Chłop, a na szmacie jeździ jak sama Lady Rozenek. Room-boy’e z Polski pucują berlińskie hotele

· 2.3k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Chłop, a na szmacie jeździ jak sama Lady Rozenek. Room-boy’e z Polski pucują berlińskie hotele

Żadna praca nie hańbi. Szczególnie taka, o której nikt nie wie. Bo kto by się przyznawał, że jest sprzątaczem. W hotelu. Babska robota. To one są od ścielenia łóżek, mycia kibli i wycierania kurzy. Czasami w fikuśnym fartuszku z puchatą miotełką z czerwonych piórek.

Sprzątacz z Polski to rasowy facet. Macho. Taki w co drugim słowie rzuci k… czy ch…. Niemcom w pociągu „więdną” od tego uszy, więc w oknach pociągów wożących codziennie polskich pasażerów do Berlina wywiesili kartki „zakaz rozmawiania po polsku”.

Nad Odrą odbywa się codzienny pociągowy exodus. Rano wsiadają do „zugu” we Frankfurcie nad Odrą, a po godzinie z małym haczykiem wysiadka w Berlinie. Stamtąd rozjeżdżają się do swoich hoteli: jedni do wielkich pięciogwiazdkowych, inni do małych pensjonatów, jeszcze inni do hosteli i młodzieżowych schronisk. Na putzen czekają dziesiątki tysięcy pokoi.

„Schaffen” na wiele sposobów

Wykazać się można wszędzie, nawet myjąc kible w berlińskim Hiltonie. Polak lubi być w czołówce. Łasy na pochwały i cały czas podszyty strachem, że jak się nie postara, to wyrzucą… znajdą innego, tańszego… Z Rumunii… albo z Afryki. Więc zapieprza, nie chodząc na przerwy. W grafiku jasno stoi: dwa i pół pokoju na godzinę. Zdarzają się tacy, co „szafną” trzy i norma od razu podskakuje dla wszystkich.

Bo nie sprząta się na godziny tylko na „pokoje”. Pokój pokojowi nierówny. Jak się trafi na taki po flejtuchu, to i pół godziny nie wystarczy. Wiadomo, co trzeba zrobić: zmienić pościel, zetrzeć kurze na parapecie i meblach, posprzątać ubikację… Na zicher!

Czasami dobrze odsunąć łóżko, bo złośliwy gość hotelowy może tam nawtykać śmieci, a złośliwy supervisor (zwany też hausadmą, bez względu na płeć), może tam zechcieć zrobić test „białej rękawiczki”.

Najgorszy Chińczyk i Angol…

… więc niech się „brexituje” i spada do siebie, na Wyspę. Ale oni już wyczuli, gdzie tanio, a rozrabiać potrafią. Bałaganić też. Chipsy w pościeli, rozdeptane ciastka na podłodze, a w kiblu taki syf, że nie rękawiczki gumowe, a cały kombinezon by się przydał.

Wycieczki Japończyków są spoko. Za to po wycieczkach z Chin w pokojach hotelowych wygląda jak po kataklizmie. Zresztą nie od nacji zależy bałagan czy porządek, a od człowieka. - Kiedyś miałem pokój tak czysty, aż się zdziwiłem i sprawdziłem, kto w nim mieszkał. I zdziwko, bo małżeństwo Polaków z dzieckiem. Potem zaraz trafiłem na włoską rodzinkę… Bonanza. Prawie godzinę walczyłem.

Leszek jest „mopem” z centralnej Polski. Dokładnie z Aleksandrowa Łódzkiego. Razem z Damianem wynajmują „łóżka” w domu starszej pani spod Słubic. Wszystkim się kalkuluje. Nie płacą dużo, a starsza pani może bezpiecznie spać i jeszcze dorobić kilka groszy za wikt. Opierunek robią sobie sami.

Z ogłoszenia, z polecenia…

To żaden rarytas: od zaraz poszukiwani kandydaci z minimum podstawową znajomością języka, zdecydowani do podjęcia pracy w Niemczech przy sprzątaniu hoteli… Kuszą stawki godzinowe, od 9,5 euro na godzinę i lekko wzwyż. Potem się okazuje, że jednak „za pokój”, a nie „na czas”.

Berlin jest najlepiej skomunikowany z Frankfurtem na Odrą, główną bazą wypadową „mopów” z Polski. O, pardon… room boyów z Polski.

Niby można do Drezna z Goerlitz, ale po pierwsze dłużej, a po wtóre ofert mniej i za mniejszą kasę. W ogłoszeniu z Drezna piszą wprawdzie: 8,7 euro brutto na godzinę (należy posprzątać określoną ilość pokoi w godzinę).. ale życie to i tak weryfikuje.

Dlatego lepszy Berlin i praca z polecenia. Najwięcej ofert, i tych szeptanych, i oficjalnych, jest w maju, na początku sezonu turystycznego. Czasami zostaje się „sezonowym”. Większość jednak łapie się na cały rok.

Sprzątać każdy może…

Tu nie potrzeba wielkiej filozofii. Ten fach właściwie każdy ma w ręku. Jak nie przyuczyła mama w młodości, przyuczy firma. Da też rękawiczki. Bo rękawiczki są niezbędne. Żeby doczyścić brud, trzeba używać hektolitrów żrących substancji. Kto nie przemoże się i robi bez rękawiczek, po kilku dniach nie pozna własnych rąk. Po kilku latach przyzwyczaja się.

Nie potrzeba też wielkich językowych umiejętności. W kwestii sprzątania niemal wszystko można pokazać na migi. Ale i to jest niepotrzebne. W okolicy zawsze znajdzie się rodak, który albo szefuje, albo robi dokładnie to samo.

Wyższym poziomem sprzątania jest praca „na domach”. Bo można wybierać, gdzie sprzątać, a gdzie nie. Domowi Niemcy czasami dziwią się, że na ogłoszenie sprzątaczka potrzebna od zaraz przychodzi facet. Dziwią się krótko. Rozumieją, że żadna praca nie hańbi.

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/bionicteaching/12896976914, autor: Tom Woodward

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie