Pomagać, nie pomagać… Jeden oszust potrafi na zawsze zabić dobroczynność i ufność

· 921 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Pomagać, nie pomagać… Jeden oszust potrafi na zawsze zabić dobroczynność i ufność

Smutne zdjęcia dzieci o zniekształconych kończynach, zbolałe twarze dorosłych rozmiękczają serca i otwierają kieszenie. Chętnie pomagamy innym, czasami drobnymi sumami które -ziarnko do ziarnka – układają się w konkretną kwotę. Czasami zapala się czerwone światełko – uwaga oszust! Ich sztuczki, obliczone na przedarcie się przez naszą naiwność działają. I sieją zatrute ziarno nieufności.

W imię dobroczynności…

Jedni mają więcej, inni mniej… Często nawet ci, którzy kiedyś mieli więcej, popadli w tarapaty i teraz mają mniej. Często taką sytuacją jest choroba… Leczenie, dochodzenie do zdrowia kosztuje. A choroba to zwykle skarbonka bez dna, potrafi wyssać nawet sporą fortunę. Od tych, których na to stać. Nie wszystkich jednak stać. Dlatego słowo „dobroczynność” liczy wiele tysięcy lat.

Podobnie jest ze słowem „mecenat’. W posiadaniu jednych są niebotyczne wręcz fundusze i brak pomysłu, co z nimi zrobić. Inni wręcz przeciwnie. Głowę mają pełną śmiałych idei a kabzę pustą. Los często sprawia, że te dwa światy zderzają się i powstaje coś wiekopomnego.

Każdy może się podłączyć

Internet zrewolucjonizował wiele dziedzin, w tym dobroczynność. Często wystarczy zwrócić się z gorącym apelem do licznej rzeszy internautów. Większość z nich ma serca szeroko otwarte na krzywdę innych „internetowych współtowarzyszy”, szczególnie dzieci. Tym bardziej, że pomoc to może być kilkanaście/kilkadziesiąt - euro/złotych. Przy dużej skali wpłat pożądana kwota, nawet spraw, potrafi uzbierać się bardzo szybko.

Tym bardziej że w działalność charytatywną/pomocową włączają się znani i lubiani. Wiadomość niemal z ostatniej chwili. Marcin Gorat, widząc na jednym z portali społecznościowych apel o pomoc choremu dziecku najpierw zapytał, „czy mogę się podłączyć?”, by po chwili wraz w wpisem „kończmy tę zabawę” opublikować potwierdzenie wpłaty 125 tysięcy złotych. Taka postawa buduje i prowokuje innych do podobnych gestów.

Zaufanie ważna rzecz

Marcin Gorat wybrał portal, za pośrednictwem którego pomaga się. I dobrze, bo w ten sposób pieniądze trafią tam, gdzie powinny czyli do naprawę chorego malucha. Nie zawsze tak się dzieje. Okazuje się, że oszuści posuną się do każdej podłości, każdego kłamstwa i każdej nikczemności, by osiągnąć swoje cele.

Najprościej fałszywe prośby o pomoc zamieszczać właśnie na portalach społecznikowskich. Teoretycznie nikt tego nie sprawdzi. Przynajmniej nie od razu i w ten sposób szybko będzie można zagarnąć nieswoje. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi i w większości przypadków „wypłynie” na wierzch, czyli po prostu się wyda.

Oliwa sprawiedliwa?

W 2013 roku media obiegła wiadomość o „Majce”, która udając chorą na raka, wyłudzała od ludzi pieniądze. Swoją „akcję” przeprowadziła bardzo sprytnie. Ogoliła głowę i założyła blog, na którym opisywała przebieg rzekomej choroby. By wypaść jeszcze bardziej wiarygodnie, swoją „chorobę” wmówiła również rodzinie. To nie jedyny tego typu przypadek. Bo nie każdy ujrzy światło dzienne.

Ale gdy już ujrzy, to kończy się inkryminacją. Tak jak w przypadku młodzieńca z Torunia. Podobnego scenariusza używał kilkukrotnie, podszywając się pod różne osoby. Na przykład pod Marię, samotną matkę dwójki dzieci; Mam na imię Maria. Mieszkam w Skłudzewie. (…) Mój Mąż zginął tragicznie niecały rok temu. Od tego momentu naprawdę ciężko się nam utrzymać.

Ludzie wzruszali się losem „samotnej kobiety” i wpłacali kasę. Na szczęście policjanci, w których ręce trafił oszust, mieli dla niego mniej wyrozumiałości.

Darczyńcę można oszukać tylko raz…

…i to nie tylko takiego, który wpłaca na rzecz chorych. Również takiego, który angażuje się w niekonwencjonalne projekty na portalach crowdfundingowych (społecznościowe finansowanie). Tam też, od czasu do czasu zdarzało się, że pomysłodawcy zamiast wykorzystać zebrane od ludzi pieniądze na jego realizację, wydawali je na inne, własne prywatne potrzeby.

W tym przypadku często panuje zasada „wolność Tomku w swoim domku”, bo w większości krajów crowdfunding nie jest prawnie uregulowany. Na przykład w Polsce tego typu finansowanie może być kwalifikowane zarówno jako darowizna, przedsprzedaż a nawet sprzedaż udziałów.

Już nigdy więcej…

Te słowa padają z ust wielu osób, które wsparły, ich zdaniem szczytny cel, a potem okazało się, że pasły oszustów. – Jak daleko można się posunąć, by wyłudzić kasę – oburzała się Beata z Essen, która dofinansowała właśnie taki oszukańczy projekt. – Oduczyło mnie to dobroczynności na długi czas, chociaż wcześniej często wpłacałam różne sumki czy to na ciekawe projekty czy na potrzebujących. W podobnym tonie wypowiadają się inni, również naciągnięci. – Nieważne czy to było 10 czy 100 euro. Potem człowiek czuje się tak, jakby ktoś dał mu w pysk – wtóruje Piotr z Monachium.

Smutne zdjęcia dzieci o zniekształconych kończynach czy twarzach, zbolałe twarze dorosłych… za większością z nich kryją się ludzkie dramaty. Warto im pomagać. I nie dopuścić, by jedno zgniłe jabłko „zaraziło” szerokie grono ludzi o dobrych sercach.

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/carbonnyc/5747629074, autor: David Goehring

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie