Dlaczego niemieccy milionerzy są dużo bogatsi od polskich?

· 4.4k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Dlaczego niemieccy milionerzy są dużo bogatsi od polskich?

103 Niemców i 5 Polaków znalazło się na liście najbogatszych ludzi świata. Skąd te dysproporcje? Bo pieniądze polskich milionerów są „świeże”, a niemieckie fortuny to bogactwo „stare”, dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Biorąc pod uwagę nierówny start, Polacy radzą sobie świetnie w globalnym świecie milionerów.

Każdego roku prestiżowy magazyn Forbes publikuje listę najbogatszych ludzi na świecie. Statystycznie najwięcej jest na niej Amerykanów. Niektórzy wskoczyli tam bardzo szybko, jak Bill Gates czy Mark Zuckerberg. Majątki innych, jak familii Koch, budowano latami. Widać Amerykanom kariera od pucybuta do milionera przychodzi łatwej. Polacy w tym wyścigu też radzą sobie całkiem dobrze.

Fortuny po obu stronach Odry

Dzisiaj policzyć można wszystko, nawet gwiazdy na niebie. Licząc i porównując majątki bogaczy po dwóch stronach Odry, przewaga jest po zachodniej stronie. Stu najbogatszych Polaków zgromadziło w swych rękach, a właściwie na swoich kontach, wspólnie, jakieś 28 mld euro. Tymczasem 100 najbogatszych Niemców posiada nieco ponad 325 mld euro, czyli dwanaście razy więcej.

W polskim rankingu, na pierwszym miejscu są Sebastian i Dominika Kulczyk, którzy zastąpili ojca, Jana Kulczyka. Ich wspólny majątek szacowany jest na 3,6 mld euro.

Na szczycie niemieckiej listy milionerów stoi Georg Schaeffler (21 najbardziej majętny człowiek na świecie), z majątkiem liczącym 20,3 mld euro.

Dlaczego mają więcej?

Dysproporcje w ilości zgromadzonej fortuny mają kilka przyczyn. I nie chodzi o to, że przeciętny Niemiec zarabia trzy razy więcej niż przeciętny Polak. Takich fortun nie buduje się z dnia na dzień. Niemieckie fortuny tworzono przez lata, przez co niektóre muszą do dzisiaj mierzyć się z zarzutami o nazistowskie korzenie.

Schaeffler Group, w której 80% udziałów ma wspominany wcześniej Georg Schaeffler rozpoczęła swoją działalność w 1883 roku. Było więc sporo czasu, oraz wzlotów i upadków, by wywindować jej właścicieli na szczyty rankingów najbogatszych.

Podobnie rzecz się ma z kolejnymi niemieckimi bogaczami, z rodziną Quandt (trzech jej członków mieści się na liście 10 najbogatszych Niemcach). Jej majątek opiera się na akcjach koncernu BMW, istniejącego od 1916 r.

Niesprzyjający ustrój

Analizując nazwiska innych majętnych Niemców, nasuwają się podobne wnioski. Kapitał dziedziczono po zapobiegawczych przodkach i pomnażano przez kolejne pokolenia. Wynikało to nie tylko ze skrupulatności Niemców. Wspierał ich ustrój. Kapitalistyczny. Nie ma wszak na liście najbogatszych reprezentantów wschodniej części kraju.

To jest też przyczyną dysproporcji w bogactwie między najbardziej majętnymi Niemcami a Polakami.

Prześwietlając nazwiska polskich bogaczy klarownie widać, że do pieniędzy dochodzili w jednym pokoleniu. I nawet, jeżeli rozpoczynali swoją działalność w czasach polskiego socjalizmu, to prawdziwą kasę zarobili, gdy w Polsce zmienił się ustrój, czyli po 1989 r.

Podliczając; majętni Niemcy mieli ponad 100 lat na dojście do pieniędzy; to trzy, a nawet cztery pokolenia. Polscy milionerzy „uwinęli się” w zaledwie 27 lat.

W familii siła

Zarówno niemieckie jak i polskie fortuny siłę czerpią z rodziny. Po obu stronach Odry królują firmy rodzinne, przekazywane z ojca na syna, lub córkę, jak w przypadku klanu Kulczyków. To firmy, w których mąż i żona, ręka w rękę budują rodzinne bogactwo, jak Anna Woźniak-Starak i Jerzy Starak (5 miejsce na liście najbogatszych, majątek rzędu 0,8 mld euro).

Duże pieniądze, więcej kłopotów

Niemieccy bogacze nie afiszują się. Nie ma ich na pierwszych stronach gazet. Wiedzą, że to może skończyć się tragicznie. W 1978 roku, gdy Suzenne Klaten (z domu Quandt) dziedziczka majątku BMW, miała 16 lat próbowano ją porwać dla okupu. Aby uniknąć podobnych sytuacji, przez lata ukrywała swoją prawdziwą tożsamość pod przybranym nazwiskiem. Już jako dorosła kobieta padła ofiarą kochanka, szantażysty. Potajemnie nagrywał ich intymne spotkania, a cenę za nagranie ustalił na 49 mln euro. Suzenne włączyła w sprawę policję, oszust i jego wspólnik trafili do więzienia. Sprawa trafiła jednak na pierwsze strony gazet, skutecznie odstraszając innych bogaczy przed ujawnianiem, ile można dostać za ich „głowy”.

Zrównoważone wykorzystanie zasobów

- Pieniądze są narzędziem - wyznała w wywiadzie dla Süddeutsche Zeitung Ise Bosch. Pewnie dlatego sporo swoich aktywów przekazuje na działalność społeczną, w tym na fundację Dreilinden. Idzie tropem dziadka, założyciela słynnej firmy Bosch, Roberta ((1861–1942). Przedsiębiorca, gdy już doszedł do pieniędzy, zaczął dzielić się z innymi. Był nie tylko jednym z majętniejszych Niemców, ale też urodzonym społecznikiem.

To dobra wiadomość, że dziedziczy się nie tylko pieniądze, ale też wartości. – Owszem, można kłuć ludzi w oczy przepychem, kolejnymi rezydencjami i jachtami. A potem siedzieć w swoim luksusowym więzieniu i bać się – przyznaje Ise Bosch. - Tylko w imię czego?

Tę konkluzję można śmiało zadedykować niektórym polskim, świeżym przedsiębiorcom i milionerom.

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/86530412@N02/8239759481, autor: Chris Potter

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie