Ewolucji nie da się przeskoczyć czyli dlaczego Polacy zarabiają mniej niż reszta Europy

· 1.1k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Ewolucji nie da się przeskoczyć czyli dlaczego Polacy zarabiają mniej niż reszta Europy

Według różnego rodzaju statystyk Polacy są jednymi z najbardziej zapracowanych mieszkańców wspólnej Europy. Niestety, nie znajduje to odzwierciedlenia w ich portfelach – w tabelach ze wskaźnikami zarobków plasują się bardzo nisko. Niemcy za to odwrotnie. Czy to zjawisko można łatwo wytłumaczyć? Można.

Dwie prędkości

Gdy Polska w 2004 roku wstępowała do Unii Europejskiej, w dyskusjach często pojawiał się termin – dwie prędkości. Podkreślano, iż nikt nie chce, aby wspólna Europa była Europą dwóch prędkości. Były to obietnice na wyrost. Dziesięć lat później doskonale widać, że „prędkości” rozwoju w „starej” i „nowej” Unii są wciąż różne. Nic w tym dziwnego. Od początku było wiadomo, że tych, którzy są mocno z przodu, zawsze trzeba będzie gonić, a oni zawsze będą uciekać; technologicznie, ekonomicznie, mentalnie.

Wiara w Europę jednej prędkości to mit. Tak jak w sytuacji, gdy na starcie maratonu stanie biegacz niedoświadczony, bez odpowiedniego treningu i zaplecza. Na początku owszem, może będzie dotrzymywał kroku innym. Jednak źle rozłoży siły, dostanie zadyszki i padnie przed metą.

Być może jesteśmy w miejscu, w którym Niemcy, Francja czy Wielka Brytania były w chwili naszego wejścia do UE. Czyli wciąż w tyle. Mieliśmy (i wciąż mamy) do nadrobienia kilkadziesiąt lat, a tego nie da się przeskoczyć – tak jak nie da się przeskoczyć ewolucji.

Praca, praca i jeszcze raz praca…

Mówi o tym pokolenie dzisiejszych 50 i 40 latków. Ono na własnej skórze odczuło doświadczenia transformacji systemowej. Wtedy nastały czasy, w których praca stała się wartością samą w sobie.

Po pierwsze – w górę wystrzeliło bezrobocie, co było dla ludzi zaskoczeniem. Wszak w rozmontowanym socjalizmie teoretycznie każdy miał pracę. Po wtóre, do Polski zaczęły docierać korporacyjne zwyczaje. Jako pierwszy dotarł ten najgorszy - że w pracy trzeba siedzieć tak długo, jak się da. Może pracodawca to doceni. W ówczesnych CV w rzucało się w oczy – dyspozycyjny, czyli gotów pełnić swe obowiązki o każdym czasie i w każdym miejscu, byle tylko sprostać żądaniom firmy. I po trzecie – Polacy wciąż święcie wierzą, że do pieniędzy można dojść tylko jedną drogą – ciężką pracą. Inne drogi są powikłane, kręte i z pewnością nie do końca uczciwe.

30 lat minęło…

Co najmniej tyle czasu Polska straciła na nieudane doświadczenia z socjalizmem. Europa uciekła i jest nie do nadgonienia przez jedno pokolenie. Uciekła w wielu dziedzinach, również w etosie pracy i podejścia do niej.

Dłużej wcale nie znaczy lepiej. Odnosi się to również do czasu pracy. Z analiz, wykonanych przez OECD (Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) wynika, że Niemcy siedzą w pracy najkrócej spośród przedstawicieli 37 przebadanych mieszkańców Europy i takich krajów jak Meksyk, Japonia, Korea Południowa, Australia, Nowa Zelandia czy USA. Na samym dole listy są właśnie Niemcy. Polska zajmuje pozycję blisko szczytu tej listy, a w ilości czasu pracy wyprzedają ją tylko Litwa, Rosja, Chile, Grecja, Korea i Meksyk.

Skąd wynikają te różnice? W Niemczech rozpowszechniona jest – na przykład - praca na pół etatu. Często korzystają z tego przywileju kobiety, zyskując czas na wychowanie dzieci. Stąd statystycznie Niemcy pracują krócej – około 35,5 godziny tygodniowo.

Polacy natomiast często muszą dorabiać, brać dodatkowe godziny – to wydłuża tygodniowy czas pracy (przeciętnie licząc) do koło 41 godzin tygodniowo. W skali tygodnia daje to ponad 5 godzin więcej niż w Niemczech. Licząc dalej - 20 godzin w skali miesiąca i aż 240 w skali roku. Zakładając zatem 8-godzinny dzień pracy, Polacy pracują dokładnie miesiąc dłużej niż Niemcy.

Cztery razy mniej

Tym razem o pieniądzach będzie na końcu. Bo jeśli chodzi o zarobki, Polska wciąż ciągnie się w ogonie Europy. Długa praca nie przekłada się na lepszą płacę. Wg wyliczeń Eurtostatu roczny średni zarobek singla w Polsce to 7 614 euro rocznie (na rękę). Przeciętny Niemiec zarabia cztery razy więcej (chyba że mieszka w landach wschodnich, wtedy trzy razy więcej).

Do Szwajcarów lepiej się nie porównywać. Bo Szwajcar (stanu wolnego) może spodziewać się rocznie na koncie 61 571 euro, czyli 8 razy więcej niż wpływa średnio na konto Polaka. Pocieszające niech będzie, że jedynie Szwajcarzy zarabiają tak dużo. Za nimi plasują się Norwegowie (46 205 euro rocznie). W pozostałych krajach, podobnie jak w Niemczech, zarobki oscylują w granicach 30 tyś euro rocznie.

Czy to znaczy, że Polacy maja mniejsze żołądki? Albo mniejsze potrzeby. Żołądki chyba takie same, ale potrzeby rzeczywiście mniejsze. Z badań COBS wynika, że statystycznemu Polakowi do pełni szczęścia wystarczy niespełna 2,6 tys zł miesięcznie. (Granica ubóstwa w jednoosobowym gospodarstwie to 540 zł, a w czteroosobowej rodzinie – 1 458 zł. Na takim poziomie żyje 7,4% polskiego społeczeństwa).

Gonić króliczka

W książce „„Dziecięca choroba liberalizmu” Rafał Woś (notabene Laureat Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej w 2011 r.) sugeruje, że chyba trzeba przestać gonić za dobrobytem, który osiągnęły kraje Europy Zachodniej. Kraje pierwszej unijnej prędkości. Bo one wciąż biegną do przodu, ale na zupełnie innym stadionie. Tu ponownie kłania się niedoświadczony maratończyk.

Polska na pewno nie dogoni ich w tym pokoleniu. Może w następnym. Dlatego warto zrewidować priorytety. Bo chociaż pieniądze i satysfakcja z otrzymywanego wynagrodzenia znaczą wiele, każdy sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, zadane już kiedyś przez niemieckiego filozofa Ericha Fromma, co jest ważniejsze – mieć czy być?

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Ben Oswald, URL: www.flickr.com/photos/benoswaldde/4000970628

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie