O języku, zapożyczeniach i… piłce nożnej – wywiad z prof. Janem Miodkiem

· 11.5k odsłon · Skomentuj! · Autor:
O języku, zapożyczeniach i… piłce nożnej – wywiad z prof. Janem Miodkiem

Na co dzień nie zastanawiamy się nad pochodzeniem wyrazów. Tymczasem okazuje się, że np. słowa: ring, rynek, burmistrz, wójt czy rynna są zapożyczeniami z języka niemieckiego! O zapożyczeniach, języku niemieckim i polskim, a także o piłce nożnej rozmawialiśmy z wybitnym językoznawcą – Janem Miodkiem!

Jan Miodek – polski językoznawca, profesor i dyrektor Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Członek Komitetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk i Rady Języka Polskiego. Od 2009 roku współprowadzący program Słownik polsko@polski, emitowanego na antenie TVP Polonia.

Z Panem Profesorem udało nam się porozmawiać podczas przerwy między nowopowstałymi odcinkami Słownika polsko@polskiego. O co pytaliśmy?

MyPolacy.de: Od kiedy germanizmy zaczęły przenikać do języka polskiego? Czy miało to związek z polityką, kulturą, położeniem geograficznym Polski i Niemiec?

Jan Miodek: Germanizmy zaczęły przenikać do języka polskiego od bardzo wczesnego okresu. Wraz z osadnictwem, kolonizacją niemiecką.

Zawsze mówię, że Niemcy „obsłużyli” nam urządzenia, organizację miast, wsi, rzemiosło, handel. Od rynku, przez ratusz, rynnę, burmistrza, do sołtysa, wójta, gminę, przez ślusarza, rymarza, wszystko to z język niemieckiego.

Taki rynek, ratusz, funkcjonują w naszym języku od prawie 800-900 lat! Wie Pani, z tą cudowną adaptacją, którą widać na przykład w słowie rynek.

W języku niemieckim ring jest ringiem, a w polszczyźnie obcej połączenie ri przeszło w ry. Dźwięczne g na końcu (niemożliwe w polszczyźnie) przeszło w k. Już się zrobił z tego rynk. Żeby było jeszcze bardziej po polsku między n i k weszła samogłoska e. A żeby było już zupełnie po polsku to wyraz rynek, rynkiem, na rynku, jest odmieniany tak jak Miodek- Miodka, sen-snu, len-lnu.

Kiedy wyraz ring wchodził do polszczyzny jeszcze raz, pod koniec XIX wieku, na oznaczenie miejsca walk bokserskich, już takiej adaptacji nie uległ. Właściwie nic nie zmieniliśmy w kształcie morfologicznym czy graficznym wyrazu, ale zaadoptowaliśmy to słowo pod względem fleksyjnym, mówimy ring, ringu, ringiem, na ringu itd.

MyPolacy.de: Rozmawiając z Polakami mieszkającymi na stałe w Niemczech spotykamy się z ciekawym zjawiskiem językowym. Otóż Polacy podczas rozmowy prowadzonej w języku polskim włączają w jej tok niemieckie słowa. To przypomina zachowanie językowe Ślązaków. Z czego ono wynika i jak to tłumaczyć?

Jan Miodek: To wynika z interferencji, wzajemnego wpływu, przenikania. Wie Pani ja też wychowałem się na Górnym Śląsku i to w latach tuż powojennych. Tych germanizmów wplatanych do języka polskiego było znacznie więcej niż dzisiaj, po sześćdziesięciu paru latach.

Jak graliśmy w piłkę to rozpoczynaliśmy od wybierania do drużyny. Mówiliśmy wtedy, że wilujemy, a to ze słownika niemieckiego wählen, czyli wybierać. Myśmy sobie nawet nie zdawali sprawy, że wyraz pochodzi z języka niemieckiego! Potem stawialiśmy piłkę na micie, czyli na środku. W trakcie meczu były wykonywane rzuty karne, które są oddawane z jedenastu metrów, a jedenaście w języku niemieckim to elf, stąd elwer. Potem ta piłka uderzała często w latę (lata w gwarze Górnego Śląska oznacza poprzeczkę – przyp. red.). Zagrzewając się do walki nie krzyczeliśmy kryj go tylko dykuj go i była presa czyli presing. Było tego bardzo dużo…

Oczywiście, w takim odczuciu estetycznym, to jest pewnego rodzaju zepsucie językowe, ale jeśli ja tą piłką uderzę w latę tak jak widzę kobietę. Ustawiam piłkę na micie, tak jak myślę o takiej, czy innej kobiecie, to ja takim zachowaniem gramatycznym w odniesieniu do tych germanizmów pokazuję polską duszę językową, bo ja to obce słowo odmieniam po polsku. Tak jak ostatecznie ze słowa ring zrobił się rynek, który pod każdym względem jest traktowany (pisownianym, fleksyjnym, słowotwórczym) po polsku.

MyPolacy.de: Jaki jest Pana stosunek do zapożyczeń?

Jan Miodek: Bardzo obojętny, w sensie spokoju.

MyPolacy.de: Nie powinniśmy się obawiać zapożyczeń?

Jan Miodek: Nie, nie mamy się czego obawiać. Jeśli zapożyczenie wypełnia istotną lukę leksykalną w systemie języka polskiego, to spełnia swoją bardzo pożyteczna rolę.

Wybrzydzam na zapożyczenia, jeśli one dublują słowa od wieków używane i w dodatku stają się słowami manierycznymi. Jeśli w tej chwili już nikt się o nic nie prosi, nie ubiega, nie stara, tylko wszyscy, o wszystko aplikują, to mnie to denerwuje. Jeśli pod wpływem języka angielskiego wszystko jest wszystkim dedykowane. Niedawno kupiłem śruby dedykowane do tego typu ścian, dostałem informację, że do kontaktu ze mną została dedykowana Pani Janina Kowalska. To jest irytujące.

 Ale jeśli drążymy tę relację polsko-niemiecką, to gdy ktoś mi mówi: ale brzydki ten germanizm In der zwischen Zeitw międzyczasie, takie głupie – międzyczas, po co to? Wtedy mówię: jeśli nawet jest to zapożyczenie z języka niemieckiego, to było ono językowi polskiemu bardzo potrzebne! Bo jeśli ja o drugiej mam zebranie, a o piątej mam dentystę, to w międzyczasie zdążę zjeść obiad. To jest słowo potrzebne!

Ktoś wybrzydza na zwrot cieszyć się na coś - sich auf etwas freuen. Może germanizm, a może nie, ale również był potrzebny. Teraz mogę odróżnić: w tej chwili cieszę się ze spotkania z Panią, ale już cieszę się na święta Bożego Narodzenia, które za trzy tygodnie do nas przyjdą.

MyPolacy.de: Panie Profesorze, a teraz prywatnie. Nie każdy wie, że prof. Jan Miodek jest miłośnikiem piłki nożnej! Skąd u Pana takie zamiłowanie i której drużynie Pan kibicuje?

Jan Miodek: Jestem miłośnikiem piłki nożnej. Od sześćdziesięciu pary lat kibicuję Ruchowi Chorzów, ale w każdej zagranicznej lidze też mam jakąś swoją ulubioną drużynę. W Anglii kibicuję Manchesterowi United. W Holandii Ajaxowi Amsterdam. We Włoszech – AC Milanem.

Od czterdziestu lat jestem kibicem Bayernu Monachium i chociaż w pewnym momencie w Dortmundzie był i Lewandowski, i Błaszczykowski, i Piszczek, to ja, z całą sympatią do Dortmundu, i Schalke 04, bo zawsze te drużyny lubiłem, z racji na grających tam Polaków, to jednak zostawałem wierny Bayernowi. No a teraz mam tam Lewandowskiego.

MyPolacy.de: Czy sport i językoznawstwo to dyscypliny, które idą ze sobą w parze?

Jan Miodek: Idą ze sobą w parze, dlatego, że metaforyka sportowa jest bardzo ciekawa, ona dostarcza bardzo wielu charakterystycznych przypadków. Nie mówiąc już, że metaforyka sportowa wchodzi do języka ogólnego. Przykłady? Mówimy, że ktoś odpadł w przedbiegach co oznacza, że dopiero coś zaczął, a już zmarnował tę szansę. Albo jeśli ktoś za wcześnie rozpoczął jakieś poczynania, to powiemy po sportowemu falstart. Metaforyka sportowa nieustannie wzbogaca nasz język.

Z prof. Janem Miodkiem rozmawiała Michalina Rosner

Foto: Kamil Jarosz 

Informacje o publikacji
Hamburg, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie