Polskie marki w Niemczech

· 3.8k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Polskie marki w Niemczech

Polskie firmy wkraczają na coraz trudniejsze rynki. Także na rynek niemiecki. Walczą o rozpoznawalność, próbują dostosować swoją ofertę do oczekiwań i zapotrzebowania odbiorców.

Każdy rynek rządzi się swoimi prawami, bardzo wiele zależy od upodobań i różnic kulturowych. Zdobyć pozycję na zagranicznym rynku nie jest łatwo, po latach ekspansji na wschodzie przyszedł jednak czas na podbój krajów Europy Zachodniej. Niemcy coraz częściej, chętniej i szybciej przyzwyczajają się do polskich produktów.
Rynek niemiecki nie jest jednak łatwy. Przykładem może być porażka marki Orlen.
Sieć stacji benzynowych marki Orlen w Niemczech wkrótce stanie się przeszłością, nie oznacza to jednak wycofania się polskiego koncernu z niemieckiego rynku.
Pod koniec 2002 r. Orlen przejął w Niemczech 494 stacje działające pod trzema brandami: BP, Aral i Star. W drugiej połowie 2003 r. koncern dokonał rebrandingu stacji i podzielił je na dwie sieci: premium (Orlen) i tanią markę (Star). Tych pierwszych było wówczas 126, drugich — 320. Koszt zmiany wizerunku wyniósł 21,2 mln EUR (80 mln zł). Do końca minionego roku wszystkie stacje marki Orlen mają nosić nazwę Star. Koszt rebrandingu stacji zwróci się jednak przez rok, gdyż według badań wzrost sprzedaży na stacjach Star wzrasta o około 25 procent – jak by nie było Star brzmi znajomo niemiecko. Orlen zamierza wciąż walczyć o rynek niemiecki i zwiększyć udział z 3,5 do ponad 5 procenta udziału w rynku.
Z kolei w marcu 2006 r. w Berlinie otwarto sklep Smyk i był to strzał w dziesiątkę – furorę wśród Niemców robi zwłaszcza tzw. Fabryka Misiów, gdzie dziecko samo może stworzyć swoją wymarzoną maskotkę. Ten format w Niemczech był nieznany.
Szturm na Zachód zapowiada też zakon benedyktynów, którzy najpierw zaczęli otwierać sklepy z produktami powstającymi według tradycyjnych zakonnych receptur w Polsce. Szybko ich przybywa – docelowo sieć ma liczyć 100 placówek, jednak mnisi już planują ekspansję zagraniczną. Zainteresowanie jest bardzo duże, rozważane lokalizacje to Bruksela, Paryż, Monachium i Wiedeń. Od kilku lat w Berlinie działa salon należący do Apartu, największej firmy jubilerskiej w naszym kraju.
Już nie tylko polskie firmy odzieżowe szyją na zamówienie sławnych projektantów, coraz częściej występują pod swoim brandem i wypełniają nisze na zagranicznych rynkach.
Przerób uszlachetniający to nie jest polski wynalazek, ale akurat polskie firmy wyspecjalizowały się w tej usłudze. Gdyby dobrze przyjrzeć się ciuchom światowych marek, w wewnętrznej metce bluzeczki można odszukać informację „made in Poland” oraz enigmatyczny numer zakładu.
Polski producent odzieży Tatuum rozważa otwarcie salonów przy głównych ulicach dziesięciu niemieckich miast, równie ambitne plany ma sieć sklepów z obuwiem Gino Rossi. Słupska firma ma w Berlinie między innymi sklep przy najbardziej prestiżowym deptaku handlowym Kurfürstendamm i z powodzeniem konkuruje z najsławniejszymi projektantami.
Niemieccy klienci są jednak bardzo przywiązani do niemieckich produktów. Bardzo dobrze uświadamia to przykład wrocławskiej firmy Selena. Kiedy spółka weszła do niemieckich sklepów, mało kto chciał kupować jej kleje i silikony. Rozwiązanie problemu okazało się nadspodziewanie proste. Selena kupiła od syndyka za milion euro mały zakład w Hagen o nazwie Dr. Schenk a produkty zaczęła sygnować tą marką – podziałało!
Reprezentacja polskich marek za zachodnią granicą rośnie. Część polskich firm decyduje się na podbijanie nowych rynków, licząc na sentyment i tęsknotę za tradycyjnymi polskimi produktami, dlatego w brytyjskich księgarniach Waterstone’s ruszą specjalne działy firmowane przez Epik, a w Niemczech istnieje niezliczona liczba sklepów z polskimi produktami - w szczególności spożywczymi, alkoholem i słodyczami.
Ile rodzimych spółek działa w Niemczech, nie wie nikt. Oficjalnie w rejestrze działalności gospodarczej wpisanych jest już blisko 9,5 tys. firm. Nasza ambasada ocenia jednak, że może ich być nawet ponad 20 tys. Po prostu część działa nielegalnie albo na granicy prawa. Polacy najchętniej zakładają firmy w Berlinie.
Co pcha nasze firmy za granicę? - Po pierwsze, wielkość niemieckiego rynku - 80 mln osób i ośmiokrotnie wyższa siła nabywcza klienta.
Za Odrę wędrują przede wszystkim firmy, którym na naszym rynku jest już za ciasno. Ale przebić się tam jest niezwykle ciężko. Polskie spółki muszą zawzięcie walczyć, o rozpoznawalność co do jakości świadczonych usług przekonały już chyba nawet Niemców.

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie