Tyłek nie szklanka… Czy w Niemczech można bezkarnie dać klapsa własnemu dziecku?

· 8.7k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Tyłek nie szklanka… Czy w Niemczech można bezkarnie dać klapsa własnemu dziecku?

Klaps to porażka wychowawcza rodzica… A może raczej: Klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził? Spytajcie polskich rodziców w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji czy Norwegii. W tych krajach wychowanie dziecka to nie tylko sprawa rodziców. Tam w każdej chwili może zaingerować państwowy urzędnik.

Klapsy jako metodę wychowawczą akceptuje ponad połowa polskich rodziców.

To nie wszystko. 30% badanych (na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka) tkwi w przekonaniu, że w Polsce prawo wcale nie zakazuje bicia dzieci. Dokładnie taki sam odsetek (30%) da się zabić za stwierdzenie, że wychowanie dziecka jest wyłączną sprawą rodziców.

Oraz, co może okazać się kluczowe, mało kto ma ochotę wtrącać się, gdy widzi bite dziecko. Szczególnie gdy dzieje się to w zaciszu domowego ogniska.

Po co się wtrąca? Wychowanie dziecka to sprawa rodziców i nikomu – ani państwu, ani kościołowi, ani wścibskim sąsiadom czy jeszcze bardziej wścibskim obrońcom prac dziecka – nic do tego.

Trzy „mądre” małpy…

Niedawno media społecznościowe obiegł filmik: matka leje pasem dzieci, drugą ręką rejestrując wszystko telefonem komórkowym. Dzieci płaczą. Proszą, żeby ich nie nagrywać. Krzyczą, że jej nienawidzą...

Nagranie trafia do sieci. Rzecz jasna, wywołuje oburzenie. Bo tragedia, która rozgrywa się na oczach setek/tysięcy ludzi. A ile takich tragedii skrywają grube mury polskich mieszkań i domów?

Grube mury to jedno. Głuchota sąsiadów to kolejne. Nie słyszeć, nie widzieć, a już broń Boże nikomu nie mówić, bo się człowiek wpędzi w niepotrzebne kłopoty. Jak trzy mądre małpy z buddyjskiej przypowieści: zakryć oczy, zatkać uszy, buzia na kłódkę. Ciche przyzwolenie na zło.

Zmowa milczenia może sprawdza się w organizacjach przestępczych. Nie ma na nią miejsca w rozwiniętym społeczeństwie.

Uszy w ścianach

W Niemczech ściany mają uszy. Powinni o tym pamiętać rodzice z Polski, szczególnie ci z przyciężką ręką, która czasami świerzbi, żeby gówniarzowi przylać.

Tylko gówniarze, gdy pomieszkają trochę w Niemczech (w Szwecji, Norwegii, Holandii czy Wielkiej Brytanii) bardzo szybko uczą się swoich praw. Niemal natychmiast dowiadują się, że tatko nie ma prawa sprać pasem po dupie. A jak spierze, to można o swojej krzywdzie głośno powiedzieć. I wtedy jego spotka kara. Na przykład wizyta urzędników Jugendamtu. Albo policji. Albo obu tych instytucji naraz.

Poza tym niemiecki (norweski czy szwedzki) sąsiad za ścianą nie pozostanie obojętny na krzyk bitego dziecka. Może bezpośrednio uwagi nie zwróci, za to na pewno poinformuje stosowne instytucje, że za ścianą, u polskich sąsiadów, niedobrze się dzieje. Efekt będzie taki sam jak w przypadku skargi dziecka.

Biją z miłości

Polacy kochają, ale biją. Biją z miłości do dziecka. Żeby nauczyło się posłuszeństwa, by mu się w głowie nie poprzewracało… – Byłem bity i wyrosłem na ludzi – mówi z dumą jeden z ojców na forum internetowym, który doświadczenie zdobyte na własnej skórze przekazuje synowi. Bo co to za wychowanie bez klapsa? Porządny klaps (w wersji hardkorowej: porządne lanie) nauczy smarkacza moresu i szacunku dla starszych!

Wychowanie bezstresowe to bzdura. Nowobogackie wymysły. Newage’owa ideologia, która nie sprawdziła się w realnym życiu.

W tym przypadku wchodzi też w paradę katolicka tradycja i cnota posłuszeństwa. Nie tylko wobec Boga, ale również rodziców. Mówi o tym jasno czwarte przykazanie Dekalogu: czcij ojca swego i matkę swoją. Bo jak nie… będą ci mogli spuścić solidne lanie.

Prawo i definicja

1 sierpnia 2010 roku w polskim kodeksie rodzinnym i opiekuńczym zakazano osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim stosowania kar cielesnych. Wtedy też Polska dołączyła do ekskluzywnego klubu 27 państw, które zdecydowały o wprowadzeniu całkowitego zakazu stosowania kar fizycznych wobec dzieci. W Europie prekursorem prawa dziecka do życia bez klapsów była Szwecja, która w 1979 roku wprowadziła do kodeksu stosowne zapisy.

Łamiąc tym sięgającą wiele wieków wstecz tradycję kar cielesnych. Na przykład w IV wieku n.e. rzymska "głowa rodziny" – ojciec, zwany pater familias, miał prawo decydować o życiu i śmierci członków swojej rodziny, w tym dziecka. Mógł je kazać zabić lub porzucić.

Co kryje się pod pojęciem kar fizycznych: klapsy, uderzanie ręką lub przedmiotem (np. pasem), ciągnięcie za włosy lub ucho, stawianie do kąta, szarpanie, potrząsanie, przetrzymywanie w zamkniętym pomieszczeniu, bicie pięściami lub kopanie, niszczenie przedmiotów należących do dziecka.

Ręce precz od dupy dziecka!

Zwolenników i przeciwników kar cielesnych… tak, tak, zapamiętajcie: lekki klaps to też kara cielesna… jest w Polsce tyle samo. Każda strona ma swoje twarde argumenty. Jedne bardziej naukowe, inne wynikające z ludowych mądrości. I żadna strona nie przekona drugiej.

Dlatego na koniec moje własne zdanie, zdecydowanej przeciwniczki bicia dzieci. Klaps (nie mówiąc o laniu) to porażka wychowawcza rodzica. Efekt bezsilności i braku konsekwencji.

Agresja wobec dziecka „wróci” jak bumerang. Bite dziecko będzie bić innych. To fakt, któremu nie da się zaprzeczyć nawet powoływaniem się na biblijne autorytety. I własne, nierzadko naznaczane bolesnymi krwawymi pręgami na tyłku, dzieciństwo.

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/photosbyrivers/5234898205, autor: ellyn

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie