Oswajanie Donalda Trumpa. Czy nowy prezydent USA może zaszkodzić gospodarce Niemiec lub Polski?

· 2.8k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Oswajanie Donalda Trumpa. Czy nowy prezydent USA może zaszkodzić gospodarce Niemiec lub Polski?

W połowie stycznia 2017 roku elekt Donald Trump złoży przysięgę i rozpocznie urzędowanie w Białym Domu jako 45 prezydent światowego mocarstwa. Położy palec na symbolicznym „czerwonym guziku” dającym władzę nad atomowym arsenałem USA. Będzie też mógł, biorąc pod uwagę jego wyborcze obietnice, namieszać na światowej, również na europejskiej scenie gospodarczej. Kto na tym zyska a kto straci?

Świat oswaja się z prezydentem elektem USA Donaldem Trumpem. Oswaja się i chce go również oswoić. Jego niewyparzony, często chamski język nazywa kontrowersyjnym, nieortodoksyjnym, dosadnym. Jego wulgarny stosunek do kobiet – żartobliwym.

Za to fachowcy od polityki i gospodarki zaczynają rozbierać na czynniki pierwsze program wyborczy republikanina - miliardera. Pomimo iż będzie prezydentem Stanów Zjednoczonych, jego decyzje wpłyną na międzynarodową przestrzeń polityczną i gospodarczą.

Na czym Tramp ugrał swoje zwycięstwo?

Na składanych Amerykanom obietnicach. Na przykład w kwestii podatków, że będą niższe a ich wyliczanie bardziej przejrzyste, bo obecny system podatkowy w USA jest mocno pogmatwany i niejasny. Ma zniknąć podatek od nieruchomości a wzrosnąć wydatki na obronność.

Republikański prezydent chce też przeznaczyć biliony, zarówno z budżetu jak i z funduszy prywatnych przedsiębiorców, na infrastrukturę w tym na modernizację i przebudowę dróg, mostów i lotnisk. By – jak krzyczał w kampanii - Amerykanie nie tracili czasu i pieniędzy w korkach i tłoczyli się na ciasnych i przestarzałych lotniskach.

W obietnicach wyborczych padła też propozycja zwiększenia płacy minimalnej. Trudno się dziwić, że miliarder Trump nie jest w stanie pojąć, jak ludzie mogą przeżyć za 7,25 dolara na godzinę. I zapowiada – będziecie zarabiać nie miej niż 10 dolarów na godzinę.

Niemieckie korzenie Donalda Trumpa

Gdy Trump zapowiedział, że chce wyrzucić z USA imigrantów, w sieci pojawiło się sporo memów. Na jednym Indianin, native Amerykanin ze spokojem pykając fajkę spyta Trumpa: To kiedy wyjeżdżasz?

Wszak Donald Trump, jak znakomita większość Amerykanów, jest potomkiem imigrantów. Jego pradziadek, Friedrich Trump wyemigrował z Niemiec do USA w 1885 roku, dorobił się niewielkiej fortuny, wrócił do Niemiec, do rodzinnego Kallstadt w Nadrenii Palatynacie. Tam ożenił się, by znowu tuż przez przed pierwszą wojną światową wyjechać do USA. Nie pozwolono mu zostać w Niemczech, zarzucając nie płacenie podatków i ucieczkę przez 2-letnią obowiązkową służbą wojskową w cesarskiej armii.

W Ameryce natomiast rozpoczęła się nagonka na niemiecką mniejszość, W nowojorskiej „Little Germany” (dzielnicy niemieckiej) dochodziło do linczów i oskarżeń o szpiegostwo na rzecz Rzeszy.

Po II wojnie światowej ojciec Donalda Fred Trump nie przyznawał się do swoich niemieckich korzeni, deklarując, że pochodzi ze Szwecji.

Z Niemcami Trumpowi nie po drodze

Po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów na biurku Trumpa rozdzwoniły się telefony od przywódców krajów z całego świata. W tym od Kanclerz Angeli Merkel. Były raczej powściągliwe, chociaż bardzo poprawne i odnosiły się do wspólnych wartości takich jak demokracja czy wolność i poszanowanie wartości człowieka bez względu na kolor skóry, wyznanie czy orientację.

Trump chce się pozbyć z Ameryki wszystkich nielegalnych imigrantów. Wyrzucić, zbudować mur, pozbawić praw. Pod hasłem każdy obcy jest zły. Takie ma zdanie o uchodźcach z Syrii, szczególnie tych młodych i agresywnych, uważając ich za „konie trojańskie” terrorystów.

Niemcy, wciąż spłacając moralny dług po II wojnie światowej, są otwarci na imigrantów, na obcych, Stawiają na tolerancję i integrację chociaż tego typu polityka kosztowała rząd Angeli Merkel stratę poparcia na rzecz ruchów nacjonalistycznych i ksenofobicznych.  

Niemcy kwitną gospodarczo, Amerykanie zadłużają się…

… co stoi ością w gardle republikańskiego konserwatywnego polityka i prezydenta elekta. W jego opinii Amerykanin powinien pracować w amerykańskiej fabryce i kupować amerykańskie produkty. Tymczasem bilans handlowy USA, szczególnie z Chinami i Niemcami, jest mocno na minusie.

Na wykresie największych światowych importerów USA są niekwestionowanym liderem zakupów, sprowadzają najwięcej towarów, by zaspokoić rozbuchany konsumpcjonizm. W 2015 roku kupili za 763 miliardy dolarów.  Obrazowo; USA kupują za granicą więcej niż 30 kolejnych krajów, razem wziętych. Słowem są najlepszym klientem na świecie.

Skąd towary przyjeżdżają do USA? Najwięcej, za 567 miliardów dolarów rocznie, płynie z Chin. Drugie w kolejności są Niemcy; u niech Amerykanie kupują za niema 300 miliardów dolarów rocznie. Ten właśnie deficyt handlowy Donald Tramp postanowił zlikwidować.

Uderzą w niemiecką (i chińską) gospodarkę

Likwidacja deficytu handlowego to w linii prostej wstrzymanie importu. Ucierpią na tym najbardziej gospodarki największych eksporterów czyli Chin, Niemiec i Rosji.

Na dzisiaj w Niemczech brakuje rąk do pracy. Niemieckie zakłady produkują na potęgę i nie mają problemów ze zbytem. To jednak może się w każdej chwili zmienić. Jeżeli Amerykanie przestaną kupować albo kupią dużo mniej, spowoduje to potężne zawirowania na rynku. 

Produkcja siłą rzeczy zacznie spadać co wiąże się z koniecznością zwolnień i zwiększeniem bezrobocia.  Czyli gospodarka Niemiec zadrży w posadach. Mniejsza produkcja to mniejsze zamówienia dla kooperantów, a tak się składa że to Polska dostarcza wiele komponentów, z których powstają solidne niemieckie towary.

Wniosek - zmniejszenie deficytu handlowego z Niemcami rykoszetem uderzy w Polskę i inne europejskie kraje.

W prywatnych rękach siła

Obietnice wyborcze mają to do siebie że są dotrzymywane. Albo nie są dotrzymywane. Tak właśnie może być z likwidacji deficytu amerykańskiego handlowego. Wszystko za sprawą świętej w kapitalizmie a jeszcze świętszej w USA prywatnej własności.

W handel, zarówno import jak i eksport, są zwykle zaangażowane firmy, będące w prywatnych rękach. Kupują od kogo chcą i co chcą, i nawet prezydent tak zadufany jak Trump nie może im tego zakazać.

Może natomiast wprowadzić zaporowe cła i wypowiedzieć dotychczasowe umowy handlowe zawierane przez rząd USA. Gdy się do tego przymierzy, na pierwszy ogień pójdzie NAFTA czyli umowa o wolnym handlu między USA a Kanadą i Meksykiem. Czas pokaże, czy następne w kolejności będzie TTIP czyli bliźniacza umowa pomiędzy USA a Unią Europejską.

Na razie Donald Trump dobiera współpracowników. Rządzić Ameryką zacznie w styczniu.

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/marcn/23963882461, autor: Marc Nozell 

Informacje o publikacji
Dziennikarka od zawsze, dobrze czyta się to co piszę... zapraszam! I czekam na Wasze sugestie, tylko konstruktywneKerpen, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie