Nic na zawsze, czyli czasowy powrót szlabanów

· 727 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Nic na zawsze, czyli czasowy powrót szlabanów

Europa bez granic była przez wiele lat marzeniem polityków i zwykłych obywateli. Ten sen spełnił się wraz z wprowadzeniem układu z Schengen. Trzeba się jednak z niego obudzić. Sprawiła to wojna poza Europą, której efektem jest niekontrolowany napływ uchodźców oraz imigrantów. Na „szengenowskich” granicach rosną mury i zasieki. Pogranicznicy pojawili się też na wewnętrznych granicach Unii. Politycy zapewniają, że nie na długo.

Furtką jest unijny przepis, który mówi, że w przypadku poważnego zagrożenia porządku publicznego lub bezpieczeństwa wewnętrznego, kraje członkowie mogą podjąć decyzję o przywróceniu kontroli na granicach. A sytuacja? Nabrzmiewała od lat. Niezauważona przez tych, którzy teraz uszczelniają przed uchodźcami swoje granice. Od lat Grecja, sama niestabilna ekonomicznie, apelowała do innych państw Unii Europejskiej: pomóżcie nam, zróbcie coś. Wyspa Lampedusa, którą za cel obrali sobie nielegalni imigranci i uchodźcy, stała się niemal ich symbolem. Odwiedził ją nawet papież Franciszek. Powiedział wtedy; żyjemy jak w mydlanych bańkach. Przywykliśmy do cierpienia innych. Nie dotyczy nas, nie interesuje, to nie nasza sprawa.

Schengen w kratkę

Okazało się, że Europa, uzbrojona w najnowocześniejsze technologie, nie potrafi stawić czoła sile desperacji. Między innymi dlatego, że swobodny przepływ towarów i ludzi znaczy dokładnie to co znaczy: swobodny przepływ towarów i ludzi. Z tym, że w obrębie układu Schengen. Tymczasem zewnętrze granice Unii okazały się dziurawe jak sito. Do tego doszła determinacja ludzi, jednych walczących o życie, innych o lepsze życie. Na granicach między krajami Unii znów pojawili się urzędnicy. Oby w ślad za nimi nie poszły szlabany, bariery, mury, zasieki, czyli wizja Europy, której wiele narodów doświadczyło w czasach minionych, do których nikt nie chce powrotu. Wizja, od której chcieli uciec.

Mieszkańcy schengenowskiej Europy, odzwyczajeni od granicznych kontroli, przyjęli ten fakt ze zrozumieniem, jako wyższą konieczność. Kiwając głową ze zrozumieniem, że to dla ich bezpieczeństwa. Tak samo jak wcześniej przyjmowali zaostrzanie się kontroli na lotniskach, kiedy ogłoszono bezpardonową walkę z terroryzmem. Ze zrozumieniem oddawali celnikom nadmiar płynów, pakowali kosmetyki w plastikowe woreczki i dawali do prześwietlania buty. Teraz po prostu wyciągnęli z szuflad paszporty i dowody osobiste. Zresztą, z czasowego prawa do przywrócenia kontroli na granicy skorzystała Polska podczas Euro 2012.

Chcemy do Niemiec!

Nie bez kozery największy napływ uchodźców, a wśród nich emigrantów, przypadł na czas wiosna – lato – jesień. Przy tylu niekorzystnych okolicznościach, z jakimi muszą się zmierzyć w ucieczce z ojczyzny, przynajmniej jedna idzie im na rękę. Jest ciepło.

Pogoda jednak nie jest tu głównym motywatorem. Jest nim wysoki na 4 metry mur graniczny budowany przez Węgrów. 175 km płotu. I nowe prawo: kto nielegalnie przekroczy granicę, 3 lata więzienia. I dodatkowe 2 lata za zniszczenie płotu.

Po wylądowaniu w Grecji, kraju Unii i układu z Schengen, uchodźcy muszą przejść przez nie objęte układem Macedonię, Serbię, by dotrzeć do strzegących granic Wspólnej Europy Węgier. Tam natkną się na mur nie do przebycia. Dlatego wielu chciało zdążyć. Nie zawracają sobie głowy legalnością, wiedzą że gdy pozwolą się zarejestrować i pobrać sobie odciski palców, mogą zostać tam na dłużej. W myśl regulacji Dublin II, o odsyłaniu do pierwszego państwa UE, do którego dotarli i gdzie zostali zarejestrowani. Tymczasem oni chcą do bogatych Niemiec.

Europejska lekcja swobód

Kontrole same w sobie niewiele zresztą zmienią. Fali uchodźców nie powstrzymają. Pozwolą jedynie problem bardziej ogarnąć, zapobiec niepożądanym ruchom, oddzielić uchodźców od imigrantów zarobkowych.

Tematowi uważnie przygląda się wielu polityków (i politologów) z wielu krajów, nie tylko europejskich. Kiwają głowami nad tym co się wydarzyło, ale na razie nie piszą czarnych scenariuszy. Na razie sytuację przyjmują jako czasową. Wprowadzenie kontroli granicznych ma wydźwięk mocno propagandowy. Problemu uchodźców nie powstrzyma, może go tylko spowolnić lub zmienić kierunek ich wędrówki. Pokazuje też, że rządy poszczególnych krajów wsłuchują się w głos społeczeństwa, które zaczyna powoli być zmęczone tematem, a w Niemczech zaniepokojone skalą zjawiska.

Sprawa granic uchodźców, drutów kolczastych na granicach to też lekcja dla Europy. Europy często zaciśniętej na swoich sprawach. Tymczasem nieoczekiwane przychodzi z zewnątrz i nie można zamykać oczu i udawać, że pozaeuropejskie konflikty nie dotkną Starego Kontynentu. Nic bardziej mylnego. Dlaczego, by w przyszłości nie dochodziło do podobnych sytuacji, trzeba zawczasu działać, a nie gasić pożar, gdy obejmie już cały dom.

W skrócie….

Ponad milion uchodźców dostało się do tej pory do Europy. Najgłośniej jest o tych z Syrii, ale przyjeżdżają też z innych objętych konfliktami miejsc, z Libii, Erytrei, Czeczenii, Afganistanu. Są też smutne statystyki - od stycznia w Morzu Śródziemnym utonęło ponad 2,5 tyś ludzi.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, Autor: Du Truong www.flickr.com/photos/130448072@N02/16777048449

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie