Pedałować bez ograniczeń - Niemcy budują rowerową autostradę

· 2k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Pedałować bez ograniczeń - Niemcy budują rowerową autostradę

Żadnych samochodów, żadnych pieszych, żadnych skrzyżowań i czerwonych świateł. Droga prosta a nawierzchnia równa jak stół. Czyli po prostu rowerowa autostrada, po której można pedałować bez ograniczeń. Na razie liczy tylko 5 km. W przyszłości, do 2020 r. będzie miała długość 100 km i połączy Duisburg z Hamm. Jeżeli inwestorzy znajdą 183,7 mln euro.

Niemcy to cykliści pełną gębą. Wprawdzie po niemieckich drogach nie jeździ aż tyle rowerów ile po Danii czy Holandii, ale i tak jest ich całkiem sporo. Niemiecko-polski celebryta Steffen Mueler przyznaje, że gdy jest w Polsce to jak prawdziwy Polak – jeździ samochodem, a w Berlinie – jak prawdziwy Niemiec – rowerem.

Rzeczywiście. W Berlinie łatwiej spotkać rowerzystkę z dwoma siodełkami dla dzieci niż mamę w SUV-ie. Na chwilę obecną Niemcy mogą się pochwalić bardzo dobrą infrastrukturą rowerową, zarówno w miastach jak i poza nimi. Na przykład sama Dolna Saksonia oferuje cyklistom 13 tyś km dróg rowerowych.

Dlatego ten najnowszy projekt aż tak bardzo nie dziwi. Do 2020 r ma powstać w Zagłębiu Ruhry, głównie wzdłuż nieużywanych torów kolejowych, rowerowa autostrada. Będzie prowadzić z Duisburg przez Mülheim, Essen, Gelsenkirchen, Bochum, Dortmund, Unna, Kamen i Bergkamen do Hamm. Droga, jak wszystko w Niemczech, otrzymała symbol: RS1 (od Radschnellweg). Ekolodzy już się cieszą i nazywają tę inwestycję kamieniem milowym w promocji jazdy na rowerze. W planach są podobne trasy, na przykład w okolicach Darmstadt, w Monachium czy Norymbergi. W kolejce czeka też Berlin.

100 km rowerowego szczęścia

Z dala od korków autostrady i ciasnoty pociągów. Żadnych skrzyżowań z czerwonymi światłami. O szerokości sześciu metrów, razem z bocznymi liniami, jak na prawdziwej autostradzie. Doskonale oświetlona, a zimą oczyszczana ze śniegu, jak inne drogi.

Chcąc przekonać inwestorów do wyłożenia funduszy, bo przedsięwzięcie jest kosztowne, ekolodzy przytaczają dane. Przekonują, że warto wyłożyć na to kasę, bo za sprawą rowerowej autostrady z dróg zniknie ponad 52 tyś samochodów. A wraz z nimi emitowane do atmosfery zanieczyszczenia. Wyliczono też, że korzyści dla zdrowia (zarówno mieszkańców jak i systemu opieki) będą pięć razy większe niż koszt tej inwestycji. Ten zaś wynosi 183,7 mln euro.

Docelowo z RS1 ma korzystać ponad 2 mln użytkowników. I co ważne, rowerowa autostrada będzie nie tylko łączyć konkretne miasta. Będzie je również przecinać, umożliwiając dojazd do wielu miejsc, na przykład do pracy, do szkoły, czy na uniwersytet.

Nie tylko nazewnictwo

Pierwsza trasa rowerowa, mogąca nosić miano autostrady, powstała w 1900 roku w USA. W zamyśle pomysłodawców miała liczyć 10 km i łączyć Los Angeles z Pasadeną. Pomysł spalił na panewce. Pozostał po nim jednak dwukilometrowy odcinek, zbudowany na estakadzie. Ten kierunek obierali kolejni budowniczowie.

Dlaczego autostrada a nie zwykła ścieżka rowerowa? Sprawa tkwi nie tylko w nazewnictwie. Czy samochodowa czy rowerowa, autostrada musi być w miarę prosta, szeroka, bezkolizyjna. Musi być zaopatrzona w dogodne zjazdy, czy to do centrum miasta czy do wybranych atrakcji turystycznych. Musi też być obudowana odpowiednią infrastrukturą. W przypadku rowerowej mogą to być stacje, gdzie można się zatrzymać i dopompować ubytki powietrza w oponie.

U sąsiadów

Dokładnie tak wygląda to w Danii. Nie bez kozery Kopenhagę nazywa się najbardziej przyjazną rowerom stolicą. Jej mieszkańcy mają do dyspozycji aż dwie autostrady rowerowe. Liczącą prawie 18 km drogę z Albertslund do centrum miasta, która ciągnie się jak wstęga w pięknym, ceglastoczerwonymi kolorze. Druga to 20 kilometrowy odcinek łączący stolicę z miasteczkiem Farum. Kolejne, podobnej jakości drogi, są w budowie.

Duńczycy bardzo sobie cenią ten rodzaj komunikacji. Podkreślają, że jest bezpieczny, głównie dlatego, że nie dochodzi do przecinania się ruchu jednośladów z dwuśladami. Plusem na pewno jest jazda ciągła, bez zatrzymywania się na czerwonym świetle, jak to się dzieje na drogach rowerowych, wplecionych w ruch uliczny. - Idealny sposób na dojazd do pracy, bez ustawicznego tkwienia w korkach, a dodatkowo oszczędza się pieniądze a zyskuje dobrą kondycję. Czyli każdy wygrywa – taką opinię podziela wielu mieszkańców Kopenhagi i okolicznych miasteczek.

Jeszcze o pieniądzach

Znany jest przybliżony budżet niemieckiej inwestycji. Do użytku oddany jest już pierwszy fragment, wciąż jednak trwają spory, kto ma za to zapłacić. Zwykłe drogi, te samochodowe, budowane są z pieniędzy państwowych. Na rowerowe ścieżki kasę wykładają samorządy lokalne. Tymczasem autostrada rowerowa ma przebiegać między miastami, a więc przez obszar kilku a nawet kilkunastu samorządów.

Przy „roweroautostradzie” zastosowano jeszcze inny model. 50% ma dofinansować Unia Europejska, 30% ma wyjść z landowego budżetu Nadrenii Północnej Westfalii. Wciąż otwarte jest pytanie, czy resztę pieniędzy wyasygnuje rząd w Berlinie. Wiele skazuje, że tak. Taniej jest bowiem zbudować odciążającą miasto autostradę rowerową niż zwykłą autostradę. Jeden kilometr autobahny to koszt 10 mln euro, zaś kilometr autostrady rowerowej to „zaledwie” 1,8 mln euro.

Biorąc pod uwagę zamiłowanie Niemców do ekologicznego stylu życia i rowerów, można śmiało założyć, że w 2020 roku pierwsza niemiecka rowerowa autostrada będzie gotowa. A inne regiony i samorządy dołożą wszelkich starań, by nie pozostać w tyle.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Sascha Kohlmann, URL: www.flickr.com/photos/skohlmann/10017735223

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie