Przemoc ma wiele oblicz, ale na emigracji boli bardziej

· 11.6k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Przemoc ma wiele oblicz, ale na emigracji boli bardziej

Znieważane, bite, pozbawiane pieniędzy, odzierane z godności, gwałcone w zaciszu „domowego ogniska”. Upokarzane! Emigracyjne kobiety zniosą wiele, by zawalczyć o dobro dzieci, jedność rodziny. Rzadko podnoszą głowy, w beznadziejnej świadomości, że i tak nikt im nie może pomóc, dopóki same o tę pomoc nie poproszą i nie stawią czoła oprawcy..

Bicie nasze codzienne

Na emigrację każdy wyjeżdzający zabiera spory bagaż, nie tylko ten materialny, ale również wszystkie zachowania, przyzwyczajenia, nawyki, nałogi. Skoro Polska postrzegana jest jako kraj, w którym przemoc domowa ma się dobrze, nie dziwi nikogo, że podobne zachowania kopiowane są przez rodziny na emigracji. Patologia znajduje tam wręcz podatniejszy grunt. Oddalenie od rodziny… Frustracja, wyobcowanie.

Statystyki w tej materii są okrutne. Wynika z nich, że co roku w Polsce przemocy domowej doświadcza od 700 tysięcy do miliona kobiet. W kraju skala zjawiska jest ogromna i nikt nie ma złudzeń, ze nie duplikuje się na emigracji. Za granicę, do pracy czy z innych względów, nie wyjeżdża tylko kwiat narodu. Wyjeżdża statystyczny Polak, a statystyczny Polak, niestety, znęca się nad żoną. Chociaż w dzisiejszych czasach, patrząc na sprawę genderowo, coraz więcej jest też przemocy w drugą stronę, czyli Polak obrywa od partnerki. Na temat skali tego zjawiska statystyki może nie milczą, ale są niekompletne.

Na emigracji boli bardziej

Z przemocą na emigracji trudniej jest sobie radzić. Mówią o tym kobiety, które przełamały barierę milczenia i zdecydowały wyciągnąć rękę po pomoc. Mówią też przedstawiciele, a zwykle przedstawicielki instytucji, które pomagają radzić sobie z tym problemem.

Dlaczego trudniej? Bo daleko od rodzinnego środowiska, bo nie znają języka, bo są ekonomicznie, rodzinnie i psychicznie związane z ofiarą. Bo się wstydzą i nie wiedzą, jak zostaną potraktowane. Bo nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. Czy iść do księdza czy na policję?

Nie kijem ją, to pałką

Przemoc na wiele oblicz. To najbardziej czytelne, widoczne gołym okiem to przemoc fizyczna. Zostawia siniaki (na krótko) i ból w sercu (na dłużej).

Weronika nie była pewna, czy dobrze robi, ale Andrzej nie dał jej wielkiego wyboru. Nie będzie utrzymywał dwóch domówi i koniec. Tym bardziej, że na wynajęcie ich mieszkania w bloku, w niewielkiej miejscowości na Dolnym Śląsku znalazł się chętny. Andrzej dojeżdżał do pracy do Aachen, Weronika opiekował się dwójką dzieci. W pracy ustawicznie popadał w konflikty, i z szefem i z kolegami. Do domu przyjeżdżał sfrustrowany, wściekły na cały świat. Krzyczał, denerwował się z byle powodu. Wcześniej, jeszcze w Polsce uderzył Weronikę raz czy dwa razy. Przepraszał potem i obiecywał, że się nie powtórzy. Teraz, jak się napił i od krzyku przechodził do bicia, już nie przepraszał. Chłopcy płakali, ona kuliła się pod ścianami, a on bił i krzyczał; tylko mi tu nie podskakuj, do mamusi nie pójdziesz, żeby się wypłakać bo za daleko…

Wszystko było za daleko; rodzina, przyjaciele. Nie znała języka i nawet jej nie przyszło do głowy, że może się komuś, tu w Niemczech poskarżyć. Bo Andrzej straszył jeszcze, że jak będzie robić awantury to przyjdą i zabiorą dzieci, i wtedy to on ją chyba zabije. Nigdzie nie chciała iść, ale siniaki wypatrzyła pod szkołą mama kolegi. Najpierw podpytywała delikatnie, zaprosiła na herbatę. Pogadały od serca. Od tego czasu Marta była dobrym duchem Weroniki. Wspierała ją, gdy po kolejnym „bokserskim wyczynie” męża Weronika zdecydowała się zatelefonować na policję. Potem sprawy potoczyły się szybko. Andrzej dostał 15 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. I zakaz zbliżania się do domu, do żony i dzieci. Weronika złożyła oficjalne doniesienie i pomimo wahań, nie wycofała się z tego. Wzięła prawnika, założyła sprawę o rozwód, o alimenty i o odszkodowanie za krzywdy moralne. Marta wspiera ją cały czas.

Bez siniaków

Wcale mniej nie boli chociaż nie zostawia siniaków. Czasami jej ślady są głębsze, nie do wyplewienia przez wiele lat. To przemoc psychiczna. Jej instrumentami są: pogarda, poniżanie, deptanie poczucia własnej wartości, groźby, manipulacja, krzyk, wpędzanie w poczucie winy, izolacja od przyjaciół i znajomych, bezustanna krytyka… Paleta jest tak bogata, że trudna do opisania. Efekt: niska samoocena, powolne poddawanie się woli tyrana, bezustanne poczucie winy, stany lekowe i depresyjne, a w najgorszym przypadku próby samobójcze.

Podczas gdy bicie zostawia siniaki czy zadrapania, przemoc psychiczna jest głęboko ukryta w czterech kątach mieszkania. Tym samym trudna do udowodnienia. Dlatego trudniej jest się z niej wyrwać. Bez pomocy z zewnątrz jest to praktycznie niemożliwe.

Żryj za swoje

O przemocy ekonomicznej głośno mówi się dopiero od kilku lat, chociaż trwa od stuleci. Wiele kobiet nawet nie zdaje sobie sprawy, że pada jej ofiarą. Najprościej, z przemocą ekonomiczna mamy do czynienia wtedy, gdy jej sprawca kontroluje ofiarę za pomocą pieniędzy. Zarabia i uważa, że tylko on ma prawo zarobionymi pieniędzmi dysponować. A ponadto: zabrania pracować, zabiera pieniądze, okrada, zaciąga kredyty itp. Na emigracji jednak schemat; mąż pracuje i zarabia, kobieta w domu zajmuje się dziećmi; często się powiela i stwarza wiele możliwości do nadużyć. Skwapliwie wykorzystywanych przez wielu mężczyzn.

W sypialni z katem

W wreszcie przemoc seksualna, nazywana w niektórych kręgach koniecznością spełniania obowiązku małżeńskiego. Czyli wymuszanie pożycia seksualnego, jak również wymuszanie nie akceptowanych przez partnerkę/małżonkę (partnera/małżonka) zachowań seksualnych (seksu oralnego, analnego czy nagrywania ich). Przemoc seksualna, podobnie jak przemoc ekonomiczna czy psychiczna, jest trudna do udowodnienia.

- Same są sobie winne, bo nie szukają pomocy, bo wciąż żyją pod jednym dachem z katem – pojawiają się czasami głosy, zrzucające winę na ofiarę przemocy. Zapomina się o jednym, o wielkim wstydzie, najskuteczniejszej zaporze milczenia. Bo jak tu obcemu człowiekowi w mundurze opowiadać o najintymniejszych momentach życia, często przez łzy. Czasami to wyzwanie bywa zbyt trudne dla doświadczającej przemocy kobiety.

Po ratunek!

Ważne! Trzeba wiedzieć, że nawet gdy mieszka się 1000 km od rodzinnego domu, nie zna języka, nie ma własnego konta w banku, jest przestrzeń na pomoc.

W Niemczech nie trzeba bać się telefonowania na policję. Ponadto niemal w każdym większym mieście działa Frauenhaus. Taki dom to bezpieczne (przejściowe) schronienie dla kobiet i ich dzieci (każdej narodowości). Można tam telefonować o każdej porze dnia i nocy. Mężczyźni nie mają wstępu do takiego domu, a pobyt jest bezpłatny. Poszkodowana może liczyć na pomoc socjalną i prawną. Coraz częściej w tego typu placówkach można liczyć na wsparcie w języku polskim.

W skrócie…

W Berlinie, gdy się jest ofiarą przemocy domowej, trzeba zatelefonować pod nr 030 611 0300. Linia jest czynna od 9 do 24, również w weekendy i święta, można skorzystać z pomocy tłumaczek.

Inne przydatne adresy i telefony:

Frauenberatung BORA (tel. 927 47 07), porady w językach: niemieckim, angielskim, francuskim, perskim, polskim i rosyjskim.

Frauentreffpunkt (tel: 621 20 05, SMS: 0151-567 40 945), porady w językach: niemieckim, angielskim, polskim i hiszpańskim oraz w języku migowym.

Interkulturelle Beratungsstelle (tel: 80 19 59 80), porady w językach: niemieckim, armeńskim, angielskim, francuskim, serbo-chorwackim, perskim, polskim, rosyjskim, hiszpańskim i tureckim.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Jerry Ferguson www.flickr.com/photos/fergusonphotography/6898291987

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie