Czy w Niemczech Polacy śpią na ulicy?

· 7.4k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Czy w Niemczech Polacy śpią na ulicy?

Życie na ulicy może się przytrafić mieszkańcowi każdego kraju, nawet tak bogatego jak Niemcy. Ta sama przypadłość jest jednak mniej uciążliwa dla rodowitych Niemców, mogą bowiem liczyć na większe wsparcie państwa. Imigranci, w tym Polacy, mogą liczyć jedynie na instytucje charytatywne i pomoc dobrych ludzi.

Będzie ich pół miliona

Wystarczy nieszczęśliwy spot okoliczności. Tak jak w przypadku Güntera z Monachium. Na początku zwykle jest utrata pracy, wejście w spiralę długów, skutkujące utratą domu. Gwoździem do trumny bezdomności Güntera był hazard i depresja. Została ulica. Gdy jest ciepło, bez dachu nad głową można przeżyć. Żywić się niesprzedanym jedzeniem z restauracji, stacji benzynowych czy sklepów. Zbierać butelki, by zarobić trochę grosza. Spać na ławkach w parku, w pustych domach, na dworcach kolejowych… Potem jednak przychodzi zima. Zły czas dla bezdomnego.

Problemem bezdomności w Niemczech zajmuje się BAG Wohnungslosenhilfe (BAG W). Ze statystyk tej organizacji wynika, że z roku na rok wzrasta w tym kraju problem bezdomności. W roku 2012 liczba ludzi bez stałego miejsca zamieszkania wynosiła 284 tyś. Według prognoz, w roku 2016 będzie ich ponad 380 tyś. co da wzrost o 30%. Prognoza do 2018 wygląda jeszcze czarniej, bo liczba osób bez dachu nad głową może osiągną wtedy ponad pół miliona. Zdaniem prezesa BAG W Thomasa Spechta to ponure prognozy.

Sól w oku porządnych obywateli

Bezdomny, bez względu na narodowość jest niemile widziany przez cześć społeczeństwa, tego zwanego siebie porządnym i poukładanym. Nie chcą go widzieć w swoim otoczeniu. Dlatego wokół niezamieszkałych domów wyrastają płoty i rusztowania, by szczelnie zabezpieczyć dostęp do takich obiektów. Nie mają łatwo ci, którzy próbują szukać schronienia przed zimnem lub miejsca do spania w bramach sklepów. Coraz częściej pojawiają się tam „zabezpieczenia” przeciw bezdomnym. Na przykład zamontowane w ścianie dysze sączą przez całą noc lekką mgiełkę, która skutecznie zamienia ubranie i legowisko bezdomnego w mokre szmaty. Na razie w Niemczech nie korzysta się z londyńskiego rozwiązania. Tam przed wejściem do ekskluzywnej kamienicy, we fragment podłogi, gdzie bezdomny mógłby przytulić głowę osłonięty od wiatru i zimna, wbetonowano 2-centymetrowe kolce.

Nie tak trudno trafić na ulicę

Częściej w bezdomność popadają mężczyźni (ok 70%). Wśród kobiet ten odsetek wynosi 30%. Rośnie liczba bezdomnych o korzeniach migracyjnych. W 2012 r było ich 27%, obecnie – 31%. Czyli jedna trzecia bezdomnych to imigranci. Wśród nich znaczą grupę stanowią Polacy.

Dlaczego trafiają na ulicę? W przypadku rodaków ten proces jest jeszcze szybszy niż w przypadku rodowitych Niemców. Z tymczasowego mieszkania, do których zwykle trafiają imigranci zarobkowi, łatwiej jest kogoś wyrzucić, gdy na przykład przestanie płacić. Albo płaci, ale pije i zamienia mieszkanie w stajnię Augiasza. Imigranta zarobkowego, często nie znającego języka i praw pracowniczych, dużo łatwiej oszukać. Jeszcze łatwiej, gdy pracuje na czarno. To tylko kilka, tych najprostszych dróg do bezdomności. Szczególnie w obcym kraju, do którego wyjechało się, by zarobić pieniądze. Tymczasem zawiodło się, padło się łupem oszustów albo własnej słabości. W każdej z tych sytuacji najbardziej dojmujących uczuciem jest wstyd. Wstyd przed porażką. To on wypędza ludzi na ulicę, a potem trzyma na niej. Kurczowo.

Policzalni, a niepoliczalni…

O dokładną liczbę trudno. Zawsze podaje się szacunkowo. Bo jak policzyć bezdomnych? Wyznacznikiem może być brak zameldowania. Jednak imigranci, szczególnie ci którzy zakładali przyjazd na krótko, nie meldują się. Dlatego ich trudniej policzyć?

Czego mogą się spodziewać, gdy popadną w tarapaty, takie jak brak dachu nad głową, a do Polski (do własnego kraju), nie chcą wracać? Na pewno jest kościół, polskie i niemieckie organizacje kościelne (Caritas czy Diakonia) oraz organizacje świeckie. Jak służba socjalna GEBEWO.

Właśnie ze względu na mnogość punktów pomocowych, bezdomni na zimę ściągają do Berlina. Tam mogą liczyć na najwięcej. Noclegownie, gorące posiłki no i streetwalkerzy, mówiący w kilku językach. Ci wyszli na ulicę w ramach projektu Frostschutzengel (Antymrozowych Aniołów). To projekt skierowany do bezdomnych, a osoby patrolujące ulice w poszukiwaniu potrzebujących noclegu mówią w trzech językach: bułgarskim, rosyjskim i polskim.

Nie podpierając się statystykami tylko obserwacjami, rzeczywiście największą grupę bezdomnych w Berlinie stanowią Polacy. Niektórzy żyją na ulicy od lat. Na przykład przyjechali do Niemiec w 2011 roku, gdy otwarto dla Polaków niemiecki rynek pracy. Liczyli na łatwy i szybki zarobek. Często na czarno. Czarny też potem okazywał się scenariusz, który pisało im życie. Pracując na czarno, można trafić na oszustów. Liczyli… Przeliczyli się jednak i dzisiaj ich domem jest ulica i niemieckie noclegownie. Wśród bezdomnych Polaków, czy to Hamburg czy Berlin czy Kolonia, przeważają mężczyźni. Ponad 95%. Większość z nich ma problemy z alkoholem.

Bezdomny imigrant ma gorzej

Przede wszystkim dlatego, że żyje poza systemem, zarówno opieki zdrowotnej jak i pomocy społecznej. Nic mu się od niemieckiego państwa nie należy. Co nie znaczy, że umrze pod płotem z zimna i głodu. Im większe miasto, tym tak naprawdę większe możliwości. Oprócz stałych, całorocznych miejsc dla bezdomnych, zimą gminy otwierają dodatkowe, prowizoryczne noclegownie, czasami na kilkaset miejsc. W Hamburgu bezdomni mogą spać w kontenerach mieszkalnych i w nieczynnych biurowcach. W kilku miastach, w tym we Frankfurcie nad Menem udostępniono bezdomnym stację podziemnej kolejki. Niektóre organizacje przygotowują na zimę specjalne autobusy, tzw. Kältebusse, gdzie czekają z kubkiem gorącej herbaty i zupy, oraz materacami i kocami.

Bezdomni Polacy mogą liczyć na wsparcie rodaków, np. w ramach projektu PLATA. To realizowany w Hamburgu program pomocy bezdomnym imigrantom z krajów unijnych, głównie z Polski, Rumunii i Bułgarii. Wspiera go Fundacja Pomocy Wzajemnej BARKA. Jest też wąskie grono „nawróconych” bezdomnych. Osób, które wyszły z bezdomności i teraz chcą, żeby tą samą drogą poszli inni.

Droga bez powrotu?

Wyjść z bezdomności jest bardzo trudno, chociaż akurat Niemcy pod tym względem starają się jak mogą. Na przykład w Berlinie działa Uniwersytet dla bezdomnych. Ostatnio też rząd zmienił prawo i bezdomni będą mogli założyć konto bankowe.

Z bezdomności trudno jednak wyjść, chociaż osoby zajmujące się pracą z ludźmi „ulicy” mają w zanadrzu zawsze kilka „dobrych” historii. Jak ta o panu Sławku, który wrócił do Polski, gdzie rodzina przyjęła go z otwartymi rękami. Przestał pić, ożenił się i założył firmę sprzątającą, która daje radę na wolnym rynku. Z tym że kilka historii ku pokrzepieniu serc to niewiele. Na drugiej szali leżą te bez happy endu. Kiedy zniszczony życiem na ulicy i hektolitrami marnego alkoholu organizm nie chce walczyć. Dlatego wracają w kolejnych latach, na ten sam wyścielony kocem kawałek podłogi w noclegowni. Z roku na rok starsi, ogarnięci jeszcze większą beznadziejnością. Jednym uchem słuchają krzepiącej historii o panu Sławku. W drugie wpada opowieść o kolejnym pogrzebie osoby, która za życia nie miała swojego miejsca na ziemi. Zyskała je dopiero po śmierci.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Cuddly Little Owl, URL: www.flickr.com/photos/jaggers/7006194783

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie