Gdy picie wymyka się spod kontroli czyli alkoholizm na emigracji

· 35.8k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Gdy picie wymyka się spod kontroli czyli alkoholizm na emigracji

Kiedy spotkasz uratowanego alkoholika, masz przed sobą bohatera. O alkoholizmie mówią, że to podstępna i demokratyczna choroba, dotyka biednych i bogatych, niewykształconych i bardzo wykształconych, ładnych, brzydkich....

Emigranci. W różnych przestrzeniach szukają ukojenia pustki, samotności która prędzej czy później dopada niemal każdego na emigracji. Jedni idą w religijność, inni w pracę społeczną. Jedni uczą się języka, inni rzucają na zacieśnianie przypadkowych kontaktów towarzyskich. Dla wielu jednak wciąż najłatwiejszą drogą pozostają używki. Narkotyki, częściej alkohol. Bo swojski, łatwiej dostępny, dający złudne wrażenie, że łatwiej go okiełznać, nie dać mu się wciągnąć na zawsze. Rzeczywistość bywa inna.

Najgorsze są weekendy. Niby powinny być najlepsze, bo do roboty iść nie trzeba. Jest za to dużo wolnego czasu. A barów i pubów w okolicy całkiem sporo. Każdy ma wolną wolę, każdy sam decyduje. Nikt nikomu do kieliszka nie wlewa i każdy jest dorosły. Czasami ktoś próbuje dopasować się do środowiska, do którego nie pasuje. Są pod ręką, więc dlaczego nie? A tam rządzi Pan Kieliszek. Zbratać się z nim to łatwa droga do utraty tożsamości, moralności, zasad rodzinnych.

Co się dzieje, gdy alkohol zaczyna zastępować rodzinę, wypełniać pustkę, łagodzić samotność. Niedobrze się dzieje!

- Wiem, że umrę na tę chorobę – napisał Wiesław z Berlina (imię zmienione). – Dzisiaj nawet już nie pamiętam, od kiedy piję. Piłem jeszcze przed wyjazdem do Niemiec, z tym że raczej dla towarzystwa, na imprezach. Jak każdy. A w Niemczech dlaczego? Bo wieczorami nie było nic innego do roboty, bo koledzy pili, a potem można było dać czadu. Alkohol był w dzień powszedni i w weekend. Dzisiaj piję bo muszę. Mam szczegółowo rozpisany dzień, zawsze jest tam miejsce na wódkę. Na razie jeszcze się z tym ukrywam, dlatego nie wszyscy wiedzą, że jestem alkoholikiem. Najbliższa rodzina domyśla się czegoś, chociaż rzadko się widujemy. Patrzę, jak odchodzą koledzy. Kilku zawaliło pracę i wylądowało na ulicy. Dwóch umarło z przepicia. Jednego sam znalazłem rano na podłodze w pokoju. I co z tego? Piję dalej. I chyba będę pić…

Jest też kilka bardzo podobnych historii. Budowlańca, rzeźnika, pracownika fabryki. Najpierw borykanie się z pracą w Polsce. Marne zarobki jeszcze bardziej marne perspektywy. Decyzja o wyjeździe. Zachłyśnięcie się innym światem. Powolne popadanie w rutynę. Cały tydzień ciężkiej pracy, a w weekend? Wiadomo, alkohol, żeby się dobrze zabawić. Na początku są weekendówki. Z czasem dochodzi piątek, potem poniedziałek. Weekendówki zmieniają się w tygodniówki, te w miesięczniówki… Wspinanie się na szczyty krętactw, by szef nie dowiedział się, że piją. Wcześniej czy później i tak się dowiaduje. Pierwsza utrata pracy nie jest tragedią. Kolejne bywają coraz bardziej bolesne. Zaczyna brakować pieniędzy, zdrowie szwankuje, kontakt z rodziną urwał się już dawno…

Niektóre historie mają jednak lepsze zakończenia. Nie można powiedzieć, dobre i szczęśliwe. Właśnie lepsze. Bo czasami, jak grom z jasnego nieba, przychodzi chwila opamiętania. Alkohol idzie w odstawkę i zaczyna się szukanie pomocy. Na przykład w kościele. - My mamy kontakt głównie z ludźmi, którzy próbują swoje życie jakoś uporządkować – zauważa ksiądz Marcin z Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie.

Osiągają dno, by móc się od niego odbić. Walczą z determinacją, próbując zastąpić czymś alkohol. Chodzą do kościoła, uczestniczą w sakramentach, swój wolny czas poświęcają pracy społecznej. Takiej, która da satysfakcję i kontakt z drugim człowiekiem.

Oto jedna historia. Nieoczywista. Mieszkają w Niemczech 10 lat. On po rozwodzie, wychowuje syna, który walczy z narkotykami. Wcześniej miał problemy z prawem, odsiedział dwa lata, wyszedł, poznał dziewczynę, alkoholiczkę. Teraz jest trzeźwą alkoholiczką. Związali się, on jej pomógł wyjść z alkoholizmu. Mają trójkę dzieci, uczestniczą w mszy świętej, nie uczestniczą w sakramencie eucharystii. Ona wprawdzie wyszła z alkoholizmu, ale wpadła w sidła hazardu. Jak to mówią terapeuci, suma nałogów musi być stała. Chwilę borykali się problemem sami. Wreszcie poszli po pomoc do księdza. Usłyszała: kobieto, masz dzieci, chcesz żeby zabrali ci je przez twój hazard? Wiesz przecież, że jeśli Jugendamt dowie się, że jest patologia w rodzinie, przyjadą i zabiorą. Tego chcesz? No i dziewczyna przestała grać, szerokim łukiem omija miejsca, gdzie może ją dopaść pokusa.

Gdy jest pokusa, można liczyć na wsparcie. Strona facebookowa Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie działa niemal 24 godziny na dobę. Prowadzi ją włanie ksiądz Marcin. Więc gdy pokusa się pojawi, można zawsze napisać; mam problem, chciałbym porozmawiać. I jest szansa, żeby pokusę zwalczyć i nie pójść napić się, naćpać czy zagrać.

Do Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie zgłosili się sami. Poprosili o wsparcie lokalowe. Teraz w każdy wtorek, o godzinie 17 spotyka się tam Grupa Anonimowych Alkoholików, „Powrót”, grupa wsparcia wchodzących w trzeźwość. Informacja o tych spotkaniach ogłaszana jest na wszystkich mszach.

Możliwość korzystania z polskojęzycznej pomocy, w tym z grupy wsparcia, to ważny element terapii. Z niemieckim lekarzem można się dogadać, chociażby z pomocą tłumacza. Z terapią jest inaczej. Czasami trudno przyjść na miting, powiedzieć. Mam na imię Eliza, Marian, Teresa, Bronisław i jestem alkoholikiem… A potem dzielić się swoją historią, jej często intymnymi momentami, z których człowiek nie jest dumny. Momentami upadku. Trudno to powiedzieć w języku ojczystym. Są łzy, emocje… Tu nie sprawdzi się ani tłumacz, ani dukanie się w obcym języku. Tu potrzebny jest ktoś, kto zrozumie na poziomie pierwotnym. Rodak.

Polskojęzyczne mitingi anonimowych alkoholików w Niemczech to żadna nowość. Adresy grup trzeźwościowych i kontakty do osób je prowadzących można znaleźć w Internecie. Hagen, Essen, Bochum, Wuppertal, Berlin, Hamburg, Monachium, Offenbach, Gelsenkirchen, Dortmund. To tylko niektóre miejscowości, gdzie polscy trzeźwiejący alkoholicy mogą liczyć na wsparcie. W wielu przypadkach mogą liczyć na wsparcie, również lokalowe, Polskich Misji Katolickich. Dzieje się tak na przykład w Dortmundzie czy Essen. Polacy korzystają też ze wsparcia niemieckich instytucji społecznych czy kościelnych, takich jak Kreuzbund (Związek Krzyża), Guttempler, Blaueskreuz (Niebieski Krzyż) czy Caritas. Prężenie działa grupa w Bawarii.

Ważnym elementem terapii są świadectwa trzeźwości. Każde takie świadectwo to osobna historia, za którą kryje się dramat pojedynczego człowieka. Witam serdecznie. Jestem alkoholiczką. Długo nie zdawałam sobie z tego sprawy. Oszukiwałam sama siebie. W moim pojęciu nie upijałam się często i notorycznie…

Do tego momentu wiele historii brzmi podobnie. Najważniejsze są w nich jednak zakończenia. W 3-4 przypadkach na 10 szczęśliwe, czyli opamiętanie, uświadomienie sobie choroby, trzeźwienie, trwanie w trzeźwości. To ten lepszy scenariusz. Można jedynie życzyć sobie, aby ludziom na emigracji, zmagających się z problemem alkoholowym, życie pisało go jak najczęściej.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Mike Kniec, kategoria: www.flickr.com/photos/112923805@N05/15229317171

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie