakaz wstępu na pocztę. Mama wystraszona wyszła z budynku nie wiedząc kompletnie co się dzieje i napotkała na parkingu policję. Poprosiła funkcjonariuszy czy pomogą jej wyjaśnić okoliczności całego zdarzenia i skąd w ogóle ten zakaz...? Wrócili po paru minutach i powiedzieli jedynie, że faktycznie mama ma zakaz wstępu na tę pocztę. Mama wróciła roztrzęsiona do domu i zadzwoniła natychmiast do mnie. Niedługo po tym otrzymała wezwanie na policję do wyjaśnienia w sprawie złamania zakazu. Szybko szukaliśmy pomocy dla mamy, jakiegoś polskojęzycznego adwokata. Gdy już znaleźliśmy, ten przejął sprawę, kazał mamie nie stawiać się absolutnie na to przesłuchanie, uspokajając że on się wszystkim zajmie. Nie dowiedzieliśmy się jak w ogóle mogło dojść do tego że mama miała zakaz wstępu, nie otrzymując nawet żadnego powiadomienia listownie - prawdopodobnie ten typ zatrzymał takowe i czekał tylko aż mama ponownie przyjdzie na pocztę i złamie zakaz, by wówczas zawiadomić prokuraturę, co z resztą uczynił. Jak dowiedzieliśmy się od adwokata - ten typ nazmyślał, że mama dopuściła się rozboju na poczcie, że zdemolowała sklep, że przewracała wszystko wokół o kopała - stąd rzekomo miała ten zakaz. Tyle, że takiego incydentu nie było, facet bezczelnie nazmyślał łamiąc przede wszystkim prawo. Gdy dochodzi do rozboju to wzywa się policję, a nikt policji na pocztę nie wzywał, nie było nic takiego odnotowanego o rzekomym zajściu. Cały zakaz został dziwnym trafem "załatwiony" na podstawie oskarżeń pracownika poczty. Również nie było żadnych nagrań z monitoringu świadczących o takowym zajściu. Proszę Państwa - absurd! Sprawa była w toku przez parę miesięcy. Jak się później okazało mama musiała zmienić kancelarię, bo prawnik nie zdziałał zbyt wiele w tej sprawie a prokurator nie spał... Dopiero następny prawnik szybko wyjaśnił sprawę, dotarł do istotnych informacji, wywalczył umorzenie sprawy i powiedział że całość była oparta na fałszywym oskarżeniu pracownika poczty, który niestety nie poniósł odpowiedzialności za swój podły czyn. Niestety to wszystko bardzo odbiło się na zdrowiu mojej mamy. Nie dość, że załamała się po śmierci męża, który przegrał długą walkę z rakiem cztery lata wcześniej, to doszły jeszcze takie ataki ze strony lokalnych mieszkańców do Bogu ducha winnej kobiety. Na domiar złego mama nie pozwoliła po śmierci męża odwiedzać się, ani też nie chciała przyjeżdżać do rodziny w Polsce ani do mnie - jedynego syna. Również gdy urodził się jej syn, wiecznie odkładała przyjazd jednocześnie nie dopuszczając nikogo do siebie. Zamknęła się w czterech ścianach i to ją zgubiło, ale jestem przekonany, że gdyby ci ludzie nie przyczynili się do załamania psychicznego mamy - nie doszłoby do takiej tragedii! Pamiętam jak mama ostatnie tygodnie przed śmiercią mówiła - "może jak pójdę gdzieś do pracy to odpie.dolą się ode mnie i dadzą mi spokojnie żyć" - mama żyła z renty po mężu, sama byłą schorowana, przeszła w ostatnim czasie dwie operacje i osłabła znacznie z biegiem ostatnich lat. Często wspominała, że niektórzy ludzie są bardzo zawistni i gryzie ich sam fakt, ze ktoś nie chodzi do pracy. Nie dała ściągnąć się Polski, a na siłę wbrew jej woli nikt nie mógł jej zabrać... Pewnego dnia zadzwoniłem i powiedziałem mamie, że kupiłem bilety i przylatuję w następnym tygodniu - wściekła się i powiedziała, że mnie nie wpuści, że ma bałagan w domu, że się wstydzi i nikt ma jej nie odwiedzać. Poddaliśmy się wszyscy... Ostatni raz rozmawiałem z mamą we wtorek, trzy dni przed śmiercią - o ile odebrała sobie życie w piątek a nie dzień wcześniej wieczorem... Sąsiedzi - Ci przyjaźnie nastawieni - wspomnieli że w czwartek późnym wieczorem zapukała do nich około północy prosząc o pomoc ale nie wpuścili jej do domu tylko kazali wezwać policję jeśli się kogoś obawia. Mama w ostatnim czasie wspominała, ze sąsiadka wyzywa ją od najgorszych, ze jej nienawidzi i że jej się wygraża że ją w psychiatryku zamknie. Nie pomogło żadne tłumaczenie żeby nie siedziała w tak toksycznym miejscu, wiecznie mama miała jakieś wytłumaczenie - że jeszcze nie teraz... Nie wiem co stało się dalej, czy wróciła jeszcze do domu, czy w panice pojechała nocą do Meschede i tam błąkając się odebrała sobie życie, czy pojechała tam wczesnym rankiem i zakończyła swój żywot :( Ne wiem jak się tam dostała ani kiedy, żadnych informacji... Mama często wspominała, że przyjedzie do wnuczka, była przeszczęśliwa że go zobaczy, nikt nie spodziewał się że będzie zdolna do czegoś takiego. Niestety zawsze był jeszcze nie ten moment, nie była gotowa, albo źle się czuła a nam również twardo zamykała drzwi na przyjazd :( Mój syn nigdy nie pozna babci, dla mnie życie legło w gruzach, sam przeszedłem załamanie, miałem tylko mamę a ona mnie, oddała mi całe swoje życie i odeszła tak nagle. O śmierci mamy dowiedziałem się we wtorek 23 kwietnia, dzwoniłem wielokrotnie przez Wielkanoc i poniedziałek a we wtorek zadzwoniłem rankiem na lokalną policję. Nikt nie mówił po angielsku, jedna policjantka powiedziała mi po niemiecku że to są Niemcy i trzeba po niemiecku mówić, a ja na to że nie mieszkam w Niemczech a mama mieszka sama i prawdopodobnie coś się stało bo nie odbiera tel od dwóch dni. Zajęło kilka godzin dosłownie zanim wreszcie udało się porozmawiać z kimś kto ledwie znał angielski, wysłuchał po czym oddzwonili mi mniej więcej dwie godz później z informacją, że mama nie żyje, że została znaleziona w piątek rano o 10:03 w parku w Meschede na drzewie nad brzegiem rzeki :( Poprosiłem o kontakt z tłumamaczem i oddzwoniła później polska policjantka z kryminalnej objaśniając mi gdzie, kiedy znaleziono mamę, wypytała czy znam możliwe przyczyny i powiedziała, że ciało zabiera prokurator aby sprawdzić czy nie było osób trzecich co później wykluczono, sekcji jednak nie robiono. Jeszcze raz bardzo proszę Państwa o jakiekolwiek informacje, jeśli ktoś widział mamę w piątek 19 kwietnia rankiem w Meschede lub późniem wieczorem dzień wcześniej. Bardzo proszę o powstrzymanie się od złośliwych komentarzy z szacunku dla zmarłej oraz z uwagi na tragedię jaka dotknęła najbliższą rodzinę. Jeśli zamieściłem moją prośbę w nieodpowiednim miejscu, proszę administratorów o przeniesienie we właściwe, dziękuję.

Polub to!
Meschede, ostatnio online:
Wybrane specjalnie dla Ciebie