Praca dla uchodźcy? W Niemczech też niełatwo

· 2.1k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Praca dla uchodźcy? W Niemczech też niełatwo

Miejsca pracy są, procedury są, sporo życzliwych ludzi też jest. Jednak system okazuje się bezlitosny. Wielu uchodźców musi się w nim błąkać latami, zanim znajdzie swoje miejsce w nowej ojczyźnie. Jeżeli w ogóle znajdzie.

Świat zachodni patrzy i reaguje różnie. Często stereotypowo. Szczególnie, gdy nie zna i poznać nie chce. Przygląda się nieufnie. Patrzy z zewnątrz, a z zewnątrz obraz bywa zakłamany. Bo co widzimy z zewnątrz? Przyjeżdżają do nas ze swojej biednej Afryki (tu można wpisać dowolny kraj, w którym trwa konflikt zbrojny), do naszej bogatej Europy. Niby w mediach piszą, że na chybotliwych łódkach, walcząc o życie. Ale kto by tam w to do końca wierzył? A jak już przyjadą, żądają wszystkiego: domów, pieniędzy, dobrych samochodów. O pracy nikt nie myśli. Chcą żyć na nasz koszt. Niektórzy jeszcze chcą nam narzucać swoją religię. No i terror…

Tyle miejskich opowieści.

Jak wygląda sytuacja od drugiej strony, strony uchodźców, niewiele osób zadaje sobie trud, by to sprawdzić. W Polsce ten odsetek jest znikomy, w Niemczech jest trochę lepiej….

Wycieczka z uchodźcą

Lorna Cannon, młoda Brytyjka mieszkająca w Berlinie, konsekwentnie wprowadza w życie swój pomysł. Mówi o sobie, że jest emigrantką ale tą szczęśliwą, bo ma odpowiedni kolor skóry, dobry paszport i wyznaje właściwą religię. Gdy przyjechała do Niemiec, nikt nie protestował. Nie każdy ma tyle szczęścia. Ona szukała lepszego życia. Dla innych wyjazd był jedyną alternatywą. Po drugiej stronie stała śmierć lub prześladowania. Tym innym – zdaniem Lorny - trzeba pomóc. Stąd projekt Refugee Voices, solidarity tour.

Wycieczki, podczas których przewodnikami są uchodźcy, odbywają się w każdą sobotę. Początek na Oranienplatz. (Każdy płaci, ile uważa za stosowne.) Nie są to jednak wycieczki po zabytkach, muzeach czy kawiarniach Berlina. Turyści odwiedzają miejsca, w których swoją burzliwą historię zapisali uchodźcy.

Na przykład właśnie Oranienplatz w dzielnicy Kreuzburg, gdzie od października 2012 do kwietnia 2014 istniało nieformalne miasteczko uchodźców. Mieszkało w nim prawie 600 osób, z Somalii, Sudanu, Libii. Miasteczko usunięto, ludzkie historie pozostały. Nietypowi przewodnicy pokazują też budynek Gerhart-Hauptmann-Schule. W grudniu 2012 r zajęła go grupa uchodźców. Mieszkali, częściowo nielegalnie, do czerwca 2014 r. W operacji ich usunięcia, bardzo burzliwej bo kilkoro uchodźców groziło skoczeniem z dachu, uczestniczyło ponad 600 policjantów. Kosztowała miasto 5 mln euro.

Historie ludzi

Historie miejsc przeplatają się z historiami ludzi, którzy po nich oprowadzają. Na przykład opowieść 26-letniego Mo z Somalii jest taka: z rodzinnego kraju wyjechał studiować zarządzanie na sudańskiej uczelni. Miał szczęście, bo znalazł pracę jako menadżer w petro-firmie w Kuwejcie. Szczęście skończyło się wraz z wygaśnięciem wizy pracowniczej. Nowej nie dostał więc deportowano go do Somalii. Tam do drzwi jego rodzinnego domu zapukali werbownicy Al Kaidy. Takim ludziom nie można po postu powiedzieć - nie. Rodzina zebrała wszystkie oszczędności. Zaczęła się tułaczka Mo. Najpierw Syria, potem pieszo przez góry do Turcji. Stamtąd do Aten, gdzie za dwa tysiące euro kupuje szwedzki paszport, przepustkę do samolotu do Niemiec. To było cztery lata temu. Procedura przyznawania mu azylu wciąż jest w toku.

Po pracę

Nie wszyscy szukają łatwego życia, większość szuka po prostu normalnego życia. Podzielonego na życie osobiste i pracę. Tak jak Ali z Sudanu. Jadąc, a właściwie uciekając do Europy, marzyła mu się praca w stoczni. Próbował to robić już we Włoszech (tam go zarejestrowano i pobrano odciski palców), a wcześniej w Libii. W Niemczech zamiast w stoczni musiał zacumować w obozie dla uchodźców na obrzeżach Hamburga. W miejscu, które od razu znienawidził. – Siedziało się tam cały dzień i nic nie było do roboty – tak je podsumowuje. Dlatego porzucił obóz na rzecz Berlina. Teraz oprowadza wycieczki w ramach projektu Refugee Voices, a cztery dni w tygodniu uczy się niemieckiego, w klasie prowadzonej przez wolontariuszy. – Trzeba być z ludźmi, uczyć się albo pracować. To broni przed wplątaniem się w narkotyki lub bandyterkę. To jedna z refleksji Alego. Inna jest taka, że system w który wtłaczani są uchodźcy, zabija ich psychicznie. On sam jest w Niemczech już trzy lata (ciągle bez statusu azylanta) i czasami nachodzą go myśli: po co żyję? nie ma dla mnie przyszłości!

Miejsca jest sporo

Niemiecki rynek pracy od lat wydaje się workiem bez dna. To, że Niemcy potrzebują pracowników, nie jest dla nikogo tajemnicą. Niski wskaźnik urodzin to główny winowajca starzenia się Niemiec. Prognozy są nieubłagane. Do 2050 ludność kraju może zmniejszyć się nawet o 5 mln. I zdaniem niemieckich demografów, jest to proces nie do zatrzymania. Do 2050 r liczba osób w wieku produkcyjnym (20-67 lat), skurczy się o około 8 mln. Pociągnie to za sobą skutki ekonomiczne, w tym niedobór wykwalifikowanych pracowników i wzrost wydatków na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne.

Problem zdiagnozowano 10 lat temu i podjęto zapobiegawcze kroki. Stworzono lepsze warunki pracującym matkom, zachęcono do powrotu na rynek pracy rześkich emerytów.

Postawiono też na emigrację. Uchodźcy są ważną częścią tego scenariusza. Problemem jest ich wykształcenie i kwalifikacje. Szczególnie nie wiadomo, jak wygląda sytuacja wśród ostatniej niedawnej fali uchodźców/imigrantów.

A do wypełnienia jest spora luka. Federalna Agencja Pracy szacuje, że w Niemczech jest obecnie około 612 000 wakatów.

Chcą pracować, nie od razu mogą

Życie nie zna sytuacji idealnych, ale właśnie taka byłaby dla uchodźców: przyjazd do nowego kraju, szybka rejestracja zakończona uzyskaniem azylu, nostryfikacja dyplomów czy innych dokumentów potwierdzających kwalifikacje, w międzyczasie nauka języka, a potem praca. Kilka miesięcy, najdłużej rok tymczasowego życia na socjalu.

W życiu jest mało miejsca na sytuacje idealne. Ubiegający się o azyl skazani są na czekanie miesiącami, a częściej latami, żeby uzyskać odpowiedz; czy będą mogli zostać w kraju, do którego przyjechali często z narażeniem życia. Jeżeli zostali zarejestrowani i pobrano im odciski palców w innym kraju UE, mogą zostać tam odesłani (w myśl konwencji dublińskiej. Bez szans na azyl w Niemczech i legalną pracę. Wielu długo mieszka w przejściowych obozach, z dala od potencjalnych miejsc pracy czy prowadzenia biznesu.

Według Federalnego Urzędu do Spraw Migracji i Uchodźców (BAMF) procedura przyznawania azylu trwa średnio około 5 miesięcy. Dla przybyszów z Somalii to średnio 12 miesięcy. Syryjczycy traktowani się preferencyjnie. Najgorzej traktowani są przybysze z Bałkanów – to opinia prawnika imigracyjnego z Berlina. Bo chociaż decyzję wstępną rzeczywiście można dostać już po pięciu miesiącach, aplikacje większości nie-syryjskich uchodźców są za pierwszy razem odrzucane. Dalszy proces apelacyjny może trwać nawet do trzech lat. Sprawy z 2012 roku wcale nie są rzadkością.

Niemcy się starają

Uregulowany status to jedno, praca – to drugie… Federalna Agencja Pracy w Berlinie od stycznia wdraża pilotażowy program Early Intervention (Wczesna pomoc). Dzięki niemu wprowadza na rynek pracy nowo przybyłych, bez względu na status ich aplikacji azylanckiej.

Pracownicy Agencji uważają, że trudno znaleźć pracę bez fachowej pomocy. Wsparciem jest wyszukiwanie kursów języka niemieckiego, programów szkoleń, staży, docelowych miejsc pracy. Jest to możliwe, bowiem niemiecki rząd zliberalizował zasady szukania pracy przez uchodźców. Obecnie mogą zacząć jej szukać już trzy miesiące od złożenia wniosku o azyl. Jest jednak małe, ale…

Pracodawca powinien najpierw poszukać na wolne miejsce mieszkańca Niemiec albo kraju UE. Jeśli po 6 tygodniach nie znajdzie się chętny na wakujące stanowisko, można na nim zatrudnić potencjalnego azylanta. Za takie samo wynagrodzenie, jakie otrzymałby obywatel Niemiec.

Są sektory, w których uchodźcom w miarę łatwo znaleźć pracę: dotyczy to inżynierów oraz osób, związanych z medycyną i pielęgniarstwem. Jeden warunek – kandydaci muszą znać język na odpowiednim poziomie oraz przedstawić niezbędne dokumenty (dyplomy, certyfikaty, etc.). W innych branżach jest gorzej, głównie z powodu nadwyżki wykwalifikowanych pracowników niemieckich i z krajów UE.

Oprócz pracy – nauka

Szansą na lepszą edukację jest Uniwersytet Kiron, szkoła założona w 2014 r. To alternatywa dla tych, którzy nie mogą studiować na zwykłej niemieckiej uczelni, chociażby ze względu na nieuregulowany status pobytowy. Bo Uniwersytet Kiron to uczelnia tylko dla uchodźców.

Kiron University oferuje dwuletnie, darmowe studia online na takich kierunkach jak: informatyka, inżynieria, architektura, studia międzykulturowe czy business. Wykłady, seminaria i kursy zapewniają najwyższej klasy uczelnie (Harvard, Stanford, MIT, czy Yale). Jednocześnie studenci „Kirona” mogą pracować z mentorami – wolontariuszami, studiującymi te same obszary tematyczne w Niemczech. Na trzecim i czwartym roku mogą kontynuować naukę w systemie dziennym na niemieckich uniwersytetach. Współpracę zadeklarowały, min: Open University of Westafrica, Uniwersytet Leuphana Lüneburg czy Uniwersytet w Rostocku.

Przyjechali po zmiany. Takie, o jakich myślał Gandhi mówiąc - Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie. Teraz „zmiana” to ich drugie imię. Oby była zmianą na lepsze.

Źródło: New Yorker http://www.newyorker.com/business/currency/how-refugees-find-jobs-in-germany?mbid=social_twitter

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Takver, URL: www.flickr.com/photos/takver/9377522988

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie