Ile jeszcze zostało rodowitych Niemców w Niemieckiej reprezentacji piłki nożnej?

· 8.1k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Ile jeszcze zostało rodowitych Niemców w Niemieckiej reprezentacji piłki nożnej?

Jak zmieniają się Niemcy można śmiało przeanalizować, parząc na skład reprezentacji w piłce nożnej. Trzydzieści lat wstecz dominowały tam tylko niemieckie nazwiska i niemieckie rodowody. Dzisiaj nikogo nie dziwi, że podczas meczów drużyny niemieckiej gole, w koszulce z czarnym orłem na piersiach strzelają Podolski, Kurányi, García czy Özil.

- Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy – zauważył kiedyś, lekko sarkastycznie jeden z najlepszych angielskich napastników Gary Lineker. Jego opinia o reprezentacji Niemiec w piłce nożnej nie jest odosobniona.

Niemiecka drużyna piłki kopanej jest legendą samą w sobie. Legendą, budowaną przez ponad 100 lat. Są źródła, które podają rok 1900 jako datę jej założenia. To naprawdę kawał historii.

W tym czasie zdarzały się upadki, ale wzlotów było dużo więcej. Na pewno można do nich zaliczyć udział, od 1930 r, w Mistrzostwach Świata. W tym czasie niemiecka drużyna cztery razy zdobyła mistrzostwo (były to lata 1954, 1974, 1990, 2014), czyli nie miała sobie równych w świecie. Ma też na swoim koncie trzykrotne mistrzostwo Europy (1972, 1980 i 1996). Od 1904 roku jest członkiem FIFA, a od 1954 – UEFA.

Jednak elaborat o jej dziejach to inna para kaloszy. Tutaj skupimy się na jej składzie, który przez lata ewoluował z czysto aryjskiego na wielokulturowy. Dokładnie tak samo jak niemieckie społeczeństwo.

Zmiany, zmiany…

W drużynie, która zgarnęła puchał na mundialu w 1990 roku nie mogło być jeszcze zawodników obcego pochodzenia. Chociaż grał w jej szeregach piłkarz o polsko brzmiącym nazwisku, Pierre Michael „Litti“ Littbarski.

Kilkanaście lat później, w czerwcu 2006 r., w składzie 23 osobowej reprezentacji pojawiło się 5 zawodników, mających nie niemieckie pochodzenie. Wśród nich znaleźli się urodzeni w Polsce Klose i Podolski.

Cztery lata później, na mistrzostwach świata w RPA, już 11 zawodników niemieckiego „dream teamu” czyli niemal połowa, miało imigranckie korzenie. W tym trzeci z Polaków, pochodzący z Tczewa Piotr Trochowski. W koszulce z czarnym orłem na piersi zagrał wtedy po raz pierwszy, urodzony w Brazylii Claudemir Jeronimo Barreto „Cacau”. Obywatelstwo niemieckie przyjął rok przez mundialem.

W różnorodności siła

Jednym z pierwszych graczy obcego pochodzenia w niemieckiej drużynie był Fredi Bobic. Urodził się w Jugosławii, w Mariborze a jako dziecko wyemigrował z rodziną do Niemiec Zachodnich. Kolejnym był Paulo Roberto Rink, który przyszedł na świat w brazylijskiej Kurytybie.

Lista piłkarzy z nie niemieckim rodowodem wydłużała się z każdym rokiem. Znaleźli się na niej: urodzony w Szwajcarii Oliver Neuville; pochodzący z Ghany Gerald Asamoah; pochodzący z Panamy Kevin Dennis Kurányi; legitymujący się albańskim pochodzeniem Shkodran Mustafi; Antonio Rüdiger sierraleońskiego pochodzenia, Karim Bellarabi ma pochodzenie marokańskie, Sami Khedira – tunezyjskie a Dennis Aogo – nigeryjskie tak jak Sidney "Sid" Sam. Z Hiszpanii wywodzi się rodzina Mario Gómeza García, a Marko Marin urodził się w Jugosławii. Natomiast turecki rodowód mają: Mesut Özil, Emre Can, İlkay Gündoğan, Mehmet Yüksel.

I nie chodzi o to, by komuś zaglądać w papiery i przypominać kraj pochodzenia jego lub jego rodziców, tylko by pokazać, jak wielokulturowość przenika do sportu.

Polskie akcenty bardzo wyraźne

W 2001 r w niemieckiej reprezentacji pojawił się Miroslav (Mirosław Marian) Klose. Był jednym z największych odkryć trenera Rudi Völlera. Nazwisko nie wskazywało na polskie pochodzenie, miejsce urodzenia – Opole - już tak. Co do osiągnięć Miroslava Klose na boisku – są one ogromne; najskuteczniejszy piłkarz w historii mistrzostw świata (16 goli), najskuteczniejszy piłkarz w historii reprezentacji Niemiec (71), król strzelców mistrzostw świata w roku 2006 - to tylko niektóre z nich.

Niedługo potem (w 2004 r.) do reprezentacji Niemiec dołączyła inna gwiazda futbolu Lukas (Łukasz) Podolski. Urodzony w Gliwicach a wychowany w Bergheim piłkarz często podkreśla swoje związki z Polską. Wspiera zarówno polskie jak i niemieckie dzieci. W tym celu założył fundację „Po pierwsze pomagać”. Często odwiedza rodzinny Śląsk, pojawia się na ligowych meczach i brata z kibicami. Wydał książkę „Dranbleiben! Warum Talent nur der Anfang ist” ("Wytrzymaj! Dlaczego talent to tylko początek"). Słowo wstępne napisał Joachim Löw. Zaakcentował tam, że ceni Podolskiego nie tylko jako piłkarza, ale także jako człowieka.

Trzeci, najmniej znany w tym gronie to Piotr Trochowski, powołany do reprezentacji Niemiec w październiku 2006 r.

Nie jest tajemnicą, że ci trzej, gdy zaszła taka potrzeba porozumiewali się ze sobą na boisku po polsku. Wyjątkiem były mecze przeciwko reprezentacji Polski.

Co z tym hymnem?

- Jestem tu od grania a nie od śpiewania - tak Lukas Podolski ucina dyskusję, która wybrzmiewa za każdym razem, gdy przed meczem reprezentacji Niemiec kilku piłkarzy nie śpiewa hymnu. Do tej grupy należy właśnie Podolski - Ja już dawno podjąłem decyzję, że nie będę śpiewał i nie sądzę, żeby coś się tu zmieniło.

Podobną postawę prezentują inni piłkarze o nie niemieckim rodowodzie. Pojawiły się nawet spiskowe teorie, że nie śpiewanie hymnu było przyczyną porażki z Włochami w półfinałowym starciu Euro 2012. Bild rozpętał wtedy wielką dyskusję na temat wątpliwego patriotyzmu piłkarzy o imigranckich korzeniach - Jerome Boateng, Sami Khedira, Lukas Podolski i Mesut Oezil nie śpiewali w ogóle. Co rzuca się w oczy: gwiazdy o imigranckich korzeniach, z wyjątkiem Miroslava Klose, w zasadzie pozostały nieme. Mają niemieckie paszporty, ale wzbraniają się przed hymnem. Tak nie może być – grzmieli publicyści gazety.

Zdaniem szefa Niemieckiej Federacji Piłki Nożnej Wolfganga Niersbacha przymusu śpiewania hymnu nie ma. Również trener reprezentacji uważa że nie ma o czym dyskutować. Jego piłkarze mają dać z siebie wszystko na boisku. Czy zaśpiewają niemiecki hymn – to ich indywidualna sprawa.

Polacy po polsku

Tak w niemieckich, jak i w polskich mediach od czasu do czasu przewalają się dyskusje; imigrant - czy powinien być wierny krajowi urodzenia czy zamieszkania? Nieraz bohaterami takich artykułów byli właśnie Klose czy Podolski.

Podolski sprawę stawia jasno i w wielu wywiadach podkreśla, że ma dwa serca – polskie i niemieckie. Grając, najlepiej jak się da, dla reprezentacji udziela się równie w kraju urodzenia. Często odwiedza Gliwice, skąd pochodzi i chwali sobie domowe obiady u polskiej babci.

Miroslav Klose jest bardziej zasymilowany. Nie ma problemu ze śpiewaniem niemieckiego hymnu, a niektórzy polscy dziennikarze zarzucają mu, że nie chce udzielać wywiadów w języku urodzenia. On jednak w rozmowie z mediami nigdy nie odżegnywał się od polskich korzeni. Mówi, że kocha Polskę tak samo jak Niemcy.

W 2008 roku senator z Ligi Polskich Rodzin wystrzelił z propozycją odebrania obywatelstwa polskiego właśnie Klosemu i Podolskiemu. Tak mocno polityka narodowca zabolały dwa gole, strzelone do polskiej bramki przez Łukasza Podolskiego podczas Mistrzostw Europy.

Sześć lat później kanclerz Niemiec Angela Merkel uhonorowała Miroslava Klose prestiżową nagrodą integracji „Złotą Wiktorią”. W laudacji podkreśliła, że jest on przykładem tego, co ludzie ze środowisk migracyjnych mogą osiągnąć w tak otwartym na świat kraju jak Niemcy.

Złota Wiktora to nagroda promująca równe szanse osób o imigracyjnych korzeniach. Pokazująca, że wielokulturowość jest drogą, na którą Niemcy weszły świadomie i nie mają zamiaru z niej zejść.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Global Panorama, URL: www.flickr.com/photos/121483302@N02/14627372214

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie