Ani mee... Ani bee... Ani Kukuryku

· 1450 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Ani mee... Ani bee... Ani Kukuryku1 zdjęcie

Czy można funkcjonować w obcym kraju bez znajomości języka? Teoretycznie nie. Jednak zderzenie teorii z praktyką jest dla teorii brutalne. Dowodem są tysiące Polaków mieszkających w Niemczech i opędzających się językiem niemieckim na poziomie <i>kleine prosiątko po polu gelaufen</i>.

Nieznajomość obcego języka to kalectwo – zwykł mawiać znawca przedmiotu. Czy w takim razie nieznajomość języka kraju, w którym się mieszka, można porównać do śmierci klinicznej? Mocna teza. Można ją złagodzić, i zamienić śmierć kliniczną na letarg. W takim letargu żyje znaczna część polskiej diaspory w Niemczech, jak również w innych krajach, do których wyemigrowali licznie Polacy. I nie można przyjąć wytłumaczenia – wszystko można załatwić używając tylko języka polskiego, lub korzystając z usług tłumacza. Otóż nieprawda. Nie wszystko, a już na pewno nie w każdej sytuacji.

Tymczasem Polacy, w myśl powiedzenia sprzed wieków i wtedy aktualnego, nie gęsi i swój język mają, i nawet na obczyźnie kurczowo się go trzymają. Bez względu na to, czy opuścili Polskę na zawsze. Wciąż pozostają w zamkniętym świecie polskiego języka.

Gdzie szukać winnych tego stanu? Może jest to rodzimy system edukacji, stawiający na nudną gramatykę a w zupełności pomijający konieczność konwersacji. Efekt? Nawet jeżeli w szkole dzieci uczą się dwóch obcych języków, ich znajomość po latach nauki często ogranicza się do znajomości prostych zwrotów i klepania gramatycznych formułek.

Wielu hołduje zasadzie - pojadę do Niemiec, otrzaskam się z językiem. Przecież to musi przyjść samo! Gdy się jest przez obcy język otoczonym; w pracy, w sklepie, w telewizji w końcu.

Prawda jest jednak brutalna. Nic nie przychodzi „samo”.

Języka w stopniu dobrym uczą się przede wszystkim dzieci/młodzież, bo chodzą do szkoły, gdzie lekcje prowadzone są w tym języku. Dorośli sobie odpuszczają – bo mogą! Polskie diaspory trzymają się dobrze – polskie sklepy, polskie biblioteki, polscy sąsiedzi i znajomi, polska telewizja, polska prasa (zarówno ta drukowana jak i w sieci). Czyli to, co powinno pomagać zachować polskość, jednocześnie jest hamulcem w poznawaniu języka niemieckiego (języka kraju, w którym się mieszka) oraz jego zwyczajów i szeroko rozumianej kultury.

Dzięki Bogu za internet (i Facebooka) – wykrzyknie wielu emigrantów.

Czasy mozolnego grzebania w słownikach dawno już za nami. Siedziało się, szperało, kombinowało, co też lekarz i pani w szkole do nas powiedzieli. Szczęśliwcy mogli zadzwonić do znajomych lepiej z językiem niemieckim otrzaskanych i podpytać. Nowoczesne technologie powinny wspierać ludzi w rozwoju, a nie być instrumentem „cofania się” Tak tymczasem się stało. Po co wszak uczyć się języka obcego skoro:

  • wpiszę tekst w internetowy translator i voila
  • zapytam życzliwych/uczynnych na Facebooku lub na forum i odpowiedź przyjdzie sama
  • wkleję tekst i poproszę, by mi go przetłumaczono
  • Wydaje się to prostsze w przypadku problemów językowych w formie pisanej. Z konwersacją jest już trudniej, ale tylko na pozór. Od czego są dyktafony/nagrywarki w telefonach.

    Można odnieść wrażenie – po co tyle zachodu dla tak błahych spraw? Czy nie lepiej przysiąść fałdów i języka się nauczyć? Wbić sobie do głowy podstawy, potem już pójdzie. Mnogość metod dostępnych również w internecie jest imponująca, daje szansę wyboru tej najskuteczniejszej i najbardziej efektywnej. Dlaczego z niej nie skorzystać?

    Występuje tu kilka typów postaw:

  • jakoś to będzie (zawsze dawałem sobie radę w różnych sytuacjach, dlaczego teraz mam nie dać – myśli sobie delikwent)
  • lenistwo ( po co mam się uczyć niemieckiego, skoro dostanę wszystko pod nos po polsku, a czas można spędzić zabawniej niż wkuwając słówka)
  • za stary/stara jestem na naukę, niech się młodzi uczą, będzie się kim wyręczyć
  • znam inny obcy język (np. angielski) i uważają, że to w zupełności wystarczy
  • jak chcą się ze mną dogadać, niech uczą się polskiego
  • zwykłe polskie kombinatorstwo – po co iść prostą drogą, skoro można zakombinować i cel też się osiągnie
  • Jest jednak światełko w tym lingwistycznym tunelu – dobra wieść. Okazuje się bowiem, że Polacy są na pierwszym miejscu pod względem liczby osób uczących się języka niemieckiego. Tajniki języka Goethego poznaje obecnie 2,28 mln Polaków. Na świecie niemieckiego uczy się ponad 15 mln osób. Raport na ten temat przedstawiła sekretarz stanu w MSZ Maria Boehmer.

    Dlaczego warto znać język niemiecki, mieszkając w Niemczech (wyrazem kluczem jest tu: samodzielnie)

  • można przeczytać notatkę, przyniesioną przez syna/córkę ze szkoły, a nie korzystać z pomocy „dobrych dusz” z internetu (np. Facebook)
  • można pooglądać film z wypożyczalni DVD, gdyż Niemcy dubbingują większość filmów z równoczesnym „wycinaniem” wersji oryginalnej (angielskojęzycznej)
  • wyjść do kina/teatru
  • można przeczytać list od przedstawicieli sieci komórkowej, w której zamówiliśmy telefon
  • zareklamować (lub wymienić na nową) pralkę/lodówkę/komputer/aparat telefoniczny
  • dogadać się z lekarzem
  • dostać lepszą pracę
  • porozmawiać z nauczycielem o osiągnięciach/problemach naszego dziecka
  • nawiązać przyjacielskie kontakty z sąsiadami
  • czytać niemieckojęzyczną prasę/książki/oglądać TV
  • śmiać się z niemieckich dowcipów
  • nie dać się zapędzić w kozi róg przez nieżyczliwych (dotyczy każdej dziedziny życia)
  • funkcjonować bez zahamowań w niemieckim (obcojęzycznym) społeczeństwie
  • ??? - lista jest otwarta, czekamy na Wasze spostrzeżenia
  • Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Kusabi www.flickr.com/photos/kusabi/2897465409

    Polub to!
    Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
    Wybrane specjalnie dla Ciebie