Schabowy z mizerią czyli czego potrzebuje Polak na urlopie w Grecji czy Chorwacji?

· 1.8k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Schabowy z mizerią czyli czego potrzebuje Polak na urlopie w Grecji czy Chorwacji?

Polskie strefy turystyczne mają być hitem przyszłorocznych wakacji. Temat od razu, jak niemal każdy, podzielił rodaków na entuzjastów i zagorzałych przeciwników. Obrzucają się argumentami, zarówno w przestrzeni publicznej jak i prywatnej. Tymczasem touroperator, pomysłodawca stref, zachwala je i mocno reklamuje.

Kiepscy nad Bałtykiem?

W tym roku nad polskim morzem i w górach zaroiło się od turystów/wczasowiczów, którzy wcześniej rzadko korzystali z wyjazdowej formy spędzania wakacji. Jednym z powodów był przypływ gotówki w ramach programu 500+. To sprawiło, że zamiast na RODOS (Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką) pojechali tłumnie do Mielna, Kołobrzegu, Władysławowa…

Naród wyległ na plażę uprawiając zaawansowany „parawaning” i budząc niechęć bardziej wyrobionych turystów. Na „dziwne” a raczej dzikie zwyczaje nowego sortu wczasowiczów narzekali właściciele miejsc noclegowych i starzy bywalcy. Sprawę podsumowano dosadnie: w te wakacje nad morzem rządzili Kiepscy.

Z szacunków organizacji turystycznych wynika, że w sezonie wakacyjnym 2016 nad Bałtyk przyjechało niemal 7 milionów turystów, bijąc rekord poprzedniego sezonu.

Ważne, żeby było taniutko

Operatorzy wyjazdów zagranicznych zdiagnozowali zjawisko i wyciągnęli wnioski. Skoro można typowo po polsku (bez względu na to, co się pod tą nazwa kryje) wypoczywać nad polskim morzem, to dlaczego nie nad greckim czy chorwackim.

Podumali i wymyślili…. specjalne strefy dla polskich turystów

Last minute znają wszyscy, first minute dopiero zaczyna zyskiwać na popularności. Od października w mediach ogólnopolskich pomysłodawca polskich stref turystycznych reklamuje je co sił. Żeby ludzie kupili już teraz.

Reklamy „oczarowują” polskością i taniością, bo za tydzień w polskiej strefie, z przelotem w obie strony, biuro turystyczne chce od 649 zł (czyli jakieś 170 euro), co jest ceną mocno atrakcyjną.

Liznąć obcej kultury czy zostać przy schabowym

Polskie strefy turystyczne – zdaniem organizatorów tej formy wypoczynku - są dla tych, którzy:

*nie potrafią komunikować się po angielsku ani w żadnym innym obcym języku,

*za granicą, na dźwięk polskiej mowy czują tak wielką solidarność z rodakiem, że na chwilę zapominają, że zwykle Polak Polakowi wilkiem…

*nie mogą się obejść bez schabowego z mizerią, filmów z polskim dubbingiem i dyskotek przy piosenkach Zenka Martyniuka, Boys czy Bayer Full, czyli nad Morzem Egejskim i Adriatyckim chcą kopiować zachowania znad Bałtyku,

*zdecydowanie nie chcą jeść mousaki i horiatiki, poznawać zabytków starożytnej Hellady i spacerować uliczkami Starego Miasta w Dubrowniku.

Odpowiedź na zapotrzebowanie…

Na początek Kreta, Korfu, Rodos i Riwiera Olimpijska w Grecji i jedna destynacja w Chorwacji; w okolicach Splitu, w wybranych terminach.

Gdy wokół tematu polskich stref turystycznych wybuchło medialne zamieszanie, głos zabrał rzecznik tour operatora twierdząc, że jest to:

*odpowiedź na realne zapotrzebowanie,

*rozszerzenie istniejącej oferty typu hotelowych animacji po polsku,

*ułatwienie korzystania z lokalnych atrakcji, bo turyści dowiedzą się o nich w ojczystym języku

Na pewno – zdaniem rzecznika – nie jest to:

*tworzenie polskich gett.

Czy pojechałbyś na takie wczasy?

"W międzynarodowych kurortach Anglicy trzymają się z Anglikami, Niemcy z Niemcami to dlaczego Polacy nie mieliby się trzymać z Polakami. Ja bym pojechał na takie wczasy. Nigdy nie byłem za granicą" – mówi Grzegorz, pracownik fizyczny ze Śląska, ojciec czwórki dzieci.

"Ja raczej nie, ale moich 70-lenich rodziców chętnie bym do takiej strefy posłała" – wtóruje mu Jolanta z Wałbrzycha.

Są to jednak opinie odosobnione. Przeważają głosy typu: "Głupi pomysł; Nie wlazłabym tam za Chiny; To sfera dla ludzi z kompleksami i ograniczonymi horyzontami".

Dariusz Dyrda; pisarz i dziennikarz związany z Górnym Śląskiem opowiada się w kwestii polskich stref turystycznych jednoznacznie: "Jestem fanem takich miejsc, bo polscy turyści w większości robią krajowi fatalną opinię. Są aroganccy, roszczeniowi i śmiecą chyba najbardziej ze wszystkich. Języków nie znają, domagając się, żeby obsługa rozumiała kiedy mówią po polsku. Lepiej więc, jeśli będą w turystycznych gettach, gdzie inni nie będą musieli być narażeni na ich towarzystwo. Oczywiście ja w życiu bym się w takie miejsce nie wybrał. Nie tylko dlatego, ze wolę za granicą unikać kontaktu z polskimi turystami, ale także dlatego, że wyjazdy są dla mnie okazją do poznawania ludzi z innych krajów i innych kręgów kulturowych".

A czy Tobie marzą się wakacje w „polskiej strefie”. Z chęcią poznamy Wasze opinie!

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/marmontel/8082201638, autor: Marmontel

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie