Małe elementy wielkiej machiny ludobójstwa… niemieccy „łowcy nazistów” wciąż mają co robić

· 1.4k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Małe elementy wielkiej machiny ludobójstwa… niemieccy „łowcy nazistów” wciąż mają co robić

Czy II wojnę światową rozpętali Niemcy, czy naziści? Czy można tu postawić znak równości? Historycy i politycy w Polsce mają na ten temat różne opinie. A Niemcy? Wciąż, pomimo iż od zakończenia wojny upłynęło ponad 70 lat, rozliczają winnych tamtych zbrodni i biorą odpowiedzialność za „grzechy” dziadków i pradziadków. Polska na razie nie zdobyła się na taki gest.

Rok 2011 był w Niemczech przełomowy w kwestii rozliczania osób odpowiedzialnych za ludobójstwo w czasie II wojny światowej. Wcześniej trzeba było takiej personie udowodnić tzw. bezpośrednie sprawstwo. Czyli że dostał pistolet/karabin do ręki i strzelał do więźniów. W przeciwnym razie traktowano go jako niewinnego. To się zmieniło. W świetle współczesnego prawa niemieckiego winnym może być każdy, kto pracował w takim obozie. Bo wspierał system.

Precedens Demianiuka

Ten wyrok zapadł w maju 2011 roku. Odbił się szerokim echem w świecie i doprowadził do zmiany prawa w Niemczech.

Ukrainiec Iwan (John) Demianiuk stanął przed niemieckim sądem, mając 89 lat. Już wtedy był chory, czego nie omieszkała wykorzystać obrona. Demianiuk nie po raz pierwszy siedział na ławie oskarżonych za zbrodnie wojenne. Zdaniem świadków oskarżenie miało solidne podstawy. Był strażnikiem w czterech obozach koncentracyjnych: w Trawnikach, Sobiborze, Treblince i Flossenbürgu. Obsługiwał komory gazowe, a ze względu na szczególne okrucieństwo zyskał przydomek „Iwan Groźny”.

Wyrok sądu w Monachium: 6 lat więzienia. Oskarżonemu udowodniono, między innymi, że osobiście kierował transporty Żydów do komór gazowych w Sobiborze.

Wcześniej Demianiuk dwukrotnie pozbawiany był amerykańskiego obywatelstwa, sądzony w Izraelu i skazany na karę śmierci (1988 rok), a 5 lat później oczyszczony przez Najwyższy Sąd Izraela. W roku 2009 deportowany do Niemiec, gdzie zmarł rok po wysłuchaniu wyroku skazującego.

Stulatkowie pod sąd

Zarzut pośrednictwa w ludobójstwie być może wkrótce usłyszą dawni „pracownicy” obozu zagłady w Sztutowie (Stutthof). Pracownicy, bo przed sądem mają stanąć osoby z tzw. cywilnego personelu, w tym obsługujący centralę telefoniczną czy sekretarki.

Sprawa dotyczy ośmiu osób, dzisiaj już bardzo wiekowych. Najstarszy z oskarżonych zbliża się do setki (rocznik 1918), a najmłodsza z kobiet ma 89 lat. Wszyscy mieszkają w RFN.

Zanim zajmą się nimi prokuratorzy, postępowanie przygotowawcze prowadzi Centrala Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych z Ludwigsburga. Wziętych pod lupę określa się mianem: domniemani zbrodniarze wojenni. Zdaniem badaczy wiedzieli z całą pewnością, że nie pracują w SPA, tylko w obozie zagłady.

Co im grozi? Jeżeli zapadną wyroki skazujące, to kara od 3 do 15 lat więzienia, co, biorąc po uwagę ich wiek, jest wielce wątpliwe.

Nie wszyscy doczekali…

I nie wszystkich dosięgła sprawiedliwość.

Umknął jej 93-letni strażnik z obozu w Auschwitz Ernest T., który zmarł na tydzień przez rozpoczęciem procesu. Miał stanąć przed sądem pod zarzutem pomocnictwa w zabójstwie 1075 osób. Ernest T. był strażnikiem obozowym na przełomie 1942 (od listopada) i 1943 roku (do czerwca).

Przed pracownikami Centrali Badań Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu (mówi się o nich „łowcy nazistów”) stoi trudne zadanie. Znaleźć i udokumentować nazistowską przeszłość tych, którym do tej pory udawało się ją zataić.

To niemieccy „łowcy nazistów” wyszperali, że 19-letni wówczas Ernest T. uczestniczył w przyjmowaniu transportów więźniów. I wiedział doskonale, że nie przyjechali tam na wczasy.

Placówka w Ludwigsburgu działa, ale prawda jest taka, że nie bardzo ma już kogo ścigać i stawiać przed sądem. Schorowanych 90-latków? Nie skaże ich przecież żaden, czy to ze względu na zły stan zdrowia, czy podeszły wiek. Jej pracownicy wychodzą jednak z założenia, że trzeba to przynajmniej dokumentować. Zatem szukają i dokumentują. W ten sposób dotarli do 60 akt kolejnych osób, pomagierów ludobójców z Auschwitz i Majdanka.

Jak długo Niemcy będą wlec za sobą odium hitleryzmu

Wydawać się może, że od dziesiątek lat Niemcy nic nie robią, tylko odkupują narodowe winy. Wciąż czynnie działają instytucje ścigające zbrodniarzy wojennych. I - jak powiedział jeden z jej przedstawicieli - ich praca wydaje się nie mieć końca.

Z drugiej strony kogo ścigają? Zbliżających się do kresu życia staruszków. O jakieś 70 lat za późno. Wcześniej żyli jak pączek w maśle, jak zwykły prawowity obywatel, nigdy nieskalany zbrodnią przeciwko ludzkości. Nikt ich nie tykał, więc skutecznie wymazywali z akt i pamięci niechlubną przeszłość.

Niemcy jako naród zmierzyli się z mroczną hitlerowską przeszłością. Wraz z ustawicznym przyznawaniem się do winy coraz częściej eksponują inne fakty. Że w faszystowskich Niemczech istniała opozycja i dochodziło do zamachów na Führera.

Coraz częściej w niemieckiej przestrzeni publicznej pojawiają się filmy i publikacje uwypuklające działalność antyhitlerowską w Niemczech. Na przykład „autor” zamachu na Hitlera, Claus Schenk von Stauffenberg, stał się bohaterem hollywoodzkiej produkcji „Walkiria”, gdzie sportretował go Tom Cruise. Coraz więcej i częściej mówi się też o ruchach i organizacjach antyhitlerowskich takich, jak Edelweißpiraten (Szarotkowi Piraci) czy Biała Róża i związanej z nią Sophie Scholl.

Co pisać na pomnikach?

W polskiej szkole czasy drugiej wojny światowej omawiane są szczegółowo. Dlatego każdy polski uczeń wie… No właśnie? Co wie? Wie, że w 1939 roku na Polskę napadli Niemcy… a może Trzecia Rzesza czy raczej hitlerowcy/faszyści/naziści…?

Kto strzelał do wroga w bataliach II wojny światowej? Kto pacyfikował getto, rozstrzeliwał powstańców warszawskich i stał z karabinem na wieżyczkach w Auschwitz czy Dachau? Niemcy czy naziści?

Dyskusja rozgorzała po raz kolejny, tym razem w Łodzi podczas odsłonięcia pomnika poświęconego powstańcom warszawskim. Pojawił się bowiem na nim napis: […] Naziści wymordowali ponad 150 tysięcy cywilów, a miasto zrównali z ziemią.

Napis oburzył byłego prezydenta Łodzi, Janusza Kropiwnickiego. Dał temu wyraz na swoim blogu, domagając się nazywania rzeczy po imieniu, czyli że: mordowali Niemcy wspierani przez oddziały tzw. „własowców”.

W opinii autora napisu Pawła Spodenkiewicza w dzisiejszych czasach napis NIEMCY byłby przekłamaniem, bo jak twierdzi w rozmowie z red. Sławomirem Sową z „Dziennika Łódzkiego”: Jeśli nieoświecony turysta przeczytałby napis „Niemcy”, umieszczony tam zgodnie z sugestią dra Kropiwnickiego, gotów byłby pomyśleć, że współczesne pokolenia Niemców są odpowiedzialne za zbrodnie ich dziadków i pradziadków. Byłoby to niebezpieczne szczucie jednego narodu na drugi, wiele lat po zbrodniach.

Dlatego pytam: czy drugą wojnę rozpętali Niemcy, czy naziści?

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/_fabrizio_/26256754755, autor: Fabrizio Sciami

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie