Emigracja głosuje, ale czy na pewno powinna?

· 3.5k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Emigracja głosuje, ale czy na pewno powinna?

Gdyby prezydenta wybierali Polacy mieszkający w Niemczech, byłby nim przez kolejnych 5 lat Bronisław Komorowski. Gdyby pozostawić ten wybór Polonii Amerykańskiej – zostałby nim bez dwóch zdań i w pierwszej turze Andrzej Duda. Polonia z Wysp Brytyjskich wybrałaby na głowę państwa „antysystemowca” Kukiza.

Gdyby prezydenta wybierali Polacy mieszkający w Niemczech, byłby nim przez kolejnych 5 lat Bronisław Komorowski. Gdyby pozostawić ten wybór Polonii Amerykańskiej – zostałby nim bez dwóch zdań i w pierwszej turze Andrzej Duda. Polonia z Wysp Brytyjskich wybrałaby na głowę państwa „antysystemowca” Kukiza.

Warto zacząć od strony formalnej. Czynne prawo wyborcze to konstytucyjny przywilej każdego Polaka. Prawo wybierania do Sejmu i Senatu Rzeczpospolitej Polskiej przysługuje osobie, która:

  • jest obywatelem RP,
  • ukończyła 18 lat (najpóźniej w dniu głosowania),
  • nie została pozbawiona praw publicznych (prawomocnym orzeczeniem sądu),
  • nie została ubezwłasnowolniona (prawomocnym wyrokiem sądu),
  • nie została pozbawiona praw wyborczych (prawomocnym orzeczeniem TK).
  • Nie ma więc mowy o miejscu zamieszkania, gdyż nie jest ważne, gdzie się mieszka. Ważne jest, aby znaleźć się na aktualnym spisie wyborców.

    „Większość państw pozwala swoim obywatelom głosować za granicą, nie chcielibyśmy chyba na ich tle wyglądać ksenofobicznie – napisał Łukasz (na emigracji).”

    Czy rzeczywiście? Wyjazd z kraju, z myślą zamieszkania w innym, jest zwykle decyzją świadomą. W przeważającej części u jego podłoża leżą przyczyny ekonomiczne; za chlebem, poprawa bytu… Wiele z tych osób nawet nie chce nazywać siebie emigrantami. Ot, wyjechali na zarobek, wrócą! W Polsce zostały ich rodziny i tak, de facto, całe ich życie społeczne i towarzyskie. Oraz polityczne. Wciąż się nim interesują. Dzisiejsze technologie pozwalają orientować się w sprawach Poronina czy Szczebrzeszyna niemal dokładnie tak samo, jakby się tam mieszkało, gdy tymczasem delikwent pracuje na budowie pod Dortmundem lub jeździ „cabem” w Dublinie. Nic więc dziwnego, że chce dalej uczestniczyć, i decydować, mając takie prawo. Zarówno moralne i formalne. Czy z niego korzysta, to inna sprawa. Z danych Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich do wyborów poszło 165 567 osób przebywających na emigracji (co stanowi 1,1% uprawnionych do głosowania).

    GŁOS ZZA GRANICY

    Osoby mieszkające na obczyźnie mówią w tej sprawie niemal jednym głosem. Prawo do głosowania w wyborach w Polsce? Oczywiście!

    Andrzej Kopacz (politolog): władze wyłaniane w powszechnych wyborach tworzą prawo obowiązujące (w zasadzie) obywateli mieszkających w Polsce. To prawo nie wiąże Polaków, którzy na stałe przebywają poza granicami kraju. Dlaczego zatem ci, których regulacje, jakże często głupiego bądź dolegliwego prawa nie dotykają, mają uczestniczyć w kreowaniu organów władzy to głupie i dolegliwe prawo wprowadzających. W moim pomyśle obywatelstwo miałoby charakter przywileju; prawo głosowania i bycia wybieranym przysługiwałoby tym obywatelom, którzy mogliby wykazać się jakąś formą aktywności podlegającą polskiemu prawu. Mogłoby to być posiadanie nieruchomości , prowadzenie biznesu , działalność społeczna . Wszyscy pozostali, że tak powiem, obywatele honorowi, czyli ci którzy żadnym obowiązkom wynikającym z polskiego prawa nie podlegają, musieliby zrezygnować z przywileju, jakim jest współdecydowanie o rzeczywistości kraju.

    Magda Gilewicz (coach): gdy czytam w intrenecie, co się dzieje w ojczyźnie, wraz z komentarzami niektórych rodaków, zaczynam zauważać, że coraz mniej rozumiem podejście do polityki i do życia, zarówno autorów jak i komentatorów. Wiele artykułów i wypowiedzi zaczęło mnie przerażać, często nie mogłam się identyfikować z obrazem Polski, wyłaniającym się z tych artykułów. Czy zatem powinnam mieć prawo głosowania w sprawach, dotyczących ojczyzny? Myślę, że to prawo chciałabym zachować mimo wszystko. Brak aktywnego i regularnego śledzenia sytuacji politycznej w kraju nie jest równoznaczny z brakiem zainteresowania krajem ogólnie. Natomiast jeśli to prawo zostałoby mi odebrane, nie czułabym się ani pokrzywdzona ani obrażona, wziąwszy pod uwagę to, że nie planuję do Polski wracać.

    Jacek Obłój (ekonomista, na emigracji): wielu ludzi ciągle myśli że wcześniej lub później wróci do Polski. Nawet ci, którzy na razie tego nie planują, są czasami bardzo z Polską powiązani. Ja mam tam dom i rodzinę, którą wspieram. Dlatego chcę mieć prawo do głosowania.

    Podobnie myśli Kamil: uważam, ze prawa do głosowania nie można nikogo pozbawić. Ewentualnie może sam, dobrowolnie się tego prawa, a raczej przywileju, pozbawić nie mając ochoty na wypowiadanie się w sprawach dotyczących Polski i Polaków.

    Tymczasem głos Elżbiety, zza oceanu brzmi trochę inaczej: mieszkam w Chicago prawie dwadzieścia lat. Codziennie mam przyjemność słuchania podniosłego tonu ludzi ,którzy uważają, ze mają coś sensownego do powiedzenia na temat polityki. Co dziwne, tak politycy jak i ludzie, którzy uważając się za znawców w tym temacie, używają od dwudziestu lat tego samego słownictwa. Słowa te same, hasła ambitne, krytyka też niezmienna. Oczywiście chcielibyśmy widzieć nasz kraj rodzinny w rozkwicie. Nie sadzę jednak, że mieszkając na obczyźnie mam prawo do wybierania Prezydenta ludziom, którzy pozostali. Jakim prawem przy udziale osoby, która wybrała życie tutaj, w Stanach Zjednoczonych, ludzie w Polsce mają być skazani na ponoszenie konsekwencji wyboru Prezydenta, który może podejmie błędne decyzje lub okaże się kompletnym głupcem . Wybór prezydenta w Polsce należy do Polaków mieszkających w kraju, ponieważ to oni wybrali ten kraj na zawsze i mimo wszystko. Bzdurne, według mnie, jest decydowanie przez emigrantów zarabiających funty, franki, dolary, euro… jakie życie mają prowadzić ludzie, którzy zarabiają złotówki.

    W podobnym tonie wypowiada się Ania (psycholog): powinno się głosować tam, gdzie się mieszka, żyje i płaci podatki.

    GŁOS Z POLSKI…

    Głos tych, którzy na co dzień zmagają się z konsekwencjami decyzji, podejmowanych przez wybranych polityków, jest różny. Od przyzwolenia do kategorycznego sprzeciwu.

    Janusz Okrzesik (politolog, nauczyciel akademicki): jestem przywiązany do tradycyjnej formuły "narodu politycznego", w której prawo do głosowania związane jest z obywatelstwem danego państwa, a nie z "więzami krwi czy tradycji". Zatem: jeżeli ktoś posiada obywatelstwo, posiada też prawo głosu, niezależnie od tego gdzie przebywa i jak długo. Jeśli zrzekł się obywatelstwa i przyjął obywatelstwo innego kraju - praw wyborczych nie powinien posiadać. Problem: co z posiadającymi podwójne obywatelstwo? Chyba jednak powinni mieć prawo głosu, wszak trwanie przy polskim obywatelstwie stanowi wystarczający powód by uwzględniać ich jako część polskiej wspólnoty politycznej.

    Stanisław Bubin, (redaktor naczelny tematycznego magazynu papierowego): choć my, mieszkający w Polsce, zżymamy się często na rodaków poza granicami kraju, że dokonują wyborów, których nie akceptujemy, że głosują nie tak, jak my głosujemy, że zabierają głos w sprawach, o których nie mają pojęcia, że żyją w oderwaniu, więc guzik wiedzą i powinni siedzieć cicho; choć chętnie odebralibyśmy im możliwość aktywnego uczestniczenia w żywotnych dla Polski i Polaków problemach, to jednak wykluczenie Polaków emigrantów z naszej wspólnoty, zabranie im prawa do głosowania, odcięcie od możliwości stanowienia prawa czy wybierania przedstawicieli narodu w moim pojęciu byłoby aktem niedemokratycznym, poniżającym, stygmatyzującym. Zepchnęlibyśmy ich w ten sposób do roli Polaków innych, gorszych, niepełnoprawnych, drugiej kategorii. Z jakiej racji? Takiej, że wyjechali? To za to ma być jakaś dodatkowa kara? A jeśli za parę lat wrócą, to przyznamy im z powrotem pełnię demokratycznych praw? Mocą jakiegoś automatu? Mają internet i telewizję, mają radio, słuchają i oglądają to co my, czytają to, co chcą i wybierają, jak chcą. I niech tak zostanie. Jeśli ich wybory nam się nie podobają, zróbmy więcej, żeby o nas wiedzieli.

    Adam Rakszawski (radca prawny): prawo głosu powinno przysługiwać wszystkim, którzy posiadają polskie obywatelstwo i polskie paszporty. Każdy we własnym sumieniu powinien natomiast zdecydować, czy z tego prawa zamierza skorzystać. Moim zdaniem, ci, którzy opuścili Polskę na stałe, powinni rozważyć rezygnację z uczestnictwa w wyborach, nawet gdy prawo wyborcze im na to uczestnictwo pozwala.

    Beata (prowadzi własną firmę): nie, nie i jeszcze raz kategorycznie nie. Co człowiek, który od kilkunastu lat nie był w Polce, wie o rzeczywistości w której my żyjemy? A nawet wiedzieć z gazet, z Internetu to nie to samo, co być w środku. Więc dlaczego ma decydować o naszym losie? Chce wybierać, niech wraca i ponosi konsekwencje tych wyborów. Niech płaci na ZUS, na polskie drogi i szkoły… Jeżeli nie, to niech układa swój własny świat tam, gdzie teraz zarabia i żyje.

    Za nami wybory prezydenckie. Przed nami jesienne, do parlamentu. Jeszcze bardziej kontrowersyjne. Bo tak, jak w prezydenckich wszyscy mieli do dyspozycji tych samych kandydatów, tak w parlamentarnych emigranci, bez względu na to skąd pochodzą, głosują na listy warszawskie.

    Prawo wyborcze to przywilej należny każdemu obywatelowi Polski. I tak jak z przywileju, może z niego skorzystać w każdym zakątku świata. Otwarte cały czas pozostaje pytanie – czy powinien?

    Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Dan Markeye www.flickr.com/photos/knowledge-test/9703960330

    Informacje o publikacji
    Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
    Wybraliśmy dla Ciebie