Na emigracji wzrasta pobożność…

· 1.3k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Na emigracji wzrasta pobożność…

… wynika z opowieści księdza Marcina z Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie.

Trafić na Misję

„Stara emigracja” doskonale wie, że jest Polska Misja Katolicka, gdzie można pójść nie tylko na mszę, ale gdzie jest katecheza dla dzieci, nauka języka polskiego, gdzie codziennie przed mszą świętą można się wyspowiadać i praktykować zwyczaje, które przywieźli z polskich parafii.

Z młodymi osobami, z osobami w średnim wieku bywa różnie, chociaż i u nich widać emigracyjny wzrost pobożności. Kogo dotyczy? Na pewno tych, którzy nie radzą sobie. Decyzja o wyjeździe, szczególnie kiedy w Polsce zostaje rodzina, nigdy nie jest decyzją łatwą. Wystarczy ledwie kilka miesięcy, gdy człowiek zaczyna widzieć i czuć, jak bardzo samotnym można być na emigracji. W Polsce zna się język, ma się swoje ścieżki, można kogoś odwiedzić, z kimś pogadać…

Wsparcie potrzebne od zaraz!

Emigracja to inna bajka. W pracy jest się pośród obcokrajowców, auslanderów. Wieczorem praca się kończy, jest wynajęty pokój lub dom, a w nim pustka. Na początku jest w człowieku euforia. Poznaje się nowe otoczenie. Są pieniądze, można pójść do sklepu i kupić, co się chce. Ale ile można chodzić do sklepu. Zaczyna się szukać czegoś innego. Jedni szukają wsparcia w kościele, u Pana Boga, u księdza. Inni szukają w polskich barach. Wtedy łatwo się zagubić. Właśnie ze względu na pustkę, na samotność.

- Dlatego często nie wystarczy skupić się tylko na posłudze kapłańskiej – zauważa ksiądz Marcin. - Ludzie czasami oczekują bardziej konkretnej pomocy. Bo w wielu, nie tylko Polakach, tkwi wewnętrze przekonanie - jak trwoga to do Boga. Albo do jego zastępców na ziemi, do księży.

Warto trzymać się Boga

Takich historii jest wiele. Niektóre zaczynają się w konfesjonale. Potem znajdują dalszy ciąg, jednak nie zawsze kapłan może o nich mówić. Bywa, że to już nie tajemnica spowiedzi ale tajemnica, wynikająca z czystej przyzwoitości. Przecież nie każdy chce, by historię jego słabości czy upadku poznali wszyscy.

Na emigrację wyjeżdżają różni ludzie. Niektórzy szukają łatwego pieniądza. Inni przyjeżdżają z problemami, ze skomplikowanym bagażem życiowym, z długami na karku. Do przekroczenia jest cienka linia. Bywa, że z pobożności - wyniesionej z domu w małym miasteczku na Śląsku czy podlaskiej wsi - popadają w drugą skrajność. Alkohol, narkotyki. Do tego dochodzą zdrady małżeńskie. Temat tak trudny, jak trudna jest emigracja.

Zachowanie Polaków na emigracji w Niemczech pozostawia wiele do życzenia. Są ludzie, którzy zawsze trzymają się Pana Boga. Życie podporządkowują religii, moralności, temu czego uczyli rodzice i Kościół. Ale są też tacy, którym jeśli się coś nie uda, myślą sobie: pójdę do parafii, wyciągnę od nich jakąś kasę.

Kościół jest od modlitwy

Niestety, Polska Miska Katolicka nie dysponuje takimi funduszami. W Niemczech kościół jest od modlitwy a od pomocy - państwowe służby socjalne. Jest wiele instytucji, które pomagają ludziom. Nawet tym, którzy zostali oszukani czy przyjechali w ciemno. Bo i tak bywa. Jadą w ciemno, desperacko szukają pracy, gonią za groszem, żeby dzieci w Polsce miały co jeść. Lub ratują się, bo w trzeba spłacić długi.

Przyjeżdżają, podłapują jakąkolwiek pracę, często za pośrednictwem leihrfirmy. Wiele z nich działa uczciwie. Dla innych jest to pole do oszustwa. Bywa, że leihrfirma zatrudnia ludzi, podpisuje kontrakty a po miesiącu znika, nie płacąc. I ludzie zostają bez niczego. To gdzie najlepiej przyjść w takiej sytuacji? Do parafii.

Pomocy!

Do Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie trafiają ludzie, którzy zostali na lodzie, bez niczego. Chcą, żeby im pomóc chociażby wrócić do Polski. Parafia ma porozumienie z konsulatem w Kolonii. Konsulat pomaga, wykupuje bilety kredytowe i odsyła Polaków z powrotem do kraju, z tym że korzystający z tej pomocy muszą podpisywać umowę, że będą próbowali ten dług spłacać. Nawet tu zdarzały się jednak oszustwa.

W 80-90% ludzie przychodząc do Misji liczą na pomoc duchową. W Niemczech biednymi zajmują się odpowiednie instytucje. Jeżeli ktoś pracuje i straci pracę, państwo niemieckie nie da mu zginąć, a już na pewno nie da umrzeć z głodu. Po przepracowanym roku może liczyć na socjal; miasto opłaca mieszkanie i daje pieniądze na życie, 380 euro na miesiąc na osobę. Na pomoc też mogą liczyć nawet ci, którzy przyjechali i szukają pracy. Jest inny problem, niektórzy po prostu nie chcą pracować. Przyjeżdżają i liczą tylko na socjal.

Pomocy raz jeszcze!

Samotność, pogubienie, to sprawy które Polaków na emigracji prowadzą do parafii. Na przykład przyjechało do Niemiec szczęśliwe małżeństwo, z wieloma pomysłami na życie, znające języki, ale kulejące finansowo w Polsce. Udało im się znaleźć pracę, stanęli na nogi, spłacili długi. Powoli zaczęli wchodzić na wyższy poziom życia, w coraz lepiej finansowo sytuowane towarzystwo. U Niemców nie ma wiele czasu na kościół, na Pana Boga. Oni też zaczęli się zatracać. Dzisiaj, po trzech latach pobytu w Niemczech mają pieniądze, ale są w separacji. Wkradł się alkohol, imprezy, zaczęły się zdrady, z jednej i z drugiej strony. No i przychodzą do księdza i pytają, co się stało? Dlaczego Pan Bóg nas pokarał?

Bywa, że nagle w biurze parafialnym odzywa się telefon. Okazuje się, że dzwoni jakiś mężczyzna. Z jego opowieści wynika, że przyjechał w ciemno. Pośrednik, prawdopodobnie Polak, wywiózł go na budowę i zniknął. Dobrze, że miał telefon z Internetem. Pierwsze, co mu „wyskoczyło” w wyszukiwarce to Polska Miska Katolicka. Zadzwonił i mówi: proszę księdza, jest taka sytuacja, jakby tylko mnie ktoś mógł zabrać, bo pieniądze mam, ale nie wiem gdzie jestem i jak wrócić. Udało się go namierzyć i przywieźć do Dortmundu. Nawet jednak w takiej sytuacji trzeba być ostrożnym. Zawsze można trafić na oszusta a nawet niebezpiecznego bandytę, który pod przykrywką nieboraka będzie próbował coś ugrać. Trzeba być uważnym, ale też bez przesady bo gdy zawsze będzie się węszyć podstęp, to nigdy nikomu się nie pomoże.

Ważne, żeby razem

Młoda emigracja chce się ze sobą integrować. Szukają kontaktu, choćby na Fecebooku. Ale też spotykają się w „realu”. Bywa że raz w miesiącu, na wspólnym grillu zjawia się 100-200 osób. Szukają możliwości bycia razem. Tęsknią i w ten sposób szukają Polski. Tę Polskę znajdują w Kościele, w Polskich Misjach Katolickich. Gdzie jest normalna msza święta w niedzielę, gdzie jest spowiedź, gdzie jest zdrowe podejście do życia rodzinnego. Jest nauka języka polskiego, są festyny parafialne. Tu się uczą tradycji, polskości. Bo nie chcą o niej zapomnieć.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Oame, kategoria: www.flickr.com/photos/26613076@N07/5915542508

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie