Czy rząd niemiecki odkleja się od realiów, licząc nadal na poparcie już i tak zbyt liberalnej polityki?

· 1.2k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Czy rząd niemiecki odkleja się od realiów, licząc nadal na poparcie już i tak zbyt liberalnej polityki?

Nie ma kraju z łatwą historią. Niemcy odrobili swą „historyczną” lekcję i dzisiaj to oni rozdają gospodarcze i polityczne karty w Europie. Coraz częściej widać, że nie jest to łatwa rola. Dysonans między władzą a obywatelami pobrzmiewa gdy mowa o prawach dla imigrantów, uchodźcach czy pomocy dla Grecji.

Połączone siły niemieckiego charakteru i amerykańskich pieniędzy Planu Marshalla sprawiły, że 70 lat po II wojnie światowej Niemcy są najbardziej stabilną gospodarką w Europie. Są krajem przyjaznym socjalnie i otwartym na przybyszów z zewnątrz. Pierwsze otwarcie na imigrację było koniecznością, po wojnie trzeba było uzupełnić dramatyczny wręcz brak rąk do pracy. Sprawy potoczyły się nie do końca tak, jak wstępnie zakładano, czyli gastarbeiterzy mieli popracować, zarobić i wrócić do kraju. Do dobrego się człowiek jednak szybko przyzwyczaja, dlatego przybysze z dużo biedniejszych i „nie poukładanych” politycznie krajów jak Turcja woleli układać siebie życie nad Odrą i Sprewą. Zresztą, podróże zarobkowe do coraz to bogatszych Niemiec stały się popularne w wielu biednych krajach naszego kontynentu i poza nim.

Imigranci

Mijały lata, zmieniała się sytuacja geopolityczna Europy. Poważną zmianą był (w latach 90-tych), rozpad dawnej Jugosławii i tworzące się nowe państwa narodowe (Chorwacja, Słowenia, Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Czarnogóra, Serbia). Pełnym ogniem rozgorzał konflikt o Kosowo. Konflikt podobnie jak bośniacki, wyjątkowo krwawy. Jego różne strony szukały azylu, często właśnie w Niemczech. (Na marginesie, Niemcy były pierwszym krajem, który uznał niepodległość Słowenii.)

Kolejną ważną zmianą było rozszerzenie Unii Europejskiej. Weszły do niej np. Polska, Czechy, Słowacja, a w dalszej kolejności, Bułgaria i Chorwacja. Jedną z korzyści nowych członków Unii była możliwość mniej lub bardziej legalnego zatrudnienia w krajach tzw. Starej Unii” I znowu, wielu „nowych Europejczyków” wybrało stabilne Niemcy.

Rodowici mieszkańcy tego kraju patrzyli na te zmiany z mieszanymi uczuciami. Sprawy jednak toczyły się własnym życiem. Ciągle powiększająca się populacja przybyszów zza wielu granic, którzy domagali się większych praw, w tym religijnych.

Są dzielnice, a nawet całe miasta, gdzie imigranckie diaspory czują się silniejsze, niż rdzenna ludność. Na YouTube krąży filmik, pokazujących jak dzieci imigrantów znęcają się w szkole nad kolegą Niemcem. Na Facebooku krąży zdjęcie kobiety, ubranej w burkę w kolorze jaskrawozielonym, zasłoniętej do stóp do głów i podpis „już za kilka lat to będzie obowiązujący strój niemieckich policjantek”. Albo dowcip typu: dwóch urzędników magistratu siedzi i zastanawia się: Hans, co za dziwne imię?

Taka sytuacja przestaje się podobać dużej grupie społeczeństwa. Stąd niezadowolenie, wyrażane w kolejnych sondażach poparcia dla polityki rządu. Stąd protesty, skierowane przeciwko nadmiernej islamizacji kraju. Marszy protestacyjne, ataki na meczety, no i przestępczość. Okazuje się, że złodzieje samochodów, których kiedyś stereotypowo utożsamiano z Polakami, to mały pikuś w porównaniu z gangami libańskimi, tureckimi, rumuńskimi czy bułgarskimi, które rywalizują bowiem między sobą o władzę na ulicy. Rzecz dzieje się w dzielnicach takich miast jak Duisburg, Kolonia, Essen, czy Dortmund. Są to miejsca, w które policja zapuszcza się niechętnie, a jeżeli już, to w dużej liczbie. Czasami i to nie pomaga i funkcjonariusze muszą salwować się ucieczką.

Problemu zdają się nie dostrzegać władze, w tym na przykład Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii. Świetnie widzą to jednak zwykli obywatele, którzy przestali czuć się bezpieczni we własnym domu. A człowiek nie ślimak, nie weźmie domu na plecy i pójdzie w bardziej bezpieczne miejsce. Dlatego zwykli obywatele zaczynają coraz bardziej sarkać na liberalną politykę władz. Z tego sarkania, w swoich poglądach przesuwają się bardziej na prawo. W kierunku takich partii jak współrządząca bawarska CSU, której działacze chcą budować przy granicy obozy dla uchodźców, co pozwoli na szybką deportację tych, którzy nie mają szans na azyl.

Uchodźcy

To nowe zarzewie konfliktu. Uchodźcy. Niemieckie wyrzuty sumienia, związane z II wojną światową są na tyle mocne, że rząd czuje się zobligowany do udzielenia wszechstronnej pomocy ofiarom konfliktów. W przypadku proponowanych przez CSU obozów chodzi o obywateli takich państw jak Albania, Kosowo czy Czarnogóra, uznanych za państwa bezpieczne. Nie mają szans na azyl i w takich obozach będą przekonywani do dobrowolnego powrotu do swojego kraju. Inna, również paląca sprawa to uchodźcy z krajów, ogarniętych wojną, wywołaną przez państwo islamskie.

Czy jest się czego bać? Owszem! Tylko w 2014 r. na terytorium UE, głównie do Włoch, dostało się 280 tys. nielegalnych imigrantów. Ponad 100 tyś „rozpłynęło” się po terytorium Unii. Szukają krajów stabilnych, z dużym zapleczem socjalnym, dlatego chętniej wybiorą Niemcy niż Polskę czy Bułgarię. Przeciętny Niemiec natomiast uważa, że i tak już w kraju jest wystarczająco dużo obcokrajowców, by brać na garnuszek kolejnych. I znowu w swoich, bardziej konserwatywnych poglądach rozmija się ze stanowiskiem rządzących.

Na tych nastrojach grają niektórzy politycy. Premier Bawarii Horst Seehofer stwierdził, że obowiązkiem polityków jest troska o obawy i lęki obywateli. Czy jego wypowiedzi, zdaniem polityków, w tym ministra sprawiedliwości Heiko Maasa z SPD, tylko podgrzewają atmosferę? Być może. Efekt. Ataki na ośrodki uchodźców z Syrii, Iraku i Afryki.

Zdaniem tych, którzy uważnie śledzą sytuację, jest o co kruszyć kopie. Tylko w 2014 r. o azyl w Niemczech poprosiło 200 tyś osób. W tym roku ta liczba może być nawet dwa razy większa.

Krytycznych uwag do rządu jest więcej. Chociażby sprawa Grecji. – Nie chcemy płacić na tych nierobów – pojawiają się głosy. 81% Niemców nie wierzy, że rząd w Atenach przeprowadzi obiecywane reformy.

Rząd zdaje się dostrzegać te problemy. Ma też świadomość, że za 2 lata trzeba się będzie poddać ponownej weryfikacji wyborców. Stąd kampania Dobrze żyć w Niemczech, czyli seria debat członków gabinetu z obywatelami. Wspólnie szukają odpowiedzi na pytanie, co to znaczy dobrze żyć i co jeszcze rząd może zrobić, by jakość życia polepszyć. Już teraz widać, że znalezienie odpowiedzi na to pytanie będzie niezwykle trudne.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Montse PB www.flickr.com/photos/montseprats/5339963091

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie