Opowieść o tym, jak Warszawa wspierała uchodźców

· 912 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Opowieść o tym, jak Warszawa wspierała uchodźców

Wolność to wartość uniwersalna, bez względu na miejsce i czas. Poczuli to mieszkańcy wschodnich Niemiec, gdy w Polsce zwyciężyła Solidarność. Wtedy też postanowili powiedzieć; żegnamy NRD - witamy wolność. Wybrali drogę przez Warszawę i to była bardzo dobra decyzja. Ten uchodźczy epizod wielu mieszkańców stolicy pamięta do dziś.

Historyczne trzęsienie ziemi

4 czerwca 1989 roku był datą znamienną dla całego dawnego bloku socjalistycznego, satelity Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Do tego dnia istniał w Europie podział na dwa obozy – kapitalistyczny i socjalistyczny. Tego dnia Polacy, w prawie wolnych wyborach, wybrali tzw. sejm kontraktowy. Skończył się w Polsce socjalizm.

Świat tego jeszcze nie wiedział, ale wybory w Polsce stały się dynamitem, który rozsadził cały istniejący układ w Europie. Były jak lont, który w efekcie doprowadził do zburzenia Muru Berlińskiego, pieriestrojki i rozpadu ZSRR. Fakt, że w Polsce wygrała opozycja a PZPR (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza) bezkrwawo oddała władzę, był motorem działań w innych krajach. Kolejne narody mogły powiedzieć; dość! I stanąć u progu Wolnej Europy, by wspólnie budować jej przyszłość.

Ucieczka

Wtedy jeszcze świat tego nie wiedział, że mur berliński powoli zaczynał się chwiać. Ostatecznie miał upaść dopiero w listopadzie 1089 r. Ale… no właśnie. Ciągle jednak stał, a wraz z nim równie mocno trzymała się komunistyczna władza, podpierana przez Stasi. Niewielu wierzyło, że jedna, polska jaskółka przyniesie wiosnę wolności.

W zmienionej sytuacji politycznej w Polsce swoją szansę zobaczyli mieszkańcy wschodnich Niemiec. Dlatego już latem pierwsi uchodźcy zaczęli przyjeżdżać do Warszawy. Trabantami, wartburgami, pociągami. Ich celem była zachodnioniemiecka ambasada na Saskiej Kępie.

Swoje dotychczasowe życie spakowali w podniszczone walizki, torby z dermy i plecaki. Koczowali przez ambasadą wierząc, że to droga do nowego lepszego życia. Przeskakiwali przez płoty i bramy, przerzucali przez nie dzieci. Za płotem zaczynały się dla nich inne, wolne Niemcy. Tam było bezpiecznie. Chociaż w tych dniach ambasada Niemiec nie przypominała placówki dyplomatycznej a oblężone centrum kryzysowe.

Zdesperowanych ludzi, którzy obsiedli mury wokół budynku przy Dąbrowskiej 30 wspierali warszawiacy. Częstowali herbatą, jedzeniem, zapraszali do mieszkań.

Przez Węgry, Czechy, Polskę…

Nie tylko Warszawa stwarzała szansę przedostania się na Zachód. Była też ścieżka węgierska, czechosłowacka i praska. Sporo Niemców ze wschodu wybrało tamtą drogę. Droga na zachód przez Pragę okazała się bardziej cierniowa. Uciekinierzy z Niemiec byli narażani w Czechach na deportację do socjalistycznej ojczyzny, gdzie mogli wpaść w łapy wszechwładnej Stasi. Albo oberwać pałą przez plecy. Drogą do wolności było przedostanie się na teren ambasad, gdzie już panował okropny tłok.

Podobnej sytuacji obawiano się także w Polsce. Przecież ówczesny rząd, chociaż niesocjalistyczny, wciąż obowiązywały układy w Niemcami wschodnimi, w tym umowa o readmisji (konieczności odsyłania do NRD uchodźców z tego kraju).

Obawy Niemców okazały się niepotrzebne. Ochrony dla nich domagał się minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski, z gorącym poparciem premiera Tadeusza Mazowieckiego. Zażądano od szefa MSW generała Kiszczaka gwarancji, że uciekinierom ze wschodnich Niemiec nic w Polsce nie grozi. Taką gwarancję otrzymano. Wtedy też premier Mazowiecki powiedział znamienne słowa: Są sytuacje, gdy nad wszelkimi umowami górę musi wziąć sumienie.

Był to też, zdaniem premiera Mazowieckiego, gest wdzięczności dla Niemców za to, co zrobili w czasie stanu wojennego. Polakom pomagały wtedy zarówno instytucje kościelne, stowarzyszenia świeckie jak i osoby prywatne.

Sześć tysięcy…

Uciekinierów wsparły polskie władze, kwaterując ich w ośrodkach wczasowych wokół Warszawy. Tam mogli spokojnie czekać na wyjazd do nowej ojczyzny. Było spokojnie, bez afer. A i politycy nie chcieli zbytnio nagłaśniać tej sprawy.

W świat za to poszły informacje o Pradze. Może dlatego, że dochodziło tam do dramatycznych sytuacji. A może dlatego, że to właśnie z balkonu pałacyku, w którym mieściła się zachodnioniemiecka ambasada w Pradze, minister Hans Dietrich Genscher ogłosił, że specjalne pociągi zabiorą wszystkich uciekinierów ze wschodu do Republiki Federalnej.

Tymczasem za pośrednictwem ambasady w Warszawie, po cichu do Niemiec wyjechało ponad 6 tyś. mieszkańców Niemieckiej Republiki Demokratycznej, rządzonej przez Ericha Honeckera. Warto przypomnieć, że to za jego rządów, podczas prób ucieczki do Niemiec Zachodnich zabito 172 osób.

Furtka do wolności

Świat pędzi przed siebie, a każdy dzień obfituje w nowe, często dramatyczne informacje. Wydarzenia sprzed ćwierć wieku stają się mniej ważne. Nie odchodzą jednak w zapomnienie. Przypomina o nich nietypowy pomnik - symboliczna furtka do wolnego świata. Na tle furtki widać zarys postaci…

Z jednej strony obrys świeci na czerwono, z drugiej – na zielono. Symbolika bardzo wyraźna. Instalacja pojawiała się na Saskiej Kępie 6 października 2010 roku. Nosi nazwę „Przez Warszawę ku Wolności” a jej autorami są polscy artyści Michał Kałużny i Wojciech Zasadni. W swej pracy wykorzystali autentyczną furtkę, wymontowaną z ogrodzenia byłej siedziby niemieckiej ambasady. W ten sposób wydarzenia sprzed ponad 25 lat wciąż są aktualne.

Posłużyły też za temat filmu dokumentalnego, nakręconego przez polsko-niemieckiego reżysera Krzysztofa Czajkę. Jego tytuł brzmi – Żegnaj DDR. Podtytuł – przez Warszawę ku Wolności. Dzięki takim gestom piękne momenty wspólnej, polsko niemieckiej historii nigdy nie zblakną w obliczu innych wydarzeń.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Paul Sableman, URL: www.flickr.com/photos/pasa/14306644828

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie