Od Kinder, Küche, Kirche do kariery czyli feminizm po niemiecku

· 3.1k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Od Kinder, Küche, Kirche do kariery czyli feminizm po niemiecku

Narzędziem dyskryminacji może być nawet język. W Niemczech gramatyka jest po stronie kobiet, przeciwko nim za zaszłości historyczne i tradycja. Mają jednak atut, jakiego nie posiada żaden inny kraj na świecie.

Głosują niemal od 100 lat

Wizerunkowo Niemcy sprawiają dobre wrażenie, szczególnie dobrze ma się niemiecka scena polityczna. Wszak na cele rządu od 10 lat stoi kobieta, przedstawicielka konserwatywnej w swych założeniach, chadeckiej partii. Wciąż pamiętając, że kobiety w Niemczech mogły po raz pierwszy głosować 19 stycznia 1919 r, podczas wyborów do Zgromadzenia Narodowego Republiki Weimarskiej. 90 lat później czyli w roku 2009, kobieta jest kanclerzem, pięć kobiet kieruje resortami w jej rządzie, w a w parlamencie zasiada 197 posłanek. Dzisiaj te liczby są zbliżone, a dziennikarze już zachodzą w głowę, jakie będą statystyki na 100-lecie uzyskania przez panie praw wyborczych.

Na niemieckie uczelnie kobiety dostały się prędzej niż do polityki. Z roku na rok widać też jak i tu zmieniają się statystyki. W ciągu ostatnich 15 lat niemal podwoiła się liczba kobiet z profesorkiem tytułem. Co nie znaczy, że jest dobrze. Procentowo wypada to wciąż marnie, bo jest ich poniżej 20 % licząc wszystkich tytularnych niemieckich profesorów. Symptomatyczne, że panie profesor dominują w takich dziedzinach nauki jak kierunki artystyczne, filozofia, psychologia czy kulturoznawstwo. Inżyniera, matematyka czy fizyka wciąż pozostają domeną panów.

Na przekór historii

Jest wyjątek. Feministki z całego świata powinny na swoje sztandary wynieść Angelę Merkel, córkę pastora, profesor fizyki, od 10 lat pełniącą funkcje kanclerza Niemiec, osobę uznawaną przez media za najbardziej wpływową kobietę na świecie.

Ten swoistego rodzaju sukces, czy to w polityce czy w sferach naukowych, nie wziął się znikąd. Po prostu Niemcy dużo wcześniej niż Polska, narzuciły partiom politycznym tzw. „kwoty kobiece”. Tym samym określona liczba kobiet musiała się znaleźć na listach wyborczych i na wysokich stanowiskach w partii, a w konsekwencji – w rządzie i parlamencie.

Warto spojrzeć na sprawę emancypacji kobiet w Niemczech z historycznego punktu widzenia. To nie gdzie indziej, jak właśnie tam od lat wpajano kobietom, że powinny żyć według tradycyjnego modelu: Kinder, Küche, Kirche. Autorstwo tego sloganu przypisuje się cesarzowi Wilhelmowi II. W tych słowach zawierała się rola niemieckiej kobiety w XIX wieku. Miała przede wszystkim rodzić, karmić rodzinę i przekazać jej należyty, chrześcijański kręgosłup moralny. Hasło, lekko zmienione, na swoje potrzeby wykorzystywali też naziści. Adolf Hitler już 1934 przekonywał, że światem niemieckiej kobiety jest jej mąż, rodzina, dzieci i dom. A kobietom, które urodziły czworo dzieci lub więcej, przyznawano Order Macierzyństwa" (Ehrenkreuz der deutschen Mutter). Notabene Hitler odebrał kobietom wywalczone kilkadziesiąt lat wcześniej prawo wyborcze. Przywrócono je po zakończeniu II wojny światowej.

Jedno K zamiast trzech

Po wojnie feministki od razu zaczęły mierzyć się z hasłem trzy razy K, modyfikując je na: dzieci, kuchnia, kariera. Z czasem jednak coraz więcej kobiet decyduje się trzy K połączyć w jedno czyli w Karierę.

To sprawiło, że zaczął spadać w Niemczech przyrost naturalny. Media i politycy poczęli bić na alarm, że społeczeństwo się starze. Dlatego w walkę o równouprawnienie, którą do tej pory zajmowały się głównie organizacje kobiece) postanowiono wprzęgnąć państwo a nawet Kościół. Szczególnie kościół ewangelistki, gdzie od lat kobiety znalazły swoje miejsce. To w ręce Ks. bp Margot Käßmann złożono w 2009 r. zwierzchnictwo Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Krajowego Hanoweru, największej wspólnoty ewangelickiej w Niemczech.

Ruchome godziny pracy młodych matek, by mogły wyjść z pracy i nakarmić dziecko. Zatrudnianie na część etatu. Przyzakładowe żłobki i przedszkola. Wszystko po to, aby matka, która chce wrócić do pracy i kontynuować karierę zawodową, miała ułatwione zadanie. A jeszcze będąc na urlopie macierzyńskim/wychowawczym, może ubiegać się o możliwość pracy z domu, co pozwala nie wypaść z obiegu, być na bieżąco z kwestiami zawodowymi.

Nierówna równość

Pomimo działań, mających wyrównać status kobiet i mężczyzn, również w dziedzinie zawodowej, wciąż panują dysproporcje pomiędzy zarobkami mężczyzn i kobiet, pracujących na tym samym stanowisku i wykonujących tę samą pracę. W liczbach wygląda to następująco; kobieta zatrudniona na pełnym etacie przeciętnie zarabia o 23% mniej niż mężczyzna (czyli niemal ¼ mniej). W grupie najlepiej zarabiających te dysproporcje są jeszcze większe – kobiety zarabiają 73% pensji mężczyzny. Mowa tu o osobach o porównywalnym wykształceniu i kompetencjach.

Panie polityk, które wiedzą, pracą i determinacją wywalczyły sobie miejsce w zdominowanej przez mężczyzn klasie politycznej, mają na uwadze dalsze działania równościowe. Takim działaniem jest pomysł wprowadzenie prawa, pozwalającego na porównanie wynagrodzeń kobiet i mężczyzn w firmach zatrudniających ponad 500 osób. Minister ds. rodziny Manuela Schwesig chce iść nawet dalej i proponuje, by przepis ten objął wszystkie firmy. Dyskusje trwają.

Pozytywnie dyskryminować

W duchu tej dyskusji, w marcu bieżącego roku Bundestag przyjął przepisy, na mocy których od 2016 r. co najmniej 30% miejsc w radach nadzorczych najważniejszych spółek w Niemczech powinny zajmować kobiety. Z badań Niemieckiego Instytutu Gospodarki wynika bowiem, że aktualnie liczba ta waha się w granicach 18%. Są też firmy, i to duże, notowane na giełdzie, gdzie wcale nie ma kobiet w radach nadzorczych.

Czy takie posunięcia są dobre czy złe? W globalnych liczbach i statystykach Niemcy wypadają dobrze. Patrząc na raport Global Gender Gap Report 2014, w którym pod uwagę bierze się również kwestie, dotyczące równouprawnienia kobiet i mężczyzn, na 142 analizowane kraje, Niemcy plasują się na wysokiej, 12 pozycji. (57 miejsce Polski w tym rankingu nie robi wrażenia, szczególnie że wyprzedzają nas takie kraje jak: Bułgaria, Słowenia, Kuba a nawet Mozambik).

Swoją drogą, może oddanie władzy w ręce kobiet byłoby właściwym posunięciem. Kobiety, rodząc dzieci i dając życie, bardziej je cenią. No i nie głosują na ekstremistów i nie uczestniczą i ich działaniach, czego najlepszym przykładem są partie narodowe.

Gramatyka jest kobietą (w Niemczech)

Na koniec warto dodać, że niemieckim działaczkom równościowym w sukurs przychodzi język. Ileż w Polsce było śmiechu, gdy Izabela Jaruga Nowacka, pierwsza pełnomocnik do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn na szczeblu rządowym kazała nazywać siebie „ministrą”. W Niemczech język sprzyja feministkom. Tam każdy zawód ma żeński odpowiednik, i nie są one obarczone pewną dozą niedowartościowania, jak to zdarza się w języku polskim. Kierownik brzmi poważnie, kierowniczka – już niekoniecznie. Jest literat, ale literatka to nie pani pisząca książki tylko mała szklanka. Pilot oblatuje samoloty, a pilotka… to czapka pilota. Są też zawody z tzw. wyższej półki, które mają tylko formę męską - premier, minister, adwokat. W Niemczech niemal każdy ma formę żeńską i męską (der Direktor i die Direktorin, der Automechaniker i die Automechanikerin), a wszystkimi rządzi Bundeskanzlerin Angela Merkel.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Sam Churchill www.flickr.com/photos/fergusonphotography/6898291987

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie