Chwała Niemcom, że chcą skończyć z dziadostwem w Polsce

· 837 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Chwała Niemcom, że chcą skończyć z dziadostwem w Polsce

Polskie firmy mają 24% udział w przewozach międzynarodowych. W przewozach w Unii Europejskiej jest to 14,4 %. To daje Polsce drugie miejsce, tuż za Niemcami, a przed Hiszpanią czy Francją. Transportowcy biadolili, że wprowadzone w Niemczech uregulowania płacowe powalą je na kolana. Nic takiego się nie stało. Za to mocno swoje zdanie podkreślili ci, którzy na co dzień siadają za kierownicą i tkną kilka tysięcy kilometrów.

- Nie chcemy być dziadami Europy – zaperzają się polscy kierowcy. Wszystko przez minimalną stawkę godzinową, wprowadzoną w Niemczech czyli 8.5 euro za godzinę (tzw. MiLoG). Ustalenia w tej sprawie zapadły w styczniu.

Dieta i ryczałt też się liczą

Właściciele polskich firm transportowych natychmiast podnieśli larum, a wtórowali im koledzy z innych krajów Europy Środkowo Wschodniej. Pierwszym ruchem było zaskarżenie niemieckich postanowień do Komisji Europejskiej. Jej członkowie zakwestionowali przepisy jako sprzeczne z unijną zasadą wspólnego rynku. Stanowisko Komisji Europejskiej było jednak w tej materii niejednoznaczne i tak pozostało do dziś. Chodzi mianowicie o to, że Komisja nie określiła, które elementy wynagrodzenia kierowców, w ramach transportu transgranicznego z Polski do Niemiec, wchodzą w skład minimalnej kwoty a które nie.

Stawki godzinowe polskich kierowców nie są tak wysokie jak ich kolegów z krajów zachodnich, wypłata natomiast jest powiększana o takie elementy jak diety czy ryczałty za noclegi. Zdaniem pracodawców, a nawet niemieckiego urzędu celnego, te kwoty stanowią integralną część wynagrodzenia i można je wliczyć do kwoty minimalnej.

Tysiące ludzi na bruk

Przyglądając się sytuacji od strony formalnej. Jest październik, a Komisja Europejska wciąż nie wypowiedziała się w sprawie legalności niemieckich ustaleń dla polskich pracodawców.

Natomiast polscy pracodawcy wytoczyli przeciw niemieckiej kwocie minimalnej najcięższe działa. Takie jak opinie ekspertów, czasami nie do końca niezależnych, opinie Konfederacji Pracodawców Lewiatan. Zaczęto złowrogo wieszczyć i układać czarne scenariusze. Jeden z nich prorokował, że pracę może stracić nawet 53 tyś osób, a płaca minimalna to cios dla polskich firm transportowych. Drugi wariant to masowe przenoszenie się polskich firm transportowych do Niemiec, a wraz z nimi płaconych przez nie podatków. Tak źle i tak niedobrze.

Równać w górę czy dół?

Tymczasem coraz częściej zaczęły się pojawiać opinie, że zamiast siedzieć i biadolić, że pracownik – nie daj Boże – za dużo zarobi, trzeba zmienić patrzenie na problem. Bo dlaczego polskie firmy mają wygrywać z innymi tylko niskim, wręcz dumpingowym poziomem płac.. Może powinno być dokładnie odwrotnie. Być może nadszedł już czas, w którym Polska powinna równać do minimalnych płac europejskich, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka wydają się wysokie.

Z punktu widzenia pracownika to pożądany kierunek. Wpisuje się też w trendy na rynku pracy, gdyż zdaniem specjalistów od rynku pracy, kończy się czas rynku pracodawców, a zaczyna się czas rynku pracowników.

Odwracanie kota ogonem?

Czarnowidztwo ekspertów od razu uruchomiło aktywność na forach internetowych. Opinie można było podzielić na te mało łagodne i jeszcze mniej łagodne. „Sorry panowie transportowcy, konkurujcie na rynku jakością usług, nowoczesnym taborem, nowymi technologiami, a nie niewolniczą pracą słabo opłacanych kierowców.” „Hurra! Jestem jednym z 53 tyś pracowników, co straci pracę. I co? Mam to w czterech literach. Niemiecki pracodawca już mi proponuje niemiecką minimalną stawkę czyli 2100 euro na miesiąc.” „Kierowcy mają kwalifikacje, często znają języki. Nie znikną we mgle, bo tonaż przewozów nie zmaleje. Znikną polskie, złodziejskie firmy. I dobrze!” „Wszystko przez niską płacę w Polsce a nie 8,5 euro w Niemczech .Nie odwracajcie kota ogonem.”

Polska w płacowym ogonie Europy

Rzeczywiście. Wszystkie dostępne rankingi zarobków w Unii Europejskiej pokazują, że Polska w tej dziedzinie plasuje się w grupie biedaków. Dane o europejskich zarobkach nie są tajemnicą. Internet od razu wypluwa informacje. Na 26 klasyfikowanych krajów Polska zajmuje wcale nie zaszczytne 21 miejsce, z kwotą 865 euro miesięcznie (to wysokość średniej pensji, o której wielu w Polsce może tylko pomarzyć). Łatwo policzyć, ile Polaków dzieli od najwyżej zarabiających Luksemburczyków (4 663 euro miesięcznie ). Minimalnie za Polską w tym rankingu plasują się Węgrzy, a dalej Łotwa, Litwa, Rumunia i Bułgaria.

Godziwie, czyli ile?

- To nie przez Niemców tylko przez „spisek pracodawców”– uważa jeden z internautów. – Wmówiono polskim przedsiębiorcom, że konkurencyjność to niskie koszty pracy.

W Niemczech firmy radzą sobie przy wyższych kosztach, bo mają jakość i wydajność wynikającą z inwestycji i innowacyjności. U nas liczy się cwaniactwo. Dziecku nauka czytania i pisania zajmuje rok, a niektórzy chcą odnoszącą sukcesy firmę zbudować w miesiąc. Jak to możliwe?

Skoro polski rząd i pracodawcy nie potrafią zadbać o godziwe stawki, a zawiązki zawodowe troszczą się tylko o stołki dla kilku prominentnych działaczy, to może Niemcy i inne kraje wymuszą na Polsce podniesienie stawek minimalnych. Może warto spojrzeć na ten problem z tej strony.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Sam Agnew, URL: www.flickr.com/photos/samagnew/7933119040

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie