Emigracja nie pyta o wiek

· 1.6k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Emigracja nie pyta o wiek

Bardzo często mówi się o migracji politycznej, ekonomicznej, potocznie mówimy o emigracji za chlebem, bo przecież przyczyn może być wiele, ale wielu z nas zapomina, że emigracja nie pyta o wiek, a za granicę wyjeżdżają coraz młodsi nasi rodacy. Czy wracają?

W mediach stale „przewijają się” dwa terminy: emigracja i imigracja. W pierwszym przypadku chodzi o czasowy lub stały wyjazd z kraju, natomiast drugi termin jest przeciwieństwem pierwszego, a zatem mówi o przyjeździe do danego kraju.

Co jakiś czas w rozgłośniach radiowych, poszczególnych stacjach telewizyjnych, na łamach gazet, pojawiają się statystyki mówiące o liczbie emigrantów, którzy zdecydowali się na wyjazd z kraju. Z kraju, w którym nie widzą dla siebie szansy na rozwój zawodowy, na awans społeczny, nie mówiąc już o znalezieniu pracy w zawodzie… Tymczasem zagraniczne media (przede wszystkim angielskie, niemieckie i irlandzkie) podają podobne statystyki, ale mówiące o liczbie osób, które w ich kraju zdecydowały się mieszkać, pracować, czyli po prostu żyć.

Zapomniane słowo na „r”

Jest jednak słowo, które wiąże się z emigracją, ale które praktycznie w ogóle nie jest używane – repatriacja, czyli powrót do kraju ojczystego. Czy osoba, która raz wyjechała za granicę nie myśli o powrocie i czy wyjeżdżają tylko osoby w średnim wieku?

Poznajcie trzy historie młodych ludzi, którzy z różnych powodów wyjechali za granicę. Czy któraś z nich myśli o powrocie? (Na potrzeby artykułu imiona naszych bohaterów zostały zmienione).

Brak pomysłu na siebie…

To częsty powód migracji podawany przez młode osoby: W Polsce nie widzę swojej przyszłości. Nie mogę znaleźć dobrze płatnej pracy, na studia nie mam ochoty iść, a na utrzymaniu rodziców też nie mogę zostać, bo i tak ledwo wiążemy koniec z końcem – mówiła Sabina (25 lat), która rok temu podjęła decyzję o wyjeździe do Niemiec.

Okazało się, że mama mojej najlepszej koleżanki potrzebuje kogoś, kto pomoże jej w Niemczech opiekować się domem i dziećmi. Rodzina nie miała żadnych wymagań, tylko chęć do pracy – zdradza nasza bohaterka. Praca była od zaraz, Sabina musiała podjąć decyzję w ciągu kilku dni.

W głowie dziewczyny przewijało się sto myśli na minutę. Z jednej strony marzyła o wyjeździe, zmianie otoczenia, pracy Co prawda nie jest to praca moich marzeń, prowadzić obcy dom i opiekować się obcymi dziećmi – to duża odpowiedzialność, ale za takie pieniądze lepszej pracy tutaj, w Polsce nie znajdę – biła się z myślami dziewczyna. Z drugiej strony wyjazd wiąże się przecież z rozłąką z rodziną, przyjaciółmi: Nie wiem czy jestem gotowa na tak ogromne zmiany… – zastanawiała się.

Teraz Sabina mieszka w Hamburgu, gdzie opiekuje się dziećmi. Dziewczyna mieszka u rodziny, u której znalazła zatrudnienie, w wolnych chwilach poznaje miasto, szkoli język, spotyka się z przyjaciółmi, ale początki wcale nie były łatwe: Poprzednia praca nie wypaliła. Nie mogłam znaleźć wspólnego języka z matką mojej koleżanki, która zawsze wiedziała lepiej, nie zgadzała się z moim zdaniem, ingerowała w moje życie. Rzuciłam tę pracę, ale musiałam sobie jakoś radzić. Zmieniłam miasto, codziennie przeglądałam ogłoszenia o pracę i znalazłam.

Czy Sabina myśli o powrocie? Jakie są jej plany na przyszłość? „Zostaję w Niemczech. Tutaj mam przyjaciół, chłopaka, dobrze płatną pracę. Od czasu, do czasu będę odwiedzać rodzinę w Polsce, ale nie wrócę tam, chyba, że jako emerytka” – dodaje Sabina z przymrużeniem oka.

Za głosem rozsądku

Dominika ma 21 lat, a za sobą rok medycyny na jednym z niemieckich uniwersytetów. Kiedy zostałam poinformowana o tym, że dostałam się na studia do Berlina nie mogłam w to uwierzyć. Widziałam zazdrość w oczach znajomych i dumę rodziców, w końcu dostałam się na jeden z czterech największych uniwersytetów w stolicy Niemiec. Także polskie ośrodki dydaktyczne wyraziły chęć przyjęcia Dominiki do siebie. Dobre wyniki na maturze sprawiły, że drzwi wielu uczelni stanęły przed dziewczyną otworem, trzeba tylko wybrać tę właściwą drogę…

To za sprawą rodziców znalazłam się w Berlinie. Oni mówili, że nie mogę zmarnować takiej szansy, że Berlin to nie koniec świata, nigdzie nie dostaniesz tak dobrego startu, a przyjaciół szybko zyskasz, przecież trudno cię nie lubić i takie tam… – wspomina dziewczyna, która na początku „widziała się” za granicą, ale im bardziej zbliżał się termin rozpoczęcia studiów, tym tej pewności związanej z wyjazdem było coraz mniej, a tu nie było już odwrotu, bo w Berlinie złożyła wszystkie dokumenty, rezygnując tym samym z nauki w Polsce…

Jak się okazało przyjazd do Berlina był o wiele gorszy niż Dominika mogła się tego spodziewać. Obce miasto ją przytłoczyło, przez długi czas nie mogła się w nim odnaleźć pomimo tego, że biegle posługiwała się językiem niemieckim. Dopiero po roku znalazła kilku przyjaciół, ale jak sama zaznacza, przyjaciół to ona zostawiła w Polsce, tutaj ma tylko znajomych.

Wszyscy mówią, że najcięższy jest pierwszy rok, ale jak wiem, że tak nie będzie. Emigracja nie jest dla mnie. Skończę studia, może zrobię tu specjalizację, ale potem wracam do Polski, ba tam jest mój prawdziwy dom! – mówi stanowczo Dominika.

Emigracja 1 – 1 Repatriacja, ale jest jeszcze jedna historia…

Decyzją rodziców

Michał (15 lat) i Martyna (14 lat) mieszkali wraz z rodzicami w podwarszawskiej wsi. Dzieci chodziły do lokalnej szkoły, a rodzice prowadzili niewielki sklep spożywczy. Z roku na rok biznes szedł coraz gorzej, trzeba było dokładać. W końcu rodzice zamknęli biznes. Ojciec poszedł do pracy, do fabryki, matka dorabiała jako fryzjerka – szału nie było…

Pewnego dnia ojciec wpadł na pomysł żeby spróbować szczęścia za granicą, przecież tylu osobom się udało, to dlaczego w ich przypadku miałoby być inaczej? Żony nie trzeba było długo przekonywać, wiedziała, że emigracja może pomóc całej rodzinie, chociaż nie ukrywała obawy, że może także wiele zepsuć.

Najpierw wyjechał ojciec, w ciemno, znalazł mieszkanie i pracę, ściągnął matkę. Michał i Martyna trafili pod opiekę dziadków, do końca roku szkolnego mieli zostać w Polsce, potem dołączyć do rodziców.

O to czy chcą wyjechać do Niemiec nikt ich nie pytał, byli nieletni, musieli słuchać rodziców, a skoro oni zadecydowali o wyjeździe, to nie pozostaje nic innego jak tylko pakować walizki, żegnać się ze znajomymi i wyjeżdżać…

Tak też się stało. Michał i Martyna rozpoczęli naukę w polskich szkołach, szybko „połknęli bakcyla” i kolejny rok nauki rozpoczęli w niemieckiej placówce, gdzie zajęcia były prowadzone w języku niemieckim. Czy dzieci sobie poradzą? Z początku nie ukrywam, że byłem wściekły na rodziców, że decydują o naszym życiu. Ja, w przeciwieństwie do Martyny, nie chciałem wyjeżdżać, tutaj miałem przyjaciół, rozpocząłem grę w klubie sportowym i co? Miałem to wszystko zostawić? Zostawiłem, ale czy żałuję, tego nie mogę powiedzieć. Tutaj też jest fajnie, chodzę do szkoły, mam kolegów i koleżanki, a widzę, że rodzicom jest łatwiej – wyjaśnia Michał.

Podobnie myśli Martyna: Jak na razie zostaję w Niemczech. Muszę przyznać, że się tutaj odnalazłam. Lubię moją nową szkołę, klasę, nauczycieli. Trudno jest mi jeszcze podejmować decyzje dotyczące mojej przyszłości, nie wiem czy będę kontynuować tutaj studia czy pójdę do pracy, ale tutaj jest łatwiej. Tata ma pracę, mama też jest zadowolona, a najważniejsze, że jesteśmy razem! – podsumowuje Martyna.

Ostateczny wynik starcia emigracja – repatriacja kończy się remisem, bo historia rodzeństwa jest jeszcze nieznana, młodzi emigranci nie wiedzą jeszcze czy zostaną w Niemczech, czy wrócą do kraju…

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Mark B. Schlemmer, URL:www.flickr.com/photos/mbschlemmer/6785417877

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie