Różne odcienie imigracji. Czy Polacy w Niemczech potrzebują związkowego parasola?

· 5.5k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Różne odcienie imigracji. Czy Polacy w Niemczech potrzebują związkowego parasola?

Bronić praw pracowniczych, to zadanie związków zawodowych. Pracownicy z Ukrainy zrzeszają się w Polsce, w Norwegii Polacy też wzięli sprawy pracownicze w swoje ręce. A jak w Niemczech? – Jest kilka powodów że polskie związki zawodowe w Niemczech nie mają racji bytu - wyjaśnia dyrektor Polskiego Centrum Kompetencyjnego przy Polskiej Radzie Społecznej w Berlinie Kamila Schöll – Mazurek.

- Ukraińcy, pracujący w Polsce utworzyli ponadbranżowy związek zawodowy. Polacy w Norwegii też zrzeszyli się w związek, żeby bronić praw pracowniczych. A Polacy w Niemczech?

- W kwestii związków zawodowych, w pewnym momencie zaczął działać projekt Faire Mobilität. Jego istotą było stworzenie w kilku miastach poradnictwa dla migrantów, w różnych językach, w bułgarskim,  rumuńskim czy polskim, w zależności od branży. Na przykład we Frankfurcie projekt obejmuje branżę budowlaną, a w Berlinie opiekunki…

 

- Czyli niekoniecznie niemieckie związki zawodowe?

- Odwiecznym problemem tej organizacji jest członkostwo. Niemieckie związki zwykle wspierają osoby, które są członkiem co najmniej 3 miesiące. Takie postępowanie, z jednej strony spotyka się z krytyką, szczególnie polityków z lewej strony niemieckiej sceny politycznej, wypominających że związki to szczytna idea, której celem miało być pomaganie wszystkim. Związki zawodowe odpowiadają; po to tworzyliśmy struktury, by się zrzeszać i wspierać swoich członków. Ci, którzy przychodzą do nas z problemem są niewdzięcznymi klientami. Odchodzą zaraz potem jak się ich problem rozwiąże… Natomiast są skuteczne. Przykładem rumuńscy pracownicy, który budowali wielką galerię handlową Mall of Berlin. Gdy zapisali się do związków i za ich pośrednictwem dochodzili swoich roszczeń, odzyskali wypłaty.

 

- A w przypadku Polaków…

- Tę lukę wypełnia właśnie Polska Rada Społeczna z Berlina. Każdy może do nas przyjść i uzyska poradę. Wcześniej pracownicy Polskiej Rady Społecznej realizowali projekt ZAPO - Zentrale Anlaufstelle für Pendler/innen aus Osteuropa, w ramach którego wraz z prawnikiem udawano się do nieuczciwego pracodawcy, łamiącego prawa pracownicze. Bezpośrednia, bardzo można forma nacisku, w przeciwieństwie do łagodniejszej, stosowanej przez związki zawodowe, polegającej na wymianie pism i opinii. Forma bardzo skuteczna.

 

- Dlaczego Rada, a nie regularne związki zawodowe, jak na przykład w Norwegii?

- Dwa powody. Po pierwsze, bolączką Polaków w Niemczech jest notoryczny brak umiejętności organizowania się. Związki zawodowe to skomplikowana struktura, która wymaga lojalności w płaceniu składek. Wymaga też przemyślenia i wsparcia państwa. Spójrzmy na polskie organizacje w Niemczech… Są rozproszone, nie potrafią się dogadać. Łatwo, per analogia, wyciągnąć wniosek, że związki zawodowe też miałyby problem. Drugi powód to system niemiecki. Niemieckie związki zawodowe są silne i nie wiem, czy podobałaby im się taka konkurencja. Już słyszę jak przekonują: my przecież mamy tutaj struktury, naprawdę silne, dobrze rozbudowane. Dlatego trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację, że teraz oto przyjeżdżają Polacy i tworzą sobie własne związki zawodowe… Niemieccy związkowcy tego nie kupią. Pójdą w kierunku: zapiszcie się do nas. Ponadto niemieckie związki zawodowe są podzielone na branże i starają się nie wskazywać na element narodowości swoich członków. To zawód wyznacza identyfikowanie się ze związkami, a nie narodowość.

 

- Zatem zamiast polskich związków zawodowych - Polska Rada Społeczna?

- Na razie… Polska Rada Społeczna ma w tej chwili wielu wolontariuszy i małą liczbę osób zatrudnionych. To jest problem strukturalny, z którym boryka się wiele organizacji imigranckich. Zatrudniamy dwóch doradców na pół etatu, cała reszta to pracownicy finansowani z projektów. Różnorakich. Ja na przykład jestem dyrektorem programowym projektu Polskie Centrum Kompetencyjne finansowanego ze środków Senatu Rzeczpospolitej Polskiej i organizowanego przez Towarzystwo Polsko-Niemieckie w Krakowie we współpracy z Polską Radą Społeczną. Organizujemy szkolenia z prawa pracy, mamy dostęp do prawników. Stąd też współpraca z osobami z punktu doradczego Faire Mobilität. Mam też gromadzoną trzy lata wiedzę o sytuacji na niemieckim rynku pracy, o lukach w prawie.

 

- Przychodzi Polak do siedziby Polskiej Rady Społecznej, i co dalej?

- Polska Rada Społeczna to stowarzyszenie, które działa już 34 lata. I utrzymało się na niemieckim rynku organizacji imigranckich, co nie jest wcale takie oczywiste. Rocznie przychodzi do nas lub telefonuje około 5 tysięcy osób z całych Niemiec. Na miejscu mamy doradców i prawników, z którymi współpracujemy. To z ich pomocy mogą skorzystać osoby, które mają problemy na niemieckim rynku pracy. Nie jesteśmy organizacją polonijną, nie robimy wielkich eventów tylko prowadzimy poradnictwo. Dlatego jesteśmy poważnym partnerem dla niemieckich instytucji, zajmujących się sprawami socjalnymi. Proszą nas o konsultacje, pytają o zdanie, zapraszają na tzw. wysłuchania. Gdy potrzebna jest solidna wiedza o sytuacji Polaków w Niemczech, zwracają się właśnie do nas.

 

- Plany na rozwój/innowację?

- 2 lipca, wraz z 9 organizacjami z całych Niemiec, zawiązaliśmy SIEĆ, w ramach której deklarujemy powołanie organizacji dachowej. Ale uwaga! My nie tworzymy związków zawodowych. Chcemy stworzyć organizację parasolową, której zadaniem będzie zbierać sygnały o nadużyciach na rynku pracy. Jako mocna struktura na poziomie krajowym, występować do niemieckich władz i wspierać swoich członków. Jesteśmy na początku tej drogi. Rozpoznaliśmy problem, słabość Polaków na niemieckim rynku pracy, i uznaliśmy, że trzeba coś z tym problemem zrobić. Mówimy wszem i wobec, w tym organizacjom polonijnym; będziemy się zajmować sprawami socjalnymi, zostaniemy rzecznikiem interesów Polaków. Zamierzamy pozyskać na ten projekt finansowanie strukturalne, bo w Niemczech, jeżeli organizacja dachowa może udowodnić, że ma członków z kilku krajów związkowych, może ubiegać się o dofinansowanie, na przykład na biuro czy inną formę działalności. To pozwoli nam lobbować na rzecz Polaków, analizować case studies, wdrażać dobre praktyki. To będzie takie skrzyżowanie związków zawodowych z think tankiem i organizacją parasolową.

 

 

- Czy całe Niemcy to nie za duży obszar działania?

- Nie, bo kraje związkowe w Niemczech są różne. Na przykład Polacy w Berlinie walczą z tzw. ukrytym zatrudnieniem czyli umowami śmieciowymi. Polacy z Hesji nie narzekają na brak pracy, za to narzekają na brak szkół z językiem polskim. Nasz partner z Brunszwiku sygnalizuje, że ma do czynienia z większym niż w innych rejonach odsetkiem rodzin patologicznych, dysfunkcyjnych. To są różne odcienie imigracji.

 

- Czyli będzie to quasi związek zawodowy?


- Związki to prosta zależność; pracodawca - pracownik. Myślę, że taka organizacja dachowa może podejmować szerszy zakres tematyczny niż związek zawodowy.

 

- W którym momencie organizacyjnym jesteście?

- W lipcu podpisaliśmy deklarację. Do SIECI weszło 9 organizacji; Polska Rada Społeczna w Berlinie; Biuro Polskich Inicjatyw Społecznych przy Towarzystwie Porozumienia między Narodami w Lipsku, Saksonia; Polsko-Niemieckie Stowarzyszenie Pomocy POLDEH Braunschweig, Dolna Saksonia; Stowarzyszenie federalne Dziennikarze Polscy w Niemczech; EuroService Görlitz, Saksonia; Polki w Berlinie e.V., Berlin; MusKnica e.V. Bad Muskau, Saksonia’ Polskie Centrum Kompetencyjne Berlin, Brandenburgia, Dolna Saksonia; Solidarni e.V. Monachium, Bawaria.

 

- A strona polska?

- W Warszawie odbyła się debata. Wzięły w niej udział polskie związki zawodowe OPZZ i Solidarność, prawnik z Berlina oraz pani dr Sylwia Timm z niemieckich związków zawodowych.

 

- SIEĆ to coś ulotnego? Chcecie zbudować strukturę?

- Wiemy czym chcemy się zająć. I chcemy, żeby Niemcy dali nam dofinansowanie strukturalne. By skutecznie działać, potrzebne jest biuro i osoba w nim siedząca. Office manager, do którego można zadzwonić i zgłosić przypadki łamania prawa. Jeżeli tego nie ma, SIEĆ jest słabsza. Teraz przygotowujemy się do konferencji prasowej, chcemy żeby było o nas głośno. A w październiku będziemy składać wniosek o dofinansowanie. Rozkręcamy to powoli. Dajemy sobie czas. To poważna sprawa. Najpierw musimy rozeznać, kto i jak mógłby nas wesprzeć. Nie tylko organizacje pozarządowe. Chcemy też, by wspierały nas osoby polskiego pochodzenia, pracujące w różnych instytucjach doradczych. Tworzyłyby coś w rodzaju Rady Naukowej czy Rady Ekspertów.

 

- Czy jest szansa, że w 2017 roku poszkodowany Polak z Hamburga będzie mógł zadzwonić do biura SIECI z prośbą o pomoc?

- Już teraz dzwoni do Polskiej Rady Społecznej w Berlinie. Różnica za rok, dwa będzie polegać na tym, iż być może nie będzie musiał dzwonić, a będzie poinformowany, że w Hamburgu jest kilka miejsc, gdzie może zasięgnąć rady. A potrzeb jest dużo, bo napływa coraz więcej Polaków. Sieć będzie nam potrzebna, aby wyłapywać powtarzające się przypadki łamania praw pracowniczych i móc działać, bez urzędniczego gorsetu.

Rozmawiała Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie: Archiwum prywatne 

Informacje o publikacji
Dziennikarka od zawsze, dobrze czyta się to co piszę... zapraszam! I czekam na Wasze sugestie, tylko konstruktywneKerpen, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie