Integracja po turecku nie sprawdza się. Co dalej?

· 1.5k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Integracja po turecku nie sprawdza się. Co dalej?

Co piąty mieszkaniec Niemiec ma imigracyjny rodowód. Sytuacja zaczyna coraz bardziej uwierać, tym bardziej że wiele grup etnicznych nie asymiluje się. W kraju nad Odrą i Szprewą mieszka obecnie ponad 7 mln imigrantów. Największą grupę stanowią Turcy. Warto pamiętać, że przyjechali do Niemiec na zaproszenie, poparte podpisami najważniejszych osób w państwie.

Gastarbeiter – to pojęcie od lat funkcjonuje w opinii społecznej. Nie każdy jednak zna jego genezę. Otóż gastarbeiter w języku niemieckim oznacza pracownik gościnny – to obcokrajowiec, robotnik przybywający do Republiki Federalnej Niemiec (Niemiec Zachodnich, RFN) w celu czasowego podjęcia pracy.

Termin Gastarbeiter jest używany od końca lat pięćdziesiątych XX wieku. Wtedy to w RFN – w związku z gwałtownym rozwojem gospodarki zabrakło rąk do pracy i do wykonywania pewnych prac, (zwłaszcza gorzej płatnych, nie wymagających fachowego przygotowania lub niechętnie podejmowanych przez Niemców). Zaczęto więc sprowadzać pracowników z zagranicy.

By formalnościom stało się zadość, podpisano z kilkoma krajami bilateralne układy, na mocy których Niemcy mogli rekrutować pracowników do sektora przemysłowego. Takie układy podpisano z Włochami (listopad 1955), z Hiszpanią i Grecją (marzec 1960), z Turcją (październik 1961), a w latach kolejnych Marokiem, Portugalią, Tunezją i Jugosławią. Na ich podstawie do Niemiec zaczęli przyjeżdżać nisko kwalifikowani pracownicy, głównie do stanowisk robotniczych i nisko płatnych.

Tania siła robocza potrzebna od zaraz!

Było co najmniej kilka powodów, dla których Niemcy zdecydowali się wprowadzić Gastarbeiterprogramm, i podpisać powyższe umowy. Przede wszystkim lata 50-te w Niemczech to były lata tzw „cudu gospodarczego”. By cud ten trwał, potrzebowano robotników. Podczas II wojny światowej zginęło wielu Niemców płci męskiej. Ponadto, dosłownie niemal jednej nocy, w sierpniu 1961 r. powstał Mur Berliński, przecinający Niemcy, redukując tym samym przepływ siły roboczej ze wschodu na zachód. Dodatkowo, optymistycznie uważano, że pracownicy zza granicy nauczą się w Niemczech pożytecznych zawodów, by potem, po powrocie do własnego kraju, przyczynić się do jego rozwoju gospodarczego.

Przyjechali na chwilę, zostali na zawsze

Na początku planowano, że gastarbeiterzy będą pochodzić głównie z państw europejskich. Jednakże Turcja naciskała, by również mieszkańcy tego kraju mogli skorzystać z Gastarbeiterprogramm. Mając na względzie wcześniejsze koneksje z tym krajem władze w Bonn ustąpiły. Dlatego to właśnie pracownicy z wiejskich rejonów Turcji stali się najliczniejszą grupą gościnnych robotników w Niemczech.

Początkowo obydwie, zarówno niemiecka jak i turecka strona, zakładały, że wyjazdy pracowników będą miały charakter czasowy. Imigranci zarobkowi z Turcji, głównie mężczyźni, mieli przyjeżdżać do Niemiec na okres od roku do dwóch, a potem wracać do ojczyzny, robiąc miejsce kolejnym pracownikom. Wielu rzeczywiście wróciło, gromadząc wcześniej spore oszczędności. Jednak wielu zdecydowało się zostać, po 3-4 latach rozłąki sprowadzając do kraju zatrudnienia własne rodziny. W efekcie wielu z nich postanowiło osiąść „na zawsze”.

Niemcy, jak to Niemcy lubią mieć wszystko dokładnie policzone. Ta reguła, niestety, nie zawsze się sprawdza, gdy chodzi o imigrantów. Tutaj dane podawane są często w przybliżeniu. Wynika z nich, że w 2013 roku w Niemczech zanotowano ponad półtora miliona osób legitymujących się tureckim paszportem. Przy liczbie obcokrajowców, wynoszącej 7, 6 mln, Turcy są najliczniejszą grupą narodowościową, mieszkającą w Niemczech. (Zaraz za nimi plasują się Polacy - ponad 600 tyś.)

Na obczyźnie po swojemu

Co przywieźli ze sobą do nowej ojczyzny? Język, tradycję, kulturę – odmienne od kraju, który ich zaprosił. Bliskość geograficzna Niemiec i Turcji była doskonałym pasem transmisyjnym. Co więcej, kolejne pokolenia, dzieci i wnuki pierwszych gastarbeiterów, wydają się być bardziej podatne na tradycję i religię rodziców.

Różnie też bywa z językiem. Turcy, czy też osoby utożsamiające się z tą nacją, żyją w dwóch różnych kulturowych światach, według dwóch kodów zachowań. Pierwszy to praca i edukacja, gdzie muszą się posługiwać językiem niemieckim i gdzie obowiązuje „niemiecki” wzorzec zachowań. Drugi to czas wolny, rodzina, powiązania towarzyskie. Tutaj kultywowane są więzy etniczne. Bardzo silne więzy. - Turcy trzymają się razem – tak postrzegana jest ta społeczność w Niemczech.

W wielu dużych niemieckich miastach trafić można na dzielnicę zwaną „Małym Stambułem” - skupiska imigrantów znad Bosforu. W przewadze tam są tureckie restauracje i bary, agencje podroży, pralnie, sklepiki z całą gamą „lokalnych” towarów. Częściej też usłyszy się tam język turecki niż niemiecki. - Jak nie masz czasu i pieniędzy, by odwiedzić Turcję, przyjedź do Belina – sarkastycznie zapraszał Berlińczyk kolegę z Bawarii do odwiedzenia stolicy Niemiec.

Religia dzieli coraz mocniej

Różnice kulturowe na przestrzeni lat często stawały się kością niezgody na linii: Niemcy – Turcy. Ostatnimi czasy jednak dużo ważniejszym problemem stają się sprawy religijne, przede wszystkim w kontekście działań muzułmańskich radykałów.

Turcy razem z tanią siłą roboczą przywieźli do nowej ojczyzny wszystkie swoje lokalne podziały - Kurdowie nienawidzą Szarych Wilków (Szare Wilki to skrajnie prawicowa turecka organizacja, podejrzewana o zlecenia zamachu na papieża Jana Pawła II). Kemaliści często występują przeciw islamistom. Inny punkt widzenia na integrację i asymilację ma inteligencja, mieszkająca w dużych skupiskach miejskich a inny – konserwatyści i osoby, wywodzące się z ubogich obszarów wiejskich. Zdarza się, że nagłówki niemieckich gazet „krzyczą” o honorowych zabójstwach.

Jeszcze głośniejsze NIE!

Formy protestu przeciwko „islamizacji Niemiec”, jak nazywają to najwięksi krytycy, przybierają różne formy; od tych gwałtownych, czyli demonstracji, a nawet podpaleń meczetów po walkę słowem.

Na przykład socjaldemokrata, członek zarządu Banku Centralnego Republiki Federalnej Niemiec dr Thilo Sarrazin wydał książkę (sierpień 2010), Deutschland schafft sich ab: Wie wir unser Land aufs Spiel setzen” co można przetłumaczyć: "Niemcy likwidują się same: Jak wystawiamy nasz kraj na ryzyko".

Tezy zawarte w niej można uznać za co najmniej kontrowersyjne, szczególnie jeśli wyszły spod pióra polityka o lewicowym zabarwieniu. Co zarzuca Sarrazin imigrantom z państw muzułmańskich? Wytyka, iż tworzą równoległe społeczeństwo (państwo w państwie), co utrudnia integrację. Że przysparzają państwu również więcej kosztów socjalnych, niż korzyści dla rozwoju gospodarki. Winą za ten stan rzeczy autor obarcza islam, który zdaniem dr Sarrazina, stoi w opozycji do wartości liberalnych państw europejskich. Padają nawet „grubsze” zarzuty; że „Turcy opanowują Niemcy poprzez przyrost naturalny”. I pomimo, iż SPD rozpoczęła proces wykluczenia go ze swoich szeregów i zmuszono go do ustąpienia z funkcji członka zarządu Banku, książka Sarrazina stała się bestsellerem i sprzedała się w ilości 1, 2 miliona egzemplarzy.

Którędy droga?

Niemcy i Turcja mają wspólną historię. Już w XIX wieku Turcja nawiązała stosunki gospodarcze z Rzeszą Niemiecką, które zaowocowały między innymi budową kolei czy porozumieniem sojuszniczym podczas I wojny światowej. Jednak przeskok do XXI wieku nie daje już tak jednoznacznego, czarno – białego obrazu. W związku z działaniami radykalnych islamistów, w świadomości społecznej Niemców zaczynają funkcjonować niebezpieczne zlepki skojarzeniowe: muzułmanin – terrorysta. To w Dreźnie, w 2014 r powstał ruch zwany PEGIDA (Patrioci Europy przeciwko Islamizacji Zachodu). Oficjalnie niemieccy politycy odcinają się od jej działań, nazywając hasła PEGIDY głupimi, a recepty na walkę z islamizacją – złymi. Tymczasem ulica wie swoje. Dlatego przed państwem niemieckim stoi trudne zadanie – znaleźć drogę, która usatysfakcjonuje większość. Pytanie tylko – czy taka droga w ogóle istnieje?

Zdjęcie: flickr.com, autor: Bjorn Bechstein www.flickr.com/photos/bechstein/14241549133

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie