Samolotem, tratwą, na piechotę – słynne ucieczki z PRL-u cz. 2

· 1.4k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Samolotem, tratwą, na piechotę – słynne ucieczki z PRL-u cz. 2

Ci, którym się udało, mogą śmiało nazwać siebie szczęściarzami. Służby bezpieczeństwa PRL-u nie pozostawały bezczynne. Prezentujemy drugą część słynnych ucieczkach z PRL-u.

Ci, którym się udało, mogą śmiało nazwać siebie szczęściarzami. Służby bezpieczeństwa PRL-u nie pozostawały bezczynne. Jak wynika z danych Komendy Głównej MO, tylko w latach 1981-82 „milicja ujawniła 290 osób podejrzanych o zamiar uprowadzenia samolotu, a 32 osoby zatrzymano na lotniskach i pokładach samolotów PLL LOT pod takim zarzutem. W 15 przypadkach zapobieżono uprowadzeniom samolotów, ujawniając działalność przestępczą w fazie planowania”.

Ofiarą takiej akcji padła w 1980 r. szesnastoletnia wówczas Katarzyna T. Nowak, córka znanej pisarki Doroty Terakowskiej i pasierbica redaktora naczelnego Gazety Krakowskiej Macieja Szumowskiego. Grupa pięciu licealistów planowała porwanie samolotu. W efekcie od swojego planu odstąpili, ale wcześniej zostali namierzeni przez służby bezpieczeństwa. Szczeniacki wybryk nagle zamienił się w bandytyzm i akt nieposłuszeństwa przeciwko ludowej ojczyźnie.

Autokarem, z wycieczką

Lata 1980-81 to apogeum wyjazdów zagranicznych. Był to skutek liberalnej polityki I Sekretarza PZPR Edwarda Gierka, próba otwarcia na Europę. Kraj opuszczano legalnie, z paszportem i po prostu do niego nie wracano. Zdarzały się zagraniczne wycieczki, z których do kraju przyjeżdżał jedynie kierowca i pilot. Szeroko komentowano odmowę powrotu z wyjazdu turystycznego do RFN (w lipcu 1985 r.) Władysława Kozakiewicza. Tego samego, którego pokochały tłumy Polaków za „gest Kozakiewicza” podczas Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 r. Nie wracano też z podroży służbowych, delegacji, staży naukowych. Miano „statku uciekinierów” zyskał najsłynniejszy polski transatlantyk MS Batory.

Morzem

Kusiła też jedyna granica z krajem zza żelaznej kurtyny. Zdarzały się próby przepłynięcia Bałtyku łódką, kajakiem, żaglówką, pontonem, motorówką czy nawet rowerem wodnym lub tratwa zrobioną z opon samochodowych. Jednak były sposoby „bezpieczniejsze”. Za określoną opłatą polskich uciekinierów „szmuglowali” szwedzcy marynarze. Uciekano też kutrami rybackimi, chociaż nie zawsze cała załoga godziła się na ten czyn. Na nielegalną emigrację decydowali się też marynarze wojskowi.

1 sierpnia 1951 r. grupa marynarzy z okrętu hydrograficznego „Żuraw” uprowadziła jednostkę do Szwecji. Po wypłynięciu z Kołobrzegu, przywódca buntu st. mar. Henryk Barańczak wykradł klucz od schowka z bronią i wspólnie z innymi uciekinierami sterroryzowali obsadę oficerską okrętu, a następnie skierowali „Żurawia” na wody terytorialne Szwecji. Po dopłynięciu do Ystad 12 marynarzy wystąpiło do władz szwedzkich z prośbą o azyl. Okręt z pozostałą częścią załogi wrócił do Gdyni. Spotkała ich za to kara, zostali osądzeni i zamknięci w więzieniu na wiele lat.

Nawet piechotą

Ta historia zdarzyła się jeszcze przed wzniesieniem muru berlińskiego, za to w czasach szalejącego w Polsce stalinizmu. Dotyczy rodziny znanego aktora Leona Niemczyka. Żołnierz AK Ludwik Niemczyk po II Wojnie światowej znalazł się we Włoszech. Tam dowiedział się, że jego brat Wacław przeżył. Postanowił wrócić do Polski i pomóc mu przedostać się na Zachód. Ten wyczyn udał mu się. Kolejne cztery razy przeprowadzał uciekinierów przez granicę polsko-czechosłowacką. Wpadł za piątym razem, gdy starał się wyprowadzić kolejnego brata Leona. Trafił do więzienia. Po wyjściu zaplanował ostateczną ucieczkę, tym razem z żoną, jej siostrą i szwagrem. Udało im się przekroczyć strzeżony most w Świnoujściu. W letnią noc 1951 r. płynąc lub brodząc brzegiem Bałtyku, ostatkiem sił przekroczyli granicę i wyszli na brzeg w Seebad Ahlbeck. Stamtąd, przez Wolgast, za pieniądze ze sprzedaży złotego zegarka, dotarli koleją do Berlina i pieszo do amerykańskiego sektora.

„Zielona granica” to termin bardzo popularny w owych czasach. Próbowano ją przekraczać w rożny sposób, co utrudniał tak zwany pas kontrolny czyli ciągnący się równolegle do granicy pas zaoranej ziemi. Umożliwiał łatwe i szybkie wykrycie śladów nielegalnego przekroczenia. Pomysłowość uciekinierów była jednak ogromna: do butów mocowano gałęzie albo deski, przechodzono na czworaka, przetaczano się na leżąco, stosowano trójskok, przechodzono na szczudłach czy nawet skakano o tyczce. Popularną metodą było przechodzenie pasa tyłem, tak by ślady wskazywały, że granicę przekroczono w kierunku Polski.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Eibix www.flickr.com/photos/eibx/3307291706

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie