Być jak Angelina i Brad! Czyli mieć szóstkę dzieci…

· 1.1k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Być jak Angelina i Brad! Czyli mieć szóstkę dzieci…

Najprzystojniejsza para nie tylko Hollywood, Angelina Jolie i Brad Pittj zwani pieszczotliwe Brangeliną pojawiają się zawsze otoczeni wianuszkiem dzieci… Jest z kogo brać przykład. Młodzi Niemcy biorą. Szczególnie co bardziej zamożni z dużych miast.

Powrót do rodzinnych wartości

Tyle dzieci w jednym roku nie urodziło się w Niemczech od 15 lat. Dlatego śmiało można miniony rok nazwać rokiem baby-boomu. W liczbach przekłada się to na 738 tysięcy nowy obywateli. O niemal 23 tysiące więcej niż w roku 2014.

Również rekordowo dużo par zdecydowało się sformalizować swój związek. Aż 400 tysięcy (o 14 tysięcy więcej niż w 2014 roku), stanęło na ślubnym kobiercu, przysięgając sobie.. że nie opuszczę Cię aż do śmierci!

Rodzina w Niemczech ponownie stała się ważna. Taka w tradycyjnym rozumieniu; tato, mama, dzieci… Doceniają to dorośli, co widać w statystykach urodzeń. Również nastolatkowie w ankietach i sondażach podkreślają, że dla nich w przyszłości najważniejsze jest partnerstwo, rodzina, dzieci…

Odwrócenie priorytetów, na razie lekkie

Najpierw kariera i kupno domu, potem dzieci, najlepiej jedno dziecko – tak było jeszcze do niedawna. Obecnie proporcje zmieniają się. Wielu młodych ludzi zobaczyło, że możliwa jest droga równoległa. Stąd coraz większe zorientowanie na model: rodzina i kariera na równi. A własne cztery kąty? Przyjdzie ma to czas.

Państwo niemieckie od wielu lat wspiera matki, które jednocześnie chcą pracować. Oprócz całego, mocno rozbudowanego systemu zachęt finansowych jest też wiele udogodnień systemowych jak nieregulowany czas pracy, zakładowe żłobki i przedszkola.

Posadowione zwykle w dużych miastach korporacje i wielkie przedsiębiorstwa oferują przyjazne rodzinie modele wychowawcze, na przykład pracę w niepełnym wymiarze godzin. To luksus, na który nie mogą liczyć mieszkańcy małych miasteczek czy wsi.

Urban baby czyli dziecko w mieście

Domek na przedmieściu to najlepsze miejsce do wychowywania dzieci. Schemat trochę jak z amerykańskiego filmu z lat 60-tych na długo zagościł w mentalności wielu Europejczyków.

Dzisiaj można śmiało powiedzieć – tu zaszła zmiana. Na trzecie, czwarte, piąte dziecko decydują się młodzi i bogaci mieszkańcy dużych miast.

Nie jest im potrzebny domek na przedmieściu. Oni wolą starą kamienicę w centrum miasta. Albo wygodny flat tuż przy city. Tam pod ręką mają wszystko, co potrzebne jest do życia nowoczesnej parze.

Im nie wystarcza zwykły wózek dla dziecka. Oni mają specjalny wózek do joggingu popychany przez parę na wrotkach. Bo obraz nowych niemieckich rodziców, tych z miasta i zamożnych, jest obrazem bardzo kontrastowym do obrazu rodziców sprzed kilkunastu jeszcze lat.

Więcej dzieci – wyższy status

W wielu miastach europejskich, a miasta niemieckie wpisują się na tę listę, mocno poprawił się wskaźnik urodzeń. I wcale nie wśród tradycyjnie wielodzietnych rodzin imigrantów.

Monachium, Frankfurt, Berlin… są wyznacznikiem nowych trendów, który demografowie nazwali już efektem „Brangeliny”, a zbadali analitycy grupy ubezpieczeniowej Allianz Monachium. I postawili diagnozę: w bogatych miastach rodzi się coraz więcej dzieci.

Po owocach ich poznacie (cytat z ewangelii św. Mateusza) nabrał we współczesnych Niemczech innego znaczenia. Jeszcze niedawno „owocami” był luksusowy samochód, willa i podróż dookoła świata.

Współczesny młody Niemiec stawia sobie inne wyzwanie, w drogim mieście wychować piątkę dzieci. To nowy wyznacznik sukcesu, wpisujący się w światowe trendy.

Większe miasto – większe możliwości

Demografowie od razu wzięli na tapetę zjawisko coraz większej dzietności w miastach, uchodzących wcześniej za „demograficzne pustynie”. Dlaczego mieszczuchy chcą mieć więcej dzieci?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Trend jest raczej wynikiem kompilacji wielu zjawisk. W miastach karierę robią osoby lepiej wykształcone. Lepsze zarobki pozwalają na wyższy standard życia. „mieszczuchy” są świadome swojej wartości, potrafią zachować zdrowy balans między pracą a życiem zawodowym.

Duże miasto stwarza też większe możliwości; wszędzie blisko, dobra infrastruktura, lepsze oferty opieki nad dziećmi. A jednocześnie pozwala korzystać ze wszystkich miejskich udogodnień.

Droższe miasto, większy wskaźnik urodzin – dane statystyczne nie kłamią. Na początku tabeli dzietności w Niemczech plasują się „drogie do życia” Monachium czy Frankfurt.

Tatuś ważniejszy niż mamusia

W zapomnienie odchodzi matka – tygrysica, zmuszająca dziecko do ustanej rywalizacji byle dalej, więcej, mocniej, bo taka postawa zapewni sukces w życiu. Nadpływa ojciec – delfin, przy którym zrelaksowane dziecko uczy się na sukcesach, jak zdobywać pewność siebie – najważniejszą wartość na przyszłym rynku pracy.

Kluczowym słowem jest ojciec. Mężczyźni coraz częściej, z różnych powodów, decydują się na wzięcie pełnej odpowiedzialności za wychowanie dzieci. Urlopy tacierzyńskie nie są już wstydliwie ukrywanym wyjątkiem. Bierze je co trzeci ojciec w Niemczech. Większość z nich decyduje się na dwa miesiące zmieniania pieluch, ale są też ojcowie, którzy opiekują się dzięki na pełny etat nawet trzy lata.

Przyszło nowe, będzie lepiej

Wiele wskazuje, że prowadzona konsekwentnie od lat prorodzinna polityka niemieckiego rządu zaczyna przenosić pozytywne rezultaty. Jej główny cel to sprawić, by liczba urodzeń była większa od liczby zgonów. Na razie jednak wciąż więcej osób umiera niż się rodzi, a ta tendencja utrzymuje się od 1972 roku. Na szczęście z roku na rok „minusowy” przyrost naturalny jest coraz mniejszy.

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie www.flickr.com/photos/fredmikerudy/273566694, autor: Fred Miller

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie