Polak – Niemiec – dwa bratanki? Wielu jest „na tak”

· 1.2k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Polak – Niemiec – dwa bratanki? Wielu jest „na tak”

Niemieckie MSW odmówiło Polakom uznania za mniejszość narodową. Jak do tej pory, ten przywilej mają w Niemczech jedynie cztery nacje. Ze statusem mniejszości czy bez, Polacy w Niemczech integrują się niemal podręcznikowo, przesuwając się z pozycji „sezonowego zbieracza truskawek” do pozycji cenionego i wartościowego sąsiada.

Pogmatwane drogi Polaków za Odrę

W Niemczech Polaków jest sporo. W przybliżonej ocenie statystyków, za Odrą mieszka ok 2 mln osób, przyznających się do polskich korzeni. W różny sposób tam dotarli. „Stara” najstarsza Polonia, zrzeszona była w utworzonym w 1923 roku Związku Polaków w Niemczech. Warto wspomnieć, że i wcześniej Polacy, zarobkujący w Niemczech utworzyli Zjednoczenie Zawodowe Polskie (Bohum, 1902 r.) czy założone w Berlinie, w 1867 r. Towarzystwo Polskich Przemysłowców. Warto jednakże pamiętać, że ówczesna granica między Polską a Niemcami przebiegała zupełnie inaczej niż współcześnie.

Już po II wojnie światowej droga na Zachód miała inny charakter. Były to łączenia rodzin, a później słynne wycieczki – ucieczki. Do dziś słyszy się barwne opowieści o wycieczkach do Monachium czy Hamburga, z których czasami wracał tylko kierowca pustym autobusem i pilot. Zdarzały się też spektakularne ucieczki samolotowe. Nie bez kozery można powiedzieć, że w latach 80-tych „porywanie” samolotów LOT-u i zmuszanie ich do lądowania na Tempelhof było ulubionym zajęciem niezadowolonych z ustroju rodaków.

Na przykład 30 kwietnia 1982 r. w samolocie, lecącym z Wrocławia do Warszawy znalazło się pond 30 osób, zdecydowanych na podróż „w jedną stronę”. Po dwudziestu minutach od startu obezwładnili 2 mundurowych oraz 2 komandosów po cywilnemu (tradycyjna „obstawa” polskich samolotów w tamtych czasach), i terroryzując pilota, zażądali lądowania w Berlinie Zachodnim. Nic więc dziwnego, że ówcześnie (pod koniec lat 80-tych) Polska (zwana wtedy PRL) przodowała w rankingach piractwa powietrznego.

Warto wspomnieć, że sąsiednie lotnisko w NRD-owskim Schoenfeldzie trzymało na podorędziu tablice z napisem TEMPELHOF, mającą wprowadzać w błąd ewentualnych porywaczy.

Po 1989 r rozpoczęły się wyjazdy „za chlebem”, nie do końca legalne. Przedsiębiorczy Polacy zawsze jednak znajdowali jakiś sposób, by zza Odry przywieźć garść marek.

Osobną kategorią niemieckiej Polonii jest kategoria zwana „późni przesiedleńcy”. Oni niekoniecznie wyprowadzili się za Odrę, korzystają jednak z przywileju „bycia Niemcem” i na przykład nie muszą stać w kolejce przed amerykańską ambasadą poz wizę do USA. Mogą tam swobodnie wjeżdżać „na niemieckim paszporcie”.

Polacy chcą mówić jednym głosem, ale jest to niezwykle trudne

Gdy to dodać, okazuje się, że Polacy Niemczech to rzeczywiście potężna siła. Z tym, że siła rozproszona. W Niemczech działa około 120 organizacji polonijnych. Która z nich jest władna reprezentować interesy większości – a w tym przypadku ewentualnej mniejszości polskiej ?

W łonie samej Polonii nie odbywa się bez konfliktów – na przykład Kongres Polonii Niemieckiej nie dogaduje się ze Związkiem Polaków w Niemczech. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze i majątek. 1 września 2014 r. (a 1 września nie został wybrany przypadkowo), Związek Polaków w Niemczech złożył do sądu w Berlinie pozew o odszkodowanie w wysokości 1 mld euro za doznane straty w wyniku zagrabienia majątku polskiej mniejszości przez Niemcy w 1940 roku. Na razie nie wiadomo, jakie będą losy tego pozwu. Gdyby jednak odszkodowanie się należało, to czy ma je automatycznie otrzymać Związek Polaków czy też inne organizacje polonijne, wyrosłe z tejże tradycji? A może każdej organizacji polonijnej powinno przypaść trochę grosza?

W kierunku statusu mniejszości narodowej

W roku 2010 do władz niemieckich nie dotarła oficjalna informacja, iż Polacy w Niemczech chcą statutu mniejszości. Potwierdziła to ówczesna rządowa koordynatorka do spraw stosunków polsko-niemieckich Cornelia Pipper (wówczas pełniła funkcję wiceszefowej MSZ, aktualnie jest konsulem w Gdańsku).

W połowie 2014 roku pełnomocnik Związku Polaków w Niemczech mecenas Stefan Hambura skierował do pełnomocnika rządu ds. przesiedleńców i mniejszości narodowych, sekretarza stanu w MSW Hartmuta Koschyka wniosek o wpisanie Polaków do rejestru mniejszości narodowych. Odpowiedz przyszła w miarę szybko. Odmowna.

W opinii władz niemieckich obywatele pochodzenia polskiego mieszkający na stałe w Niemczech, nie spełniają warunków koniecznych do uznania ich za mniejszość narodową, nie są bowiem ludnością rodzimą, tradycyjnie występującą w Niemczech. Ministerstwo zwróciło uwagę, że w 1991 r., kiedy Polska i Niemcy podpisywały traktat o dobrym sąsiedztwie, zrezygnowano z określenia „mniejszość” w stosunku do żyjących w Niemczech Polaków. Związek Polaków w swoim dokumencie przypomina jednak, że w Niemczech do dziś żyją przedstawiciele powojennej Polonii, którzy – zdaniem autorów wniosku – spełniają kryteria mniejszości narodowej.

Związek domaga się wciąż jednak od rządu w Berlinie przyznania statusu mniejszości. Jeżeli nie, zapowiada skierowanie sprawy do sądu, a jak i to nie pomoże, do Strasburga. Obecnie status mniejszości w Niemczech mają jedynie Duńczycy, Fryzyjczycy, Romowie i Serbołużyczanie.

Decyzja niemieckiego MSW wydaje się klarowna. W myśl prawa międzynarodowego za mniejszości uznaje się te grupy narodowe, których przodkowie osiedlili się na danym terenie przed wiekami. Natomiast Polacy w Niemczech to głównie emigracja powojenna oraz tzw „późni przesiedleńcy”, którzy przybywali na te tereny od lat 70-tych XX wieku, legitymując się pochodzeniem.

Polacy w Niemczech mają się coraz lepiej

Ze statusem mniejszości czy bez, Polacy w Niemczech budują swoją stabilną pozycję. Powoli (czasami zbyt powoli) odpina się im łatkę oszustów i złodziei (słynny dowcip; reklama biura podróży - Jedź do Polski, twoje auto już tam jest).

Podobnie łamany jest stereotyp, że Polacy nadają się tylko do zbierania truskawek, szparagów czy jabłek. Członkostwo Polski w Unii Europejskiej i wejście do strefy Schengen zmieniło nastawienie obu stron. Niemcy spojrzeli na sąsiadów zza Odry jak na niemal równorzędnych partnerów a Polacy poczuli, że nie muszą się wstydzić kraju pochodzenia. Zjawiskom tym sprzyjał fakt, że Niemcy, mając coraz wyraźniejsze problemy z integracją osób pochodzenia tureckiego czy arabskiego, docenili postawę Polaków. (…) przybysze z Polski nie noszą chustek na głowach i nie można ich rozpoznać po kolorze skóry. Nie budują własnych świątyń. Nie demonstrują i nie organizują się, w każdym razie nie w jakieś widocznej formie. (...) Chyba żadna inna grupa cudzoziemców nie zintegrowała się tak bezszmerowo jak Polacy- można było przeczytać w niemieckich opiniotwórczych mediach.

Podobnie jest dzisiaj. Rodziny w Polsce wspiera się już nie w markach a w euro, większą wagę przywiązuje się do utrzymania różnic kulturowych, w tym języka, co przejawia się w powstawaniu kolejnych polskojęzycznych przedszkoli czy szkół. Polonia Niemiecka bawi się w swoim własnym, trochę siermiężnym stylu i ma się dobrze, bez względu na to, czy doczeka się statusu mniejszości czy nie.

Zdjęcie: flickr.com, autor: Flazingo photos, www.flickr.com/photos/124247024@N07/13903385550/in

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie