Pełzająca wojna, tylko tak naprawdę z kim?

· 857 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Pełzająca wojna, tylko tak naprawdę z kim?

Kto bierze udział w interwencji w Syrii ten igra z ogniem – taką postawę prezentowały niemieckie władze jeszcze we wrześniu tego roku. Bierność Europy doprowadziła do rozlania się konfliktu na jej terytorium.

Czy 13 listopada 2014r, dzień naznaczony krwią Paryżan, zmieni sposób patrzenia na terroryzm, i oddzielenia go od problemu uchodźców. Wszystko wskazuje, że tak! Niemcy rozważają wysłanie przeciwko islamistom myśliwców tornado, a RAF już zaatakował cele w Syrii.

To nie kolejny zamach, to pełzająca wojna – zabrzmiało po zamachach w Paryżu? Wojna? Ale z kim? Kto tak naprawdę zna przeciwnika? Może warto go poznać. Na pewno nie jest nim wyrzucony z domu, pozbawiony środków do życia i poczucia bezpieczeństwa uchodźca z Syrii czy Iraku. Jest nim na pewno grupa islamskich ekstremistów, który przez 10 lat, za pomocą bezwzględnego terroru, zawłaszczyli znaczą cześć terytoriów dwóch krajów, Syrii i Iraku. Podczas gdy Europa beztrosko stała z boku i przyglądała się, dzihadyści zagarniali najżyźniejsze ziemie, bogate złoża ropy naftowej i fosforanów. Tak wyrósł, twór, który mieni się państwem, kalifatem. „Państwem”, zbudowanym na terrorze i czerpiącym z niego potężne zyski.

3,5 miliarda dolarów rocznie

Z kim będzie musiał zmierzyć się demokratyczny świat? Od lat próbują to „rozgryźć” najtajniejsze komórki wywiadów kilkunastu państw. Sporo już wiedzą. Na przykład, skąd biorą się potężne zasoby finansowe samozwańczego kalifatu. Potężne to dobre słowo. Z wyliczeń Thomson Reuters Accelus wynika, że w roku 2014 łączne przychody tzw. państwa islamskiego wyniosły 3,5 miliarda dolarów.

Ropa naftowa (39% łącznych przychodów), w kwocie 1,4 mld dolarów rocznie. Na zdjęciach satelitarnych widać, jak jest rozprowadzana samochodami. Niewiarygodnie długie kolejki samochodów cystern – ciągnące się kilometrami tzw. pociągi na kołach wożą ropę z zajętych przez islamistów szybów naftowych.

Gaz ziemny (14% dochodów) 489 mln dolarów. Islamiści kontrolują najbogatsze złoża Syrii i Iraku.

Wyłudzenia i haracze (9% dochodów) ponad 300 mln dolarów (kwota tak naprawdę trudna do oszacowania). Wlicza się w to różnego rodzaju podatki, na przykład wjazd na tereny kontrolowane przez islamistów kosztuje 800 dolarów.

Zakłady przemysłowe, kopalnie fosforanów (9% dochodów) 300 mln dolarów. Dzihadyści zagarnęli syryjskie i irackie kopalnie i sprzedają wydobywane tam fosforany o połowę taniej (50 dolarów za tonę, podczas gdy cena rynkowa wynosi 110 dolarów za tonę).

Fabryki cementu (8% dochodów) 291 mln dolarów. W rękach samozwańczego kalifatu znalazło się 5 największych cementowni Syrii i Iraku.

Uprawy zbóż, 6% dochodów, 200 mln dolarów. Przejmują zyski z plonów z najżyźniejszych pół uprawnych Syrii i Iraku.

Kidnaping (4% dochodów) 140 mln dolarów. Zarabiają nawet na własnym okrucieństwie, za 10-20 tyś dolarów odsprzedając zwłoki rodzinom zabitych Kurdów. (Wg Departamentu Stanu USA dochód z okupu w 2014 r to 66 mln dolarów)

Sponsoring i darowizny (2% dochodów) ponad 50 mln dolarów. Wpłaty pochodzą głównie od obywateli bogatych krajów Zatoki Perskiej: Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej.

Ponadto samozwańczy kalifat czerpie zyski z różnego rodzaju wysokich podatków (np. każdy obywatel musi wpłacać 5% swoich dochodów na tzw. dobrobyt społeczny i cele publiczne, trzeba płacić za przejazd drogami, są też specjalne podatki dla nie-muzułmanów, teoretycznie za gwarancję bezpieczeństwa). Dżihadyści handlują dziełami sztuki, zrabowanymi ze świątyń i muzeów w Syrii i Iraku. Działają regularne targi niewolników i niewolnic. Kasę isis zasilają też zyski ze sprzedaży na czarnym runku ludzkich organów (serce, wątroba, oczy, nerki).

Ideał sięga bruku

Pogłoski o nieprzebranym bogactwie islamskich „bojowników” jak widać nie są przesadzone. Rekrutujący na ich potrzeby w Europie świetnie grają tym bogactwem. Indoktrynacja to jedna ze ścieżek rekrutacji przyszłych „bojowników”, epatowanie bogactwem to kolejna. Obietnicą jest nie tylko życie w raju przy boku hurys i proroka. Już na ziemi zaznają szczęścia. Każdy, kto zasili państwo islamskie, może liczyć na cztery żony i najnowszej klasy mercedesa. Tak wynika z opowieści Ebrahima B. z Wolsburga, który w maju 2014 r. dał się przekonać i dołączył do islamskich bojowników. Rzeczywistość okazała się inna. Na początek pozbawiono go paszportu i kontaktu ze światem. Potem wylądował w zakrwawionej celi, do której wrzucono pozbawione głowy ciało. Wszystko po to, by przekonać się, że nie jest szpiegiem. Nie było luksusowych samochodów, hurys i ogólnej szczęśliwości.

Ebrahim B wytrzymał w Syrii trzy miesiące zanim udało mu się uciec, co wcale nie było łatwe. Próby ucieczki z „raju”, zwanego państwem islamskim, karane są śmiercią. Pomimo tego coraz częstsze są przypadki dezercji. Bo przekonanie, że jadą walczyć o wolność islamu nagle zderza się z brutalną, okrutną rzeczywistością. Ebrahim B stwierdził, iż woli niemieckie więzienie niż wątpliwą „wolność” w Syrii. Jednak spora grupa młodych Niemców daje się złapać na obietnice. Obecnie tę liczbę szacuje się na około 740 osób. Ponad 100 z nich straciło życie.

Specjalistów, zajmujących się badaniem tematu dziwi fakt, że również Niemki, bywają podatne na islamska propagandę. Ich liczbę szacuje się na 100 – 150. Młode kobiety widzą w bojownikach bohaterów. Z brodą i karabinem w ręce. Silnych, niezależnych… Na zdjęciu nie widać rzeczywistości, do której potem trafiają. Zanim staną się bojowniczkami, o ile się staną nimi, muszą przejść przez piekło niewolnictwa, w tym seksualnego.

W realu i w sieci

Bardzo ważną rolę, zarówno w rekrutacji jak i w działaniach terrorystycznych, stanowi Internet. Posiadając ogromne zasoby finansowe, islamistów stać na zakup najnowszych technologii i szkolenie specjalistów najwyższej klasy. Dlatego też, oprócz tradycyjnych metod walki z nimi, polem bitwy stała się sieć. Wywiady poszczególnych krajów nie chwalą się swoimi osiągnięciami. Chwili się nimi natomiast ukryty za białą sardoniczną maską Anonymous. - Państwo islamskie to wirus, a my jesteśmy lekiem – i pod tym hasłem prowadzą „internetową obławę” na wszystko, co wiąże się w „wirusem”. Doprowadzili do usunięcia ponad tysiąca kont na Facebooku, Twitterze i innych portalach. Ostatnio przejęli jedną z głównych stron islamistów – terrorystów, i wszystkie dostępne tam treści zamienili na reklamę Viagry i antydepresanta Prozacu. Oskarżyli też potężną amerykańską firmę z Doliny Krzemowej (CloudFlare), o wspieranie terrorystów z ISIS.

Political fiction? Niekoniecznie…

W opinii Oliviera Roy’a (francuskiego politologa i arabisty), dżihad jest częścią młodzieżowego buntu. Odpowiedzią na konsumpcyjny, bezideowy system, w którym przyszło żyć drugiemu pokoleniu islamskich imigrantów. Zamiast kroić baraninę w kebabie za rogiem, wolą pójść na „świętą wojnę” i zostać bohaterem. Czy rzeczywiście Europa zatopiła się w bezideowym konsumpcjonizmie?

Dzień po zamachu na redakcję Charlie Hebdo, na rynek wydawniczy trafiła książka „Uległość” Michela Houellebecqa. Rzecz dzieje się w 2022 roku, we Francji, kiedy to wybory wygrywa nieoczekiwanie (na razie fikcyjne) Bractwo Muzułmańskie. Na kraj, i głównego bohatera z dnia na dzień spada inna rzeczywistość. W kraju dość szybko i sukcesywnie wprowadzane jest prawo szariatu. Więcej spoilerów nie będzie. Książka, okrzyknięta przez niektórych antyislamską, jest tak naprawdę błyskotliwą satyrą na intelektualny nihilizm. Kogo? Bezideowców, skupionych na przyjemnościach. To dzięki nim możliwy jest powolny demontaż ich świata. Gdzie? W każdym miejscu Europy, obu Ameryk…

Książka Michela Houellebecqa zaliczana jest do kategorii „political fiction”. Podobnie jak serial Homeland. Opowieść o amerykańskim „marines”, który trafia do niewoli. Po siedmiu latach uwolniony, wraca do kraju w glorii bohatera. Zostaje kongresmenem. Tymczasem z odcinka na odcinek widz dowiaduje się, że „bohater” konwertował się na islam i jest gotowy założyć i odpalić pas szahida, by dokonać zamachu na wiceprezydenta.

W czerwcu ubiegłego roku tzw. państwo islamskie postanowiło zaistnieć formalnie. Cała reszta świata, bez względu na wyznanie czy system polityczny powinna być zgodna. Nie ma dla niego miejsca na mapie świata.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Allied Joint Force Command Brunssum, URL: www.flickr.com/photos/jfcbrunssum/21898554254/

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie