Dziennikarka od zawsze, dobrze czyta się to co piszę... zapraszam! I czekam na Wasze sugestie, tylko konstruktywneKerpen, ostatnio online:
Najnowsze artykułyZobacz nowe oferty pracy

Samolot opóźniony 3 godziny... Należy Ci się rekompensata!

2198 odsłon2 komentarze
Samolot opóźniony 3 godziny... Należy Ci się rekompensata!

Za opóźniony lot należy się rekompensata. Nieważne, jaką linią się leci, a pasażer może domagać się jej do 10 lat wstecz. Wystarczy wpisać w Internecie: odszkodowanie, opóźniony samolot… I wszystko się znajdzie. – Informować o prawach pasażerów, uświadamiać, co musi wiedzieć każdy, kto wchodzi na pokład samolotu, to nasza misja – zapewnia Marcin Maciejewski, prawnik z portalu opoznionysamolot.pl.

- Pasażer w samolocie to też konsument, chociaż nie zawsze świadom swoich praw.

- Pasażer/konsument zawiera umowę z linią lotniczą, z przewoźnikiem. To jest podstawa prawna. I w tej umowie ważnym punktem jest godzina dotarcia do portu docelowego. Powiedzmy, chcemy lecieć z Warszawy do Frankfurtu: my płacimy, a przewoźnik ma nas dowieźć w określonym czasie.

- Wydaje się proste i przejrzyste…

- Żeby lepiej zrozumieć, powiem o kilku wariantach. Pierwszy z nich to odwołany lot. Jeżeli przewoźnik nie może nas dowieźć do celu, na razie nie wnikajmy z jakiego powodu, musi nam zaproponować połączenie alternatywne. Przykładowo, jeżeli Lufthansa strajkuje i nasz samolot jest uziemiony, to linia lotnicza powinna zaproponować nam następne możliwe połączenie do portu docelowego. Powiedzmy zatem, że leci pani za ocean odwiedzić rodzinę. Wybiera Pani lot LOT-em na trasie Kraków–Warszawa–Chicago. Przyjeżdża Pani na lotnisko w Balicach i dowiaduje się, że samolot do Warszawy odwołano. Pani jednak leci do Chicago i widzi, że jest alternatywny rejs Lufthansy, przez Frankfurt do Chicago. Może się Pani domagać przebukowania na najbliższy możliwy rejs, bo przecież pani nie interesuje port pośredni, w tym przypadku Warszawa. Panią interesuje cel, Chicago. I to jest pierwsza i najważniejsza rzecz, którą musi wiedzieć pasażer.

- Czy ma znaczenie, w jakim celu lecę? Ważniejsza jest ranga wyjazdu biznesowego niż zwykłe odwiedziny u rodziny?

- Może się pani spieszyć na uroczystość wesołą, uroczystość smutną, na spotkanie biznesowe. To nie ma znaczenia. Może pani lecieć na wakacje i mieć w nosie opóźnienie. Z punktu widzenia prawa dla pasażera sytuacja zawsze jest nagła. Przewoźnik powinien znaleźć pani połączenie, by jak najszybciej dotarła pani do celu.

- Przejdźmy do wariantu drugiego: lot nie jest odwołany, tylko się opóźnia.

- Tu wchodzimy w zagadnienie opieki. Przyjeżdża pani na lotnisko i czeka na rejs do Warszawy. Pojawia się komunikat, że już godzinę jest opóźniony. By zorientować się w sytuacji, idzie pani do pracownika linii lotniczych. On powinien dać pani na piśmie tzw. wyciąg, czyli co pani przysługuje w wypadku opóźnienia samolotu. Jeżeli samolot spóźnia się 2 godziny, przewoźnik powinien przejąć wydatki typu kawka, herbatka, śniadanie… bo jest pani głodna. A na lotnisku kanapka kosztuje 30 złotych, a kawa 15 zeta. To powinien za panią zapłacić przewoźnik. Przewoźnik, owszem, da pani voucher, zwykle na niższą kwotę… Przepisy mówią wyraźnie, że do momentu odlotu powinna być pani objęta opieką.

- A jak z ewentualnym noclegiem?

- Czeka pani na lotnisku w Krakowie na samolot do Edynburga. A nad Krakowem mgła i rejs będzie dopiero następnego dnia. Ale pani nie jest z Krakowa, nie ma szans wrócić do domu. Albo jest pani turystką z zagranicy. Przewoźnik ma obowiązek się panią zaopiekować. Zatem dowiezienie do hotelu i odbiór z hotelu oraz nocleg w hotelu, to idzie na koszt przewoźnika. I nie ma znaczenia, czy przyczyną jest mgła, czy wybuchł wulkan, czy był gdzieś zamach terrorystyczny. Jeżeli pani koczuje wbrew swojej woli, to przewoźnik ma obowiązek się panią zaopiekować.

- A gdy nie dowiezie mnie na czas?

- Jeżeli doleci pani do portu docelowego z co najmniej 3-godzinnym opóźnieniem, należy się pani rekompensata ryczałtowa do 600 euro. Jeśli był to krótki rejs, europejski, poniżej 1500 km, powiedzmy Warszawa–Bruksela czy Kraków–Londyn, kwota wyniesie do 250 euro. Gdy leci pani na wakacje, na jakąś grecką wyspę, a z Krakowa to więcej niż 1500 km, wtedy należy się do 400 euro. Jeżeli leci pani za Atlantyk, na rejs dłuższy niż 3,5 tysiąca km, oraz poza Unię Europejską, rekompensata ryczałtowa wyniesie do 600 euro.

- Obligatoryjnie? W każdym przypadku?

- Nie dostaniemy rekompensaty, gdy wystąpi tzw. okoliczność nadzwyczajna. Do tej kategorii zalicza się pogoda, zamach terrorystyczny czy niestabilna sytuacja polityczna, jak to niedawno miało miejsce w Turcji.  Inna sprawa, że przewoźnicy mają tendencję do traktowania każdej sytuacji jako okoliczności nadzwyczajnej, wyłączającej ich od odpowiedzialności finansowej. Nie przyjdzie stewardesa – okoliczność nadzwyczajna. Zachoruje pilot – okoliczność nadzwyczajna. Zepsuje się samolot – okoliczność nadzwyczajna. Pojawią się ograniczenia w ruchu w przestrzeni powietrznej – okoliczność nadzwyczajna. Cokolwiek się wydarzy, przewoźnik zawsze chce to podciągnąć pod kategorię: okoliczność nadzwyczajna.

- Sprytne…

- Wtedy wkraczamy i twardo bronimy interesów pasażera. Mówimy: ależ to nie jest okoliczność nadzwyczajna… W naszej opinii strajki linii lotniczych są okolicznością wewnętrzną, a okolicznością zewnętrzną, nadzwyczajną, są strajki kontrolerów lotów. Na strajk kontrolerów lotów we Francji polski przewoźnik nie ma wpływu. Ale na strajk swoich pilotów Lufthansa ma już wpływ! Ale za wszelką cenę stara się udowodnić, że to nie jest ich wina, tylko związku zawodowego. My próbujemy przekonać sąd: zaraz, zaraz… czy polski konsument ma ponosić odpowiedzialność za to, że niemiecki zarząd pokłóci się z niemieckimi pilotami w kwestii wynagrodzenia? Czy dlatego polski przedsiębiorca ma stracić kontrakty, nie dolatując na czas? Albo, uwaga… jedna pani nie zdążyła na śmierć swojej córki, która była w szpitalu? Zdarzają się naprawdę tragiczne przypadki.  

- Gdy tak pana, słucham odnoszę wrażenie, że opowiada pan bajkę o czarnym ludzie…

- To pokazuje, dlaczego jesteśmy potrzebni. Właśnie żeby uświadamiać klienta, informować, rozwiewać jego wątpliwości. Ktoś uzna: super, można zawalczyć o 600 euro. Jednak po chwili przeciętny polski konsument pomyśli: nie mam szans! Przecież nie wygram z korporacją, która zarabia 4 miliardy euro rocznie. Tylko zmarnuję czas. Nie tylko przeciętny Kowalski macha ręką. Wśród klientów mam prezesów i ludzi bardzo bogatych. Mają własnych prawników, wiedzą jednak, że nie opłaca się ich zatrudniać, bo kwoty rekompensat są niskie. A my dzięki wąskiej specjalizacji pobieramy honorarium tylko w przypadku sukcesu. Klient nic nie ryzykuje, my zarabiamy, gdy wygrywamy. A wygrywany w 95% przypadków.

- Skąd pomysł na taką właśnie specjalizację? Przypadek?

- Przyczyny osobiste. Mój tata 38 lat był dyrektorem w PLL LOT. Ja praktycznie urodziłem się w samolocie. Latanie to moja pasja. Dotychczas „zaliczyłem” niemal 3 tysiące rejsów. A z zawodu jestem adwokatem. Punktem zwrotnym było spóźnienie na randkę. Mocno się wtedy wkurzyłem. Człowiek wydaje 700 zł na bilet z Warszawy do Gdańska i nie dolatuje na czas. Zamiast o 20.40 na miejscu byłem grubo po północy. Po tym zdarzeniu zgłosiłem reklamację do polskiego przewoźnika, ale…  LOT odmówił mi wypłaty. Kłamali, odmówili odsetek i pisali rzeczy, które były niezgodne z prawem cywilnym. Tak mnie zdenerwowali, że zacząłem drążyć temat. Pierwsza refleksja była taka: nie ma znaczenia, czym się lata, czy to jest LOT, Wizzair, Ryanair, czy Lufthansa, każda linia lotnicza oszukuje klienta i ma w poważaniu przepisy.

- Bo mogą? Bo się klient nie upomni?

- Może 2% klientów zna podstawę prawną, a upomni się niewiele więcej. Poza tym przewoźnik bardzo dobrze wie, że przeciętnemu pasażerowi nie opłaca się angażować adwokata w sprawie o tysiąc czy dwa tysiące złotych. Niedawno miałem taką sytuację: wracając z Seattle, poznałem pana, który leciał do Brukseli na spotkanie z Dalajlamą, gdzie miał być prelegentem. Jego lot był opóźniony o 3,5 godziny, za co może mu przysługiwać odszkodowanie w wysokości 600 euro. Ale który Amerykanin będzie się upominał w sądzie w Belgii o 600 euro?

- Moim zdaniem akurat Amerykanie są w tej kwestii mocno wyedukowani.

- Cóż z tego? Pomyślmy sobie, że chce się złożyć pozew przeciwko niemieckim liniom Condor. Trzeba zapłacić stawkę godzinową adwokatowi, opłatę skarbową, opłatę sądową, tłumaczenie pozwu na język niemiecki, co z reguły kosztuje w granicach 1300 złotych. Żeby zainicjować proces z przewoźnikiem, który nie ma siedziby w Polsce, musimy wyłożyć od 50%, nawet do 100% przedmiotu sporu. Gdy korzysta z naszej pomocy, my te pieniądze wykładamy za klienta. Ponosimy koszty procesu i dopiero po wygranej pobieramy sobie z tej kwoty ¼ lub 40%, w zależności od oferty.

- Czy dla pasażera procedura odzyskiwania odszkodowania jest skomplikowana?

- Bardzo prosta, da się wytłumaczyć w 2 minuty. I dodatkowe 5 minut przeznaczone na przesłanie nam dokumentów w wersji elektronicznej. Wtedy przeciętny pasażer myśli sobie: OK, nie mam nic do stracenia, poświęcę 10 minut na sprawę opóźnionego samolotu. Jak wygram, to dobrze, jak nie wygram – drugie dobrze. Potem dostają pieniądze i jest wielkie zaskoczenie. Cieszą się, opowiadają o tym… Tak od człowieka do człowieka… Działamy na polskim rynku od 2 lat, na początku mieliśmy kilkunastu klientów miesięcznie, teraz prawie tysiąc. A wygrywany niemal w 95% przypadków.

- O jakich dokumentach mowa?

- Z reguły wystarczy bilet elektroniczny jako umowa z przewoźnikiem. Czasami warto zatrzymać karty pokładowe. Przyda się też umowa z biurem podróży, jeżeli takową klient podpisał.

- No ale chyba gdy lecimy tanimi liniami, to na rekompensatę nie ma co liczyć?

- Tutaj nie ma rozróżnienia na przewoźników, nieważne, czy to tania linia, linia regularna czy przewoźnik czarterowy. Rekompensata należy się w każdym przypadku.

- Podsumowując…

- …nawet jak nas przebukują, należy się rekompensata. Nawet jak się nami zaopiekują, zaoferują posiłki i napoje, też należy się rekompensata. Przebukowanie, opieka i rekompensata to w żadnym wypadku nie są elementy, które się wykluczają. Klienci tak czasami właśnie mówią: no ale wysłali mnie samolotem 4 godziny później i dali kanapeczkę… Albo: miałem mieć wieczorem przesiadkę w Warszawie, nie było samolotu, ale dali mi ładny hotel i poleciałem rano. Co z tego, że dali hotel, to było ich psim obowiązkiem. Proszę pamiętać o swoich prawach. Albo dopytywać fachowców takich jak my.

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/sillygwailo/814701516, autor: Richard Eriksson 

 

Komentarze MyPolacy
Polub to!

skomentuj
ZgłośOdpowiedz

To bardzo trudne jest do uzyskania samemu..

0-
ZgłośOdpowiedz

to co pan / pani napisala to jest maslo maslane,

0-