Pomaga czy krzywdzi, jakie jest prawdziwe oblicze Jugendamtu?

· 5.4k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Pomaga czy krzywdzi, jakie jest prawdziwe oblicze Jugendamtu?

Pomaga zdesperowanym i nieporadnym rodzicom? Czy raczej, jak katowski miecz, spada na głowy niewinnych. Niemiecki urząd do spraw dzieci i młodzieży, osławiony Jugendamt. Jest o nim tyle prawd, ile ludzi, w których życie wkroczył.

Medalu strona pierwsza

Mainstreemowe media w Polsce wzięły na celownik Judendamt, niemiecki urząd do spraw dzieci i młodzieży. Królują dwa, przenikające się tematy. Pierwszy: niemieckie urzędy zabierają dzieci polskim rodzinom, by oddawać je niemieckim rodzinom, czyli dalszy ciąg wynarodowiania.

Drugi: robią to, żeby zarabiać. Ten temat jest nagłaśniany i podkręcany za sprawą wypowiedzi „nawróconego” urzędnika Jugendamtu Uwe Kirchhoffa. Wywiad z nim pojawił się w polskich mediach. Z taką konkluzją: niemiecki urząd zabiera dzieci jednym a daje drugim, a kryją się za tym duże pieniądze. Rodziny, którym odebrano dzieci, muszą płacić na ich utrzymanie. Dodatkowo, rodziny zastępcze dostają przyzwoitą kasę od państwa i tak interes kręci się. Nikt nie ma na uwadze dobra dzieci, tylko biznes i zarabianie pieniędzy.

Medalu strona druga

Polska, a Niemcy, historyczne zaszłości, niepoliczone rachunki strat… oraz krzywdzone, zabierane rodzicom dzieci. Każdy z tych tematów już z osobna budzi wielkie emocje. Gdy się przenikną, tworzą mieszkankę wybuchową.

Krucjatę przeciwko Jugendamt w niemieckich, a za ich pośrednictwem również w polskich mediach, prowadzi były pracownik tej instytucji Klaus-Uwe Kirchhoff, zatrudniony w latach 1995 do 2007. Z jego wypowiedzi wynika, że gdy szedł pracować do Jugendamt, miał misję: pomagać dzieciom. Rzeczywistość okazała się inna. Jak twierdzi, dochodziło do sytuacji, że dzieci odbierano rodzicom z błahych powodów. Najłatwiejszym celem były rodziny obcokrajowców, słabo mówiących po niemiecku, lub rodziny mieszkalne. Wtedy element finansowy łączył się z elementem narodowościowym, a mianowicie miejsce miała przymusowa germanizacja odbieranych dzieci.

Medalu trzecia strona

Uważna analiza historii, związanych z Jugendamt pokazuje, że działania urzędu to pierwszy, najbardziej widoczny plan. Na drugim planie są uwikłani w te historie ludzie. Zawistni sąsiedzi, nadmierni czujnie, czasami próbujący w ten sposób wyładować frustracje lub zwykłą niechęć do sąsiadów.

To smutne, że wystarcza donos. Smutne, powie ktoś… A może potrzebne? Bo jeden donos niesłusznie skrzywdzi, a inny uratuje maltretowane dziecko. Czyli jest dobry i zły donos.

W innych sytuacjach po dwóch stronach barykady w walce o dziecko stają rodzice. Od miłości do nienawiści krótka droga. Dobrze było, gdy zaczynali wspólne życie. Potem coś się zepsuło. I doszło do sytuacji, że dzieci stały się narzędziem walki. Bezwzględnej, brutalnej, w której nie liczą się niczyje uczucia. Liczy się tylko wygrana.

Bez remisów. Bez kompromisu. Bez pardonu. Wygrana postrzegana w kategorii: ja mam wszystko czyli 100% opieki nad dzieckiem i alimenty, ty nie masz nic. Ja byłam dobra/dobry, ty jesteś ten zły/zła.

Wtedy wykorzystuje się wszystkie środki i narzędzia. Dla mieszkających w Niemczech takim narzędziem bywają urzędnicy Jugendamtu. Zwaśnieni rodzice koloryzują, kłamią, łapią się wszelkich sposobów, by wygrać. Komu uda się ustawić po swojej stronie prawo (czytaj: Jugendamt) jest na podwójnie wygranej pozycji.

Czwarta strona medalu

Widzowie i czytelnicy w Polsce mają jasny obraz: zły Niemiec krzywdzi dobrych Polaków, tak było i jest…

Inaczej widzą to czytelnicy i widzowie, którzy od lat mieszkają w Niemczech, mają niemieckich sąsiadów i kolegów w pracy. Patrzą na świat przez pryzmat niemieckiej rzeczywistości.

Na jednym ze społecznościowych portali użytkownik zamieścił artykuł o Uwe Kirchhoffie, byłym urzędniku Jugendamtu, który teraz działa w Stowarzyszenia Przeciw Dyskryminacji Dzieci z Monachium, i jako neofita, próbuje odzyskiwać zabrane wcześniej dzieci i oddawać je rodzinom.

Pod artykułem niemal natychmiast pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy. Bardzo niejednoznacznych. Wynika z nich, że Jugendamt ma nie tylko czarne oblicze.

Piąta strona medalu

- Jak długo mieszkacie w DE? Ile znacie polskich rodzin z małymi dziećmi? Ilu takim rodzinom państwo niemieckie pomogło, a ilu zabrali dzieci? Pytam o sytuacje, które znacie z życia, nie z gazet czy internetu? Osobiście nie znam nikogo. (Aneta z Hurth)

- Przez 10 lat pracowałam i z dziećmi i z niepełnosprawnymi w Niemczech. Nigdy nie spotkałam się z tym, że komuś ktoś dziecko bez powodu zabrał. Już częściej z tym, że rodzice sami oddawali. (Teresa z Ewelina z Leverkusen)

- Moja sąsiadka sama zadzwoniła do Jugendamt, gdy jej nastoletnia córusia zaczęła wariować. Dziewczynie zaczęło odbijać, zaczęła matkę prowokować. Matka zadzwoniła do Jugendamt, bo już nie wiedziała co robić. Posłali je do psychologa i wszystko się dobrze skończyło. (Edyta z Solingen)

- Mnie samej Jugendamt pomógł. Musiałam iść na operację, a potem na rehabilitację i do sanatorium. Mój syn miał wtedy 10 lat i nie miał z kim zostać. Po konsultacji z pracownicą Jugendamt zamieszkał u mojej przyjaciółki, a oni jej płacili za opiekę. Jak wróciłam z sanatorium, to mi zaproponowali, żeby syn raz w tygodniu mieszkał u przyjaciółki, a oni jej będą płacić, żebym ja mogła odpocząć i dojść do siebie. (Agnieszka z Berlina).

Ile stron może mieć medal?

Wypadki odbierania rodzinom (każdej narodowości) dzieci w Niemczech na pewno miały miejsce. Zresztą nie tylko w Niemczech. W Norwegii urząd do spraw nieletnich ma jeszcze większe prerogatywy.

Czy ten obrazek zawsze wygląda tak? Przychodzą nieczuli urzędnicy i w asyście policji, w brutalny i bezwzględny sposób odrywają dzieci od rodziców? Rodzice natomiast zawsze są dobrzy, dbają o dzieci, troszczą się o jego/ich potrzeby i nigdy nie podnoszą na nich głosu czy ręki.

Czarne walczy z białym. Złe z dobrym.

Ale czarne z białym dobrze sprawdza się jedynie na zebrze. W życiu niestety, nie zawsze.

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/jryde/8529513470, autor: Jay

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie