Elektroniczne cmentarzysko, czyli miejsce gdzie umiera technologia

· 2.9k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Elektroniczne cmentarzysko, czyli miejsce gdzie umiera technologia

Toxic City, Sodoma i Gomora. Najpierw żywi a potem zabija. Cyfrowe cmentarzysko. Miejsce, gdzie trafiają zużyte sprzęty gospodarstwa domowego, telewizory, komputery. Tam zaczyna się ich drugie życie. Dla jednych mające cenę kilku euro dziennie, a w konsekwencji chorobę i śmierć. Warto pomyśleć o tym, zamieniając telefon komórkowy na nowszy model.

Strategia planowanego starzenia

Nie przyznają się do niej producenci, ale konsumenci/użytkownicy nie mają wątpliwości. Spotykają się z tym na co dzień. Ledwo mija termin gwarancji a pralka, lodówka czy telewizor zaczynają się psuć. Trzeba dzwonić po mechanika. Nie opłaca się, lepiej kupić nowy.

Coś musi być na rzeczy skoro termin – strategia planowanego starzenia się - dorobił się własnej definicji i badań historycznych. Podobno żaden inżynier nie zda egzaminu, gdy nie będzie potrafił tak skonstruować sprzętu, by zestarzał się zgodnie z gwarancją, a konkretnie, tuż po jej wygaśnięciu.

A propos badań historycznych. Przykładem jest żarówka, która świeci już 126 lat, i jak każdy kultowy przedmiot ma własną stronę internetową. Zresztą ta wyprodukowana przez Thomasa Edisona mogła świecić ponad 2 tyś godzin. To gdzie biznes producentów? Dlatego to właśnie producenci żarówek są pionierami strategii planowego starzenia się, a zaczęli nad nią pracować już w 1924. Dlatego dzisiejsze żarówki świecą ledwie 200 godzin, a nie jak ich pierwowzory – po 2 tyś godzin albo i więcej.

Kupować nowe/wyrzucać stare

Kupić nowy? A co z tym starym? Nie w skali indywidualnej, ale masowej. Odpowiedź wydaje się prosta - zutylizować. To jednak kosztowny proces. Wymyślono więc tańszą wersję. Zużyty sprzęt, każdego rodzaju sprzedaje się do krajów nisko rozwiniętych jako sprzęt używany, ale (teoretycznie przynajmniej) sprawny. W ten sposób kraje mniej rozwinięte, w których mieszkają ludzie łaknący odrobiny nowoczesności, stały się śmietniskiem zużytego sprzętu z USA, Australii i Europy.

Jest sporo miejsc w Afryce i w Azji, gdzie trafiają zużyte, przestarzałe lub zepsute komputery, telefony, telewizory, mikrofalówki, sprzęt audio, pralki, lodówki, świetlówki, żelazka, tostery, wiertarki, DVD….

O kilku usłyszał świat…

Reporterzy z całego świata coraz częściej trafiają do Agbogbloshie, dzielnicy Akry, stolicy Ghany. Tam znajduje się największe elektro wysypisko w Afryce Zachodniej. Pracownicy organizacji pozarządowych i ekolodzy nazywają je cyfrowym wysypiskiem (digital dumping ground). Można je zobaczyć na mapie googlowej, chociaż częściowo zasnute jest (nomen omen) digitalową mgłą. Znajduje się przy Abose-Okai Road…

Sodoma i Gomora

Na przestrzeni równej czterem piłkarskim boiskom, na wysokość półtora metra piętrzą się hałdy śmieci. Kręcą się między nimi chłopcy i mężczyźni w różnym wieku. Z walających się zużytych, połamanych sprzętów starają się odzyskać wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Głównie miedź i aluminium. Używają do tego prymitywnych narzędzi, młotków, łomów. Najczęściej jednak wystarczają dwa kamienie, jeden służy jako podkładka, drugim się rozbija. To, czego nie da się rozbić, trafia do ognia. Są to zwykle plastikowe obudowy, izolacja drutów, wnętrza starych lodówek. Palony plastik wyrzuca kłęby czarnego, gryzącego, trującego dymu. Praca wysypisku zostawia piętno w płucach i na ciele „poszukiwaczy”. Rany kłute, zadrapania, poparzenia… - Oddychać czymś takim to jak codziennie pić sporą porcję trutki na szczury – twierdzą działacze na rzecz ochrony środowiska. Przychodzą, monitorują stan zanieczyszczenia. Tyle w tej chwili mogą zrobić.

Cyfrowe wysypisko. W tej nazwie jest nawet pewna finezja. W określeniu Toxic City, nie ma żadnej finezji. Jest szczera prawda. Wysypisko truje nie tylko „pracujących” ale wszystkich na przestrzeni wielu kilometrów. Określenie Sodoma i Gomora oddaje jego klimat.

Od wybrzeża Atlantyku dzieli elektrośmietnisko niecałe 3 km. Na jego skraju mieści się International Central Gospel Church. Jeszcze bliżej, oddzielone zaledwie drogą, pulsuje gwarem targowisko z żywnością, jedno z większych w tej części Afryki. Jest też boisko do gry w piłkę nożną i osiedle slumsów. Mieszkają w nim przybysze z północy kraju, z jeszcze biedniejszych niż stolica wiejskich obszarów Ghany. Tam nie mają żadnej pracy i możliwości zarobku. Śmierdzące toksyczne wysypisko w stolicy jawi im się jako „Klondaike”, swoista kopalnia złota. Ci najbardziej przedsiębiorczy mogą dziennie zarobić równowartość 7-10 euro, bo na obrzeżach śmietniska ulokowali się handlarze, skupujący to co inni wybebeszą ze składowanego nielegalnie zużytego sprzętu.

W Agbogbloshie umiera technologia. Rozłupywana kamieniem lub młotkiem, wypalana ale nieunicestwiana do końca. Znika wszystko, za co można dostać choć kilka cede (waluta Ghany).

Żywi a potem zabija

Twarde dane: w 2012 r. mieszkańcy naszej planety „wyprodukowali” 49 milionów ton elektrośmieci. Do roku 2017 ta liczba wzrośnie do 65 milionów ton. Prawo obliguje producentów do recyclingu co najmniej 45% tego typu śmieci. Prawo można je obejść, sprzedając „junk”do krajów rozwijających się. Stąd takie miejsca jak Agbogbloshie w Ghanie czy Guiyu w południowych Chinach, gdzie przy odzysku surowców wtórnych pracuje niemal 100 tyś ludzi.

W Agbogbloshie „śmietnikowi weterani” zaczęli odzyskiwać surowce wtórne ze śmieci już 1991 Wtedy było ich 15, teraz na wysypisku i wokół niego pracuje ponad 5 tysięcy ludzi.

Dobrze wiedzą, że to co robią jest szkodliwe dla zdrowia. Już kilkunastoletni chłopcy, bo dla wielu wysypisko jest domem, mają zainfekowane gardła i płuca. Toksyczny dym nie tylko przenika do ich organizmów, zatruwa też wodę i jedzenie.

Lokalni działacze na rzecz środowiska i społeczność międzynarodowa biją na alarm. Badanie laboratoryjne próbek ziemi z wysypiska pokazują, że normy kadmu przekroczone są 30-krotnie. To może skutkować zachorowalnością na raka, choroby wątroby czy kości. Ołów, który atakuje system nerwowy, przekroczony jest 100 razy. – To nie jest miejsce do życia, można je sklasyfikować jako najbardziej zanieczyszczone miejsce na ziemi – twierdzi Vincent Kyerne Nartey, naukowiec zajmujący się badaniem środowiska. – Ta ziemia jest nasiąknięta trucizną. Najpierw ich żywi, a potem zabija.

Prawem jest bieda

Oficjalnie to, co trafia do Akry to używany sprzęt, teoretycznie w pełni sprawny. Jednak monitorujący sytuację na wysypisku widzą to tak. – Do wielkiego kontenera najpierw ładuje się wszelkiego rodzaju elekrośmieci i zakrywa się je sprzętem wygalającym na bardziej porządny. Taki, który można jeszcze używać. To jest dozwolone. Możliwe, że stoi za tym jakaś mafia, bo jak inaczej by to wszystko przebiegało. Wbrew prawu zarówno krajów, skąd ten sprzęt przyjeżdża i wbrew prawu Ghany.

W Agbogbloshie prawem jest bieda. A z drugiej strony pieniądze. Teren wysypiska jest czyjąś własnością. Na przyjmowaniu i składowaniu tam elektrośmieci ktoś zarabia. Niemało. I nie zabrania w tych śmieciach grzebać. Bo na tym też zarabia.

Pewnych rzeczy nie da się od razu zmienić. Stare składowisko wciąż działa, ale organizacje zajmujące się ochroną środowiska wybudowały nieopodal nowe wysypisko. Zaopatrzone, między innymi, w maszyny do odzyskiwania miedzi z kabli. Jak na Afrykę jest to bardzo nowoczesne centrum recyklingu. Jego fundatorzy patrzą realistycznie. Napływu elektrośmieci do Ghany i innych afrykańskich krajów tak od razu nie da się zatrzymać. Można natomiast postarać się, by ich utylizacja stała się bardziej bezpieczna dla ludzi i mniejsza szkodliwa dla środowiska.

Na koniec pytanie z tych retorycznych: czy my wszyscy, tzw. zachodnia cywilizacja, jesteśmy winni temu, co dzieje się na toksycznym elekrowysypisku w Akrze? Czy mamy na sumieniu śmierć i choroby pracujących tam dzieci? Tak jak mamy na sumieniu marne życie szwaczek z Bangladeszu?

Zdjęcie: youtube.com

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie