Dlaczego praca za darmo też się opłaca?

· 1k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Dlaczego praca za darmo też się opłaca?

Kraje o mocno rozwiniętej demokracji, mają wpisane w swoją codzienność działanie charytatywne, społeczne, na rzecz drugiego człowieka. W Polsce lepiej się pracuje, gdy płacą za to brzęczącą monetą. Czy Polacy dowiedzą się, co to jest prawdziwe społeczeństwo obywatelskie, żyjąc i pracując na obczyźnie, w Niemczech?

Statystyki są bezlitosne. W Polsce tylko 16% ludzi angażuje się w działalność społeczną. W USA liczba ta wynosi 60%. Najlepiej jest w Skandynawii, gdzie robi to 90% społeczeństwa. Mowa o ludziach, którzy się angażują, w cokolwiek; w działalność charytatywną, kościelną, sportową czy nawet niszowe takie jak hodowla kanarków czy kaktusów.

W Polsce z roku na rok jest lepiej. Na pewno pomogła obecność w Unii Europejskiej i fakt, że Bruksela wspiera finansowo organizacje non profit. Samorząd lokalny też dokłada swoją cegiełkę do wzmacniania działań prowadzonych na rzecz integracji społecznej i budowy społeczeństwa obywatelskiego. By zajrzeć do ludzkich serc i nitek łączących je z kieszenią, warto wziąć pod uwagę uwarunkowania zewnętrze, na przykład piramidę Masłowa. Czyli prostą hierarchię potrzeb. Na jej samym dole są potrzeby, nazwane fizjologicznymi. Jedzenie, picie… To, czego potrzebujemy do prostej egzystencji. W dalszej kolejności jest: potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba miłości i przynależności, potrzeba szacunku i uznania. Dopiero na samej górze, po spełnieniu wszystkich niższych potrzeb, człowiek odczuwa potrzebę samorealizacji. I właśnie w tę potrzebę wpisuje się działalność w organizacjach pozarządowych, bezinteresowne działanie na rzecz innych.

- Niemcom jest zdecydowanie łatwiej– przyznaje Edyta, która po studiach dostała się na staż do jednego z niemieckich banków. – Niemal od małego wychowywani są w poczuciu bezpieczeństwa, w tym socjalnego. Gdy pójdą do pracy, właściwie mają tam wszystko ładnie ułożone. Pracują określoną ilość godzin, a to co zarobią, wystarcza na godne życie. Płatne nadgodziny, urlop w określonym wymiarze, bo prawa pracownicze są naprawdę dobrze chronione. Do tego parasol socjalny. Gdy mój znajomy stracił pracę, przez dwa lata miał płacone 80% wcześniejszej pensji, mógł na spokojnie szukać pracy, nie bojąc się, że jego status się znacząco obniży. Nie musiał też rzucać się na pierwsza lepszą robotę. Albo weźmy opiekę medyczną. Właściwie możemy tu mówić o poczuciu bezpieczeństwa w każdej dziedzinie życia. Proszę sobie porównać, jak to wygląda w Polsce? Szarpanina na co dzień. Ze wszystkim. Tutaj wieczorem człowiek wraca z pracy, i wręcz szuka sobie fajnego zajęcia. Jeden pójdzie do kina, inny do teatru a jeszcze inny wybierze pracę społeczną.

Pracy na rzecz innych, tak jak każdej czynności, można się nauczyć. Jedną z dróg do osiągnięcia tego celu jest szkoła, w której promuje się działania wolontarystyczne, do tego stopnia, że informacja o nich znajdują się w szkolnych sprawozdaniach, a nawet na świadectwach. W Polsce szkoły też coraz częściej idą tym tropem.

Ale…

Szkoła to tylko część edukacyjnej ścieżki. Drugą z dróg jest dom, gdzie młody człowiek uczy się, podglądając rodziców. Gdy widzi, że rodzice całe dnie spędzają w pracy, goniąc za każdym groszem, to kształtuje jego postawę życiową. Nie ma tam miejsca na działalność pozazarobkową. W niemieckich domach sprawa często wygląda inaczej. Mama spędza dwa popołudnia w tygodniu w pobliskim kościele, działając charytatywnie na rzecz biednych. Tato gra w lokalnej orkiestrze. Jest w domu przestrzeń na własne zainteresowania, na hobby, na samorozwój. To cenna wskazówka dla młodego człowieka. Tak samo, jak mówi się o dziedziczeniu biedy, można powiedzieć o dziedziczeniu zachowań społecznych.

Zaszłości historyczne, to kolejna przesłanka, którą trzeba wziąć pod uwagę, zanim zgani się Polaków za sobkowstwo, za zagarnianie pod siebie a nie dawanie nic innym. Może warto wrócić na chwilę do historii, do tego, co leży u podstaw tworzenia się tzw. trzeciego sektora?

Rok 1789, czas wybuchu w Europie rewolucji i ruchów narodowo wyzwoleńczych, a w raz z nim przebijająca się coraz mocniej idea „wolnego stowarzyszenia”. W ludziach budzi się nie tylko idea narodowościowa, ale także idea samoorganizacji i solidarności społecznej. Biorąc to pod uwagę, organizacje społeczne w Niemczech mają długą i w miarę prostą historię, z krótką historycznie przerwą na hitleryzm. Liczby mówią same za siebie, w Niemczech liczba różnego typu stowarzyszeń waha się między 240 a 280 tyś.

W Polsce, lub na przynależnych do niej historycznie terenach, świetnie rozwijały się organizacje wolnościowe i samopomocowe. Niestety, to co dla Niemców było początkiem nowego otwarcia czyli rok 1945, dla Polski i Polaków stało się początkiem uwstecznienia społecznego. Państwo przejęło za obywatela wszystkie funkcje, a wolność stowarzyszeń była mocno ograniczona. Owszem, ale mogły powstawać wbrew swojej idei czyli ruchom oddolnym. Były inicjowalne przez instytucje państwowe a przynależność w nich często nie była dobrowolna a obowiązkowa. Niemal 50 lat takiej działalności wystarczyło, by Polacy oduczyli się rozumienia słów: działalność na rzecz innych, społeczeństwo obywatelskie.

Po 1989 r zaczęto wracać do tej idei. Są już pewne postępy, biorąc pod uwagę ilość stowarzyszeń, fundacji czy związków działających w Polsce ( ponad 80 tysięcy stowarzyszeń i fundacji nie licząc OSP). Teraz należy życzyć sobie, by ilość przeszła w jakość.

Nie w tym rzecz jednak, aby szukać usprawiedliwień, rzecz w tym żeby sytuację zmieniać. Paradoksalnie, Polacy wyjeżdzający za chlebem do Niemiec, zdobywają tam nie tylko pieniądze, żeby ten chleb kupić. Bardziej wnikliwi obserwatorzy życia widzą, że są inne rzeczy oprócz chleba. A dawanie innym wzbogaca tego, który ofiaruje.

Natalia wyjechała do Niemiec z mężem i małym dzieckiem. - Najpierw się przyglądałam i dziwiłam się. Pracować? Za darmo? W Polsce nigdy nie pracowałam za darmo. Tu jednak poznałam inny model. Przyłączyłam się do stowarzyszenia, pomagającego Polakom. Owszem, czasami pozyskamy pieniądze z jakiegoś grantu, ale większość z nas pracuje jako wolontariusze. I co się okazało? Że można? Że to wielka frajda, gdy się widzi wdzięczność w oczach osób, którym się pomogło. Ich nie interesuje, czy mi ktoś za to płaci czy nie. I przyznam, że i mnie interesuje to coraz mniej. Chociaż, nie ukrywam, że jakby płacili, byłabym zadowolona. Ale czy lepiej bym pracowała? Nie sądzę.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: nican45, Kategoria: www.flickr.com/photos/nican45/16873168172

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie