Odbijać się od ściany, czyli depresja na emigracji

· 10.8k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Odbijać się od ściany, czyli depresja na emigracji

Wyjadę za granicę, spalę mosty, zacznę od nowa, będzie łatwiej. - To często złudne myślenie. Myślenie, które może skończyć się depresją. A w obcym języku trudno jest leczyć duszę. Receptą są terapeuci z rodzimego kręgu kulturowego. Problem narasta, bo jeden na dziesięciu pacjentów ogólnych cierpi na depresję - twierdzi psycholog kliniczny mgr Agnieszka Achramowicz-Bielecki.

Depresja emigracyjna. Czy Pani jako fachowiec potwierdza istnienie takiej jednostki chorobowej?

Nie ma czegoś takiego jak depresja emigracyjna. Ta nazwa, być może została ukuta przez media. Ale coś jest na rzeczy, ponieważ jest wiele czynników, które wywołują depresję u emigrantów.

By mówić o depresji trzeba…

Wyjść od podstawowego modelu depresji, stworzonego przez geniusza terapii poznawczo behawioralnej dr Aarona Becka. Pacjentów, dotkniętych depresją poznajemy po specyficznym sposobie myślenia, tzw. triadzie depresyjnej. Negatywnie myśli o sobie; jestem beznadziejny, nic mi nie wychodzi, nic mi się nie udaje. Negatywnie myśli o świecie w ogóle – świat jest nieżyczliwy, ludzie są krytyczni, oceniają, i negatywne myśli o przyszłości - wszystko nie ma sensu, nie uda mi się to, w przyszłości nic dobrego mnie nie czeka. To jest właśnie jedno z kryteriów rozpoznawania, diagnozowania depresji. .

Depresji sami u siebie nie zdiagnozujemy…

Określenia typu trauma czy depresja z psychologii przedostały się do słownika potocznego. Mówi się: mam depresję. Tymczasem depresja musi trwać określony czas. To nie jest stan, który występuje tydzień i potem go nie ma. Rzeczywiście depresję trudno u siebie zdiagnozować, ale mamy bliskich, rodzinę. Oni widzą. Widzi pracodawca.

Czy łatwiej jest popaść w depresję na emigracji?

Bazując na dotychczasowym doświadczeniu, powiedziałabym, że tak. Przykład? Komuś nie wychodzi, dajmy na to, w Polsce. Człowiek myśli: wyjadę, spalę mosty, zostawię wszystko za sobą i zacznę od nowa. To tak nie działa! W większości przypadków jest odwrotnie, człowiek sobie nie radzi, jest gorzej przynajmniej na początku. Pojawia się problem językowy. Jest problem z kulturą, bo mimo iż mieszkamy, tuż tuż i dzieli nas jedna granica, to różnice kulturowe czy religijne między Niemcami a Polakami są ogromne. Dalej, problem ze znalezieniem pracy. Do tego dochodzi osamotnienie, izolacja. Trudniej znaleźć bratnią duszę, by porozmawiać, co w depresji jest bardzo ważne. To wszystko składa się na zwiększoną możliwość zachorowalności na depresję właśnie na emigracji. Depresja jest niepokojąco częstym zjawiskiem. Szacuje się, iż depresja zajmuje drugie miejsce po nadciśnieniu tętniczym na liście najczęściej występujących chorób przewlekłych, z jakimi spotyka się lekarz ogólny w swojej praktyce. Blisko jeden na 10 pacjentów znajdujących się pod opieką lekarza ogólnego cierpi na depresję.

Gdy boli brzuch, można pójść do niemieckiego lekarza i bez znajomości języka dostać odpowiednie remedium. Z depresją jest gorzej. Tu wiele rzeczy trzeba przegadać. Nie znając dobrze języka, jest z tym problem.

Coraz głośniej i wyraźnej mówi się o fakcie iż pacjenci powinni mieć terapeutę z własnego kręgu kulturowego i językowego. W przeciwnym wypadku pomoc może być doraźna. Rzeczywiście, trudno czasami wypowiedzieć, co nas w tej duszy boli. Trudno we własnym języku a cóż dopiero w obcym, którego się być może za dobrze nie zna.

Jak często pojawiają się nowi pacjenci?

Bardzo często. U nas w klinice jest lista oczekujących, a czas oczekiwania może wynieść do pół roku. I jest ich coraz więcej, bo nasza klinika specjalizuje się w pomocy emigrantom. Nie tylko Polakom. Również osobom, mówiącym po persku czy turecku.

Jak sprawdza się grupa depresyjna w języku polskim?

Bardzo dobrze! Pacjenci często nazywają ją: moja rodzina, miejsce do którego biegnę jak na skrzydłach, mimo że mam depresję i generalnie ciężko jest mi biec. Spotykamy się dwa razy w tygodniu. Jedno ze spotkań to zawsze tzw. psychoedukacja, a drugie to aktywizacja, bardzo ważna w depresji. Po prostu wychodzimy i ćwiczymy. Są specjalne ćwiczenia, pozwalające wyzwolić jak największą ilość neuroprzekaźników, by zmniejszyć ilość podawanych leków, a pacjent poczuł się lepiej. Grupa liczy około 16 osób, pracujemy wspólnie około 5 miesięcy. Liczniej uczestniczą w niej kobiety. Więcej kobiet przyznaje się do słabości, jaką jest depresja. U mężczyzny nie ma kulturowego przyzwolenia na depresję. Mówi się: weź się w garść, jesteś chłopem, musisz pracować, zarabiać. Mężczyźni nie bardzo się do depresji przyznają, nie bardzo ją identyfikują. Często jest tak, że w przypadku mężczyzn, ale coraz częściej i wśród kobiet, jako strategię wyciszenia, oderwania się od „złych” myśli stosuje się alkohol. To może doprowadzić do uzależnienia.

Skąd ludzie wiedzą, że można u Was szukać pomocy?

Pacjenci sami nas znajdują. Coraz więcej klinik czy lekarzy rodzinnych wie, że w naszej klinice zarówno pielęgniarka jak i terapeuta mówią po polsku. Strona internetowa kliniki jest również w języku polskim i niemieckim.

Terapia się kończy i co dalej?

Wszystko zależy od tego, czego sobie pacjent życzy. Są pacjenci, którzy kończą terapię i znikają. Ale jest też duża grupa pacjentów, którzy chcą ją kontynuować. Tak było z poprzednią grupą, naszą pionierską grupą w języku polskim. Pacjenci zażyczyli sobie, że chcą automatycznie przejść do następnej grupy. My też troszeczkę eksperymentujemy. Sprawdzamy, próbujemy, co będzie najlepsze.

Może zatem grupa samopomocowa?

Rzeczywiście, mamy taki plan. Rozmawialiśmy nawet o tym z pacjentami, że mogliby już spotykać się sami. Raz w tygodniu, dwa razy w tygodniu. I wzajemnie wspierać się. Ze świadomością, że nie są zostawieni sami sobie. Taki pomysł gdzieś tam kiełkuje… Ci ludzie mocno zżywają się ze sobą, nawiązują się przyjaźnie. Pomagają sobie, oczywiście poza grupą, w znalezieniu mieszkania czy pracy. Myślę, że to jest bardzo cenne.

Jakie objawy powinny nas zaniepokoić, że ktoś z najbliższych wpada w depresję?

Przede wszystkim apatia, brak energii. Jeżeli człowiek przestaje wstawać z łóżka. To są skrajne sytuacje, naprawdę ciężka depresja. Przestaje się myć, przestaje dbać o siebie, przestaje jeść. Jeżeli manifestuje wspominaną wcześniej triadę depresyjną. Mówi, że nie widzi żadnej przyszłości, że nie będzie niczego robił, bo to nie ma sensu. Jeżeli nagle widzimy, że to, co go bawiło, co go interesowało, zostało gdzieś odłożone w kąt. Kiedy człowiek często się obwinia. Wtedy należy bezzwłocznie działać. Żeby nie dopuścić do ciężkiego stanu.

Nierzadkie są opinie, że depresja to wymysł psychologów. Że nie ma czegoś takiego, jak depresja. Po prostu trzeba się wziąć w garść i do przodu!

Jest to najgorsze stwierdzenie, jakie można powiedzieć osobie w depresji; weź się w garść. Pacjenci często mówią, że kiedy to słyszą, automatycznie nachodzą ich myśli samobójcze. Mam na to świetne porównanie. Proszę sobie wyobrazić: człowiek siedzi na wózku bo nie ma nóg. I mówimy do tego człowieka: idź! Jak się postarasz, to dasz radę! On po prostu nie może tego zrobić. I tak właśnie dokładnie jest w depresji. Depresja jest już od dawna rozpoznanym zaburzeniem i wiadomo, co dzieje się w mózgu człowieka z depresją. Nie można powiedzieć; depresji nie ma.

Spotkałam się też z koncepcją leczenia depresji w myśl twierdzenia: zacznij ćwiczyć, wytworzy się dużo endorfin, a one uleczą depresję.

Depresję skalujemy. Może być ona lekka, umiarkowana bądź ciężka. Ciężka depresja może doprowadzić do całkowitej apatii, bierności, wręcz unieruchomienia pacjenta. Natomiast gdy mamy do czynienia z depresją lekką, możemy zastosować terapię/aktywizację, czyli właśnie ćwicz, ruszaj się, żeby zwiększyć ilość potrzebnych neuroprzekaźników. To jest bardzo dobre podejście. Jest u nas równoległa grupa aktywnościowa i ja się będę przy niej upierać. Jeżeli mamy depresję w średnio ciężkim nasileniu, wtedy musimy włączyć antydepresanty, czyli równolegle stosujemy terapię z lekami. Ale gdy jest to stopień ciężki, pozostaje szpital. Tutaj żadna aktywizacja ani żadna terapia nie pomoże. Bo to tak, jakby odbijać się od ściany.

W Pani klinice grupa w języku polskim jest grupą pionierską. Czy w innych miastach można znaleźć podobne?

Z mojej wiedzy wynika, że jesteśmy pierwszą polskojęzyczną grupą depresyjną w Hamburgu na pewno, a może i w całych Niemczech.

Dziękuję za rozmowę. Jolanta Reisch-Klose

Agnieszka Achramowicz-Bieleckimagister psychologii, psychoterapeutka, absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Jako psycholog kliniczny wpisana na listę Berufsverband Deutscher Psychologinnen und Psychologen w Berlinie. Członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej im. prof. Zdzisława Bizonia. Pracuje z osobami z depresją, chorobą afektywną dwubiegunową, zaburzeniami lękowymi, zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi i schizofrenią. Ekspert w pracy nad traumą (dramatycznym wydarzeniem w życiu człowieka). Prowadzi prywatny gabinet psychologiczny w Hamburgu oraz pracuje w Dziennej Klinice Psychiatrycznej (www.drguth.de/praxisklinik).

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: ryan melaugh, URL: www.flickr.com/photos/120632374@N07/13974181800

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie