Poróżniła nas…książka

· 930 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Poróżniła nas…książka

Poszerzają zasób słownictwa, rozwijają wyobraźnię, uczą życia… O czym mowa? O książkach! Kiedyś Alojzy Żółkiewski powiedział <i>Łatwiej niektórym książkę napisać, niż drugim ją przeczytać</i>, ile w tym prawdy?

Kto czyta więcej książek Polacy czy Niemcy? Gdzie czytelnictwo jest bardziej popularne? Sprawdzamy to już teraz!

W Polsce od kilku lat mówi się o spadku czytelnictwa nie tylko wśród dzieci i młodzieży, ale także wśród osób dorosłych. Nie ma co ukrywać, Polakom nie jest po drodze z książką, z którą we współczesnym świecie wygrywa komputer, internet, dyskoteka itd. Słowa słowami, ale co mówią liczby?

Niedawno ukazał się raport o stanie czytelnictwa Polaków, który co roku sporządzany jest przez pracowników Biblioteki Narodowej. Co z niego wynika? W 2014 roku 41,7% Polaków oświadczyło, że przez cały rok – 365 dni! - przeczytało tylko jedną książkę! 12,3% przeczytało od 3 do 6 książek, 1-2 – 16,4%. Zaledwie 11,3% Polaków przeczytało więcej niż 7 książek w ciągu roku.

Niemic czyta, bo lubi. Polak chce by wszystko było za darmo

O tym, że Polacy niechętnie czytają już wiemy, ale na tym nie koniec. 60% polskiego społeczeństwa uważa, że książki są za drogie i wychodzą z założenia, że po co mają wydawać pieniądz w księgarniach, skoro kilka dni po premierze, książkę będzie można pobrać za darmo (nielegalnie) z jednej ze stron internetowych.

Tymczasem za naszą zachodnią granicą jest zupełnie inaczej… Nikogo tu nie dziwi, że książka kosztuje albo, że za spotkanie z ulubionym pisarzem się płaci – zdradza Magdalena Parys, polska pisarka, która na stałe mieszka w Niemczech.

Za Odrą zauważalne jest przede wszystkim inne podejście do książki, która traktowana jest, jako artykuł wyjątkowy, specjalne dobro, a książka w Niemczech jest wszechobecna. Czy któryś z polskich polityków kiedykolwiek powołał się na jakąś książkę? Czy podczas wywiadów odnoszą się do przeczytanych publikacji? Czy pojawiają się na spotkaniach z pisarzami? Odpowiedź nasuwa się sama… Tymczasem niemieccy politycy, zapraszani do programów telewizyjnych czy udzielając wywiadów powołują się na konkretne książki, wspominają autorów (tak bardzo często robi prezydent – Joachim Gauck czy były kanclerz – Helmut Schmidt).

Moda na czytanie?

Czy w XXI wieku, w Polsce, może jeszcze zapanować moda na książkę? By tak się stało, wszystko co w swojej mocy robią: Ministerstwo Kultury, Biblioteka Narodowa, Instytut Książki i Narodowe Centrum Kultury, które w minionym roku na promocję czytelnictwa w Polsce przeznaczyły 119 mln zł.! Dodatkowo w ubiegłym roku Ministerstwo Kultury Narodowej ogłosiło Program Rozwoju Czytelnictwa 2014-2020.

Od czego najlepiej zacząć promocję, oczywiście od źródeł, czyli bibliotek, które w wielu przypadkach wcale bibliotek nie przypominają, ale do końca bieżącego roku to się zmieni. Biblioteki w Polsce (gminne, wojewódzkie, szkolne, akademickie, publiczne, specjalistyczne) poddawane są liftingowi, modernizacji, a na półkach nie znajdziemy już starych tytułów, ale te najnowsze, które świeżo wyszły z nakładu wydawniczego.

W czasie, gdy w bibliotekach następują ogromne zmiany, nie można marnować czasu. Trzeba trafić do społeczeństwa, ale jak to zrobić? Tutaj pomocną dłoń wyciąga młodsi bracia – internet, radio, no i oczywiście siostra – telewizja. Czytelnictwo trzeba dobrze zareklamować (podobnie jak produkt), ono musi się stać modne, dlatego dobrym pomysłem są festiwale literackie (które z roku na rok gromadzą coraz większą publiczność), akcje typu: „Cała Polska czyta dzieciom”, „Książka w podróży” (która była wspólną inicjatywą PKP Intersity, Publio.pl i księgarnie Matras), „Czytaj-Podrywaj” czy przewrotna kampania „Nie czytaj. I tak to kiedyś zekranizują”.

U nich moda na czytanie jest wyssana wraz z mlekiem matki

Wyjątkowe traktowanie książki, uregulowany rynek cenowy niemieckich księgarń, prężnie działające Stowarzyszenie Księgarzy Niemieckich, targi książki w Lipsku czy Frankfurcie, które z roku na rok biją kolejne rekordy frekwencji. Czy Niemcom potrzebna jest promocja czytelnictwa? W zasadzie nie, bo u naszych zachodnich sąsiadów sukcesywnie przybywa czytelników, rośnie sprzedaż książek, a rynek wydawniczy od lat jest branżą, w której toczy się walka o duże pieniądze.

Pomimo tego Niemcy „od czasu do czasu” tworzą akcje mające na celu reklamowanie czytelnictwa np. w Kolonii (mieście gdzie narodziła się prasa drukowana) na ulicach, w parkach i skwerkach zostały wystawione półki z książkami. W Berlinie podobne półki zamontowano w drzewach – to znakomita alternatywa dla tych, którym do bibliotek nie zawsze jest po drodze. Akcja „Weź książkę, zostaw książkę” w 2012 roku cieszyła się tak dużą popularnością, że organizatorzy zdecydowali się na jej powtórzenie w tym roku.

Inna mentalność (?)

U naszych zachodnich sąsiadów „miłość” do książki krzewiona jest już w szkole. W niemieckich placówkach oświatowych działa taki program jak „Antolin” w myśl, którego za każdą przeczytaną książkę uczeń otrzymuje punkty. Klasowa rywalizacja sprawia, że dzieciaki szturmują szkolne biblioteki i czytają, czytają i jeszcze raz czytają.

Ale w niemieckich szkołach nie edukuje się tylko dzieci, ale także rodziców. Podczas wywiadówek (szczególnie w szkołach podstawowych) nauczyciele opowiadają rodzicom o ważnej roli książki w rozwoju intelektualnym dziecka.

Ktoś powie – ok, ale co po szkole? Komputer, zabawy na podwórku, a co w pochmurne dni i długie zimowe wieczory? Spokojnie i na to Niemcy znaleźli sposób. Na niemieckie osiedla przyjeżdża specjalny autobus-biblioteka, w którym dzieci mogą wypożyczyć książki. Da się? Oczywiście, że się da!

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, www.flickr.com/photos/131079988@N04/16794580186

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie