Chora na ciążę, czyli gdzie prawo mija się z życiem

· 1.2k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Chora na ciążę, czyli gdzie prawo mija się z życiem

Czy ciąża to choroba? Zdaniem wielu to normalny, rozwojowy stan fizjologiczny. Oczywiście wtedy, gdy przebiega bez zakłóceń. Są też kobiety, które niemal od pierwszego dnia traktują ciążę jako chorobę i wybierają niemal 9-miesięczne zwolnienie lekarskie. Mają do tego prawo. Z drugiej strony jest pracodawca, który chce solidnych i długoterminowych pracowników. Zatem co z pytaniem o ciążę na rozmowie kwalifikacyjnej?

Prawo, ujęte w paragrafy w Kodeksie pracy, zarówno w Niemczech jak i w Polsce, jest w tej kwestii jednoznaczne. Pracodawca nie powinien na rozmowie kwalifikacyjnej pytać kandydatki, czy jest w ciąży lub czy planuje w nią zajść w najbliższym czasie. Tyle teorii. Schody zaczynają się, gdy teoria zderzy się z życiem. Tym w praktyce.

- Podczas rozmowy kwalifikacyjnej do firmy sprzątającej w Niemczech mój przyszły szef poprosił mnie o przyniesienie zaświadczenia od lekarza, że nie jestem w ciąży – napisała w Internecie Eryka, jedna z Polek, mieszkających w Niemczech. Zapytała, czy inne dziewczyny/panie miały podobne doświadczenia. Jej wypowiedz wywołała falę niejednoznacznych wypowiedzi.

Większość w nich była w tonie: - Nie powinien pytać! - Nie ma prawa pytać! – Możesz bez konsekwencji nawet skłamać. - Nie na prawa pytać cię o ciążę, wiarę, plany matrymonialne czy orientację seksualną… to prywatna sfera twojego życia i nic mu do tego! – Pracownik, bez względu na płeć to potencjał dla firmy. Nie jest jej własnością, jej niewolnikiem! – Kup test ciążowy i zrób mu siusiu na biurko!

Autorkami tych wypowiedzi były zwykle dziewczyny młode, dobrze wykształcone lub właśnie zdobywające dobre wykształcenie. Mocno i stabilnie osadzone na rynku pracy. Weteranki rozmów kwalifikacyjnych. Świadome, zadowolone z dotychczasowej pracy. I niewątpiące, że w zasięgu ich ręki jest każde stanowisko.

***

Inny problem to zaświadczenie od lekarza, opiniujące że kandydatka do pracy nie jest w ciąży. - W przypadku firmy sprzątającej wcale nie jest to takie bezpodstawne – konkluduje jedna z internautek. – Wprawdzie praca w firmie sprzątającej nie uchodzi za ciężką ani specjalnie skomplikowaną, zdarza się jednak, ze trzeba używać mocnych środków chemicznych. A te mogą źle wpływać na kobietę w ciąży i na przyszłe dziecko. Czasami trzeba tez nosić lub przesuwać ciężkie rzeczy, co nie jest wskazane dla ciężarnych. Pracuję w piekarni. Firma sprzątająca używa mocnych chemikaliów, a sprzątające kobiety muszą targać ciężkie kanistry…

Prawo pracy również zwraca uwagę na ten aspekt. W pewnych zawodach, ze względu na bezpieczeństwo przyszłej mamy i dziecka, są obostrzenia w zatrudnianiu ciężarnych. Stąd pytania o ciążę, a nawet konieczność potwierdzenia tego zaświadczeniem lekarskim. Stanowisko pracy osoby ciężarnej musi bowiem spełniać określone normy. Są zakłady pracy, w których, za zgodą pracownika, zakładowy lekarz ordynuje stosowne badania.

***

A druga strona medalu czyli pracodawca? Liczy, że gdy zatrudni pracownika i przeszkoli go, będzie mógł korzystać z jego pracy jak najdłużej. Są badania wg których pracownik w 100% wdraża się w swoje obowiązki po 8 miesiącach, tyle potrzeba by poznał nowe stanowisko pracy. Skoro więc pracodawca „inwestuje” w pracownika, chce mieć z niego „zwrot”. Nie chce, żeby po dwóch miesiącach czy po pół roku pracownik, a w tym przypadku pracownica przyszła z zaświadczeniem, o ciąży. A kilka tygodni później ze zwolnieniem lekarskim do końca ciąży, po której następuje urlop macierzyński/wychowawczy.

Dlatego też pracodawcy stosują niedopuszczalne prawem tricki. Pytania o ciąże, pytania o plany zajścia w ciążę, pytania o dzieci oraz o to, czy będą miały z kim zostać na wypadek choroby. Bywają też tacy, którzy do umowy wpisują klauzulę o „nie zajściu w ciążę w ciągu najbliższego roku”. Zdarzało się nawet, że okres bezdzietny powinien wynosić pięć lat. – Nie podpiszesz, nie pracujesz – pisze jedna z internautek. To zdecydowane nadużycie.

***

Dochodzi do nich i z drugiej strony. - Znam dziewczyny, które zaraz po zatrudnieniu poleciały do lekarza po zaświadczenie, że nie są zdolne do pracy, bo są w ciąży – pisze Karina z Monachium. – Dlatego – jej zdaniem - można zrozumieć dylematy pracodawcy.

Prawo jest tworzone po to, by chronić na rynku pracy osoby potencjalnie mniej uprzywilejowane. Kobiety do takich należą. To one zachodzą w ciąże, rodzą dzieci, chodzą na urlopy wychowawcze i macierzyńskie oraz częściej niż mężczyźni „biorą” opiekę nad chorym dzieckiem. W tym przypadku kryterium jest jedno – biologia. Jest to stan, którego nie można odwrócić. Nawet jeżeli ojciec przejmie opiekę nad dzieckiem bezpośrednio po jego urodzeniu.

Pewne zapisy w prawie pracy, dające kobietom, szczególnie w ciąży określone przywileje, nazwać można „pozytywną dyskryminacją”. To znak czasów. Ale pytanie o ciążę na rozmowach kwalifikacyjnych będzie się pojawiać. I żadne prawo tego nie zmieni.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Vanessa Porter, URL: www.flickr.com/photos/thevelvetbird/5375488149

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie