Weekend mocnych wrażeń – szlakiem opuszczonych pałaców i szpitali

· 5.8k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Weekend mocnych wrażeń – szlakiem opuszczonych pałaców i szpitali

Namówiłam paczkę znajomych na weekend w Niemczech. Ale nie na spacer wzdłuż Muru Berlińskiego, zwiedzanie katedry w Kolonii czy histeryczne wiwaty w Europa Park w Rust. Wyruszyliśmy tropem miejsc uśpionych. Opuszczonych i nieco zapomnianych. Ruszyliśmy eksplorować.

Urban exploration, czyli miejskie eksplorowanie. A dokładniej? Wizytowanie miejsc opuszczonych, dłużej niezamieszkałych. Miejsc, w których kiedyś tętniło życie, a dziś opustoszałych. Opuszczone pałace, zamki, szpitale, kościoły, szkoły, hotele, fabryki, nawet całe miasta i wyspy. Ten świat fascynuje. Fascynuje fotografów, historyków, miłośników mocnych wrażeń z dreszczykiem. Fascynuje romantyków, realistów, odkrywców. Fascynuje mnie. Każda z tych lokalizacji skrywa jakąś tajemnicę. Historycy chcą ją zgłębić. Romantycy robią sobie pamiątkowe sesje ślubne. Fotografowie upamiętniają na kliszach olśniewającą grę świateł i cieni.

Niezwykłość opuszczonych miejsc buduje owiany tajemnicą klimat

Czy piękno jest tu słowem odpowiednim? Piękno opuszczonych budowli? A co jest pięknego w odrapanej ścianie i oknie bez szyby? W takich miejscach czujesz na karku oddech dziejów. Nie ma tego w muzeach. Nie ma w galeriach sztuki. Jest tu. Takim miejscom należy się szacunek. Jak to? Mam szanować miejsca wymarłe i zniszczone? Tak. Nie tylko dlatego, że to swoisty ślad historii. Historii kraju, miasta czy wioski. To, w jakim stanie zostawisz miejscówkę, świadczy o Tobie. Miłośnicy urbexu nie dewastują. Nie zabierają ze sobą pamiątek. Nie włamują się do zaryglowanych budynków. Jeśli napotykasz zamurowane drzwi i okna, to znaczy, że właściciel nie życzy sobie gości. Respektuj to.

Punkt pierwszy wyprawy: szpital w Beelitz-Heilstätten

Od dawna marzyła mi się przechadzka korytarzami szpitala, w którym Rammstein nakręcił teledysk do „Mein Herz brennt”. Szpitala, w którym kręcono sceny „Bękartów wojny”, „Walkirii” i „Pianisty”. Przygotowałam się do zwiedzania. Latarka – jest. Zapasowy akumulator do aparatu – zabrany. Telefon – naładowany. Stare spodnie – nałożone. Buty ochronne – są. Wejście – uzgodnione z ochroną. Nie przystoi się włamywać. To wbrew fundamentalnej regule urbexu.

Majestatyczny kompleks szpitalno-sanatoryjny

W sosnowym zakątku w Beelitz-Heilstätten wznosi się majestatyczny kompleks szpitalno-sanatoryjny. Można rzec – miasto w mieście. Z własną piekarnią, sklepem mięsnym, pocztą i elektrociepłownią. Niegdyś miejsce rekonwalescencji gruźlików. W czasie I wojny światowej szpital wojskowy. W trakcie II wojny światowej szpital dla żołnierzy Wehrmachtu. W 1945 roku zajęty przez Armię Czerwoną i od tej pory największy sowiecki szpital wojskowy poza obszarem ZSRR. Współcześnie część budynków służy za centrum dla osób z chorobą Parkinsona i ośrodek rehabilitacji neurologicznej. Reszta kompleksu jest porzucona. Nie wykazuje oznak życia. Ale czy na pewno?

Mistycyzm, tajemnica, dreszcz emocji

Otoczenie nastraja do zadumy. Budynek porastają gąszcze winorośli. Mistyczna aura otula budowlę. Prostota i surowość. Architektoniczna perła. Stylowe wnętrza. Sonata detali. Sklepienie-kopuła i jego ośmiornicze macki. Popękane kafelki. Labirynt długich, nieskończonych korytarzy. Co znajduje się na końcu tej ścieżki? Irracjonalny strach. Zaraz coś się stanie. Nie, to tylko znajoma nadepnęła na wszechobecny opadnięty tynk. Stelaże łóżek. Gdzieniegdzie krzesła. W wiosennych promieniach słońca rzucają cień. Kto na nich siadał? Współczujący lekarze? Wymagający opieki pacjenci? Na bloku operacyjnym zachowana lampa. Sprzęt medyczny i w głowie piętrzy się setka myśli. W jednej z sali fortepian. Unikatowy kadr zaliczony. Łaźnia i sala gimnastyczna też robią wrażenie. Piwnice – to już inna para kaloszy (nomen omen). Te mogą skrywać prawdziwe skarby. O ile wcześniej ich nie splądrowano.

Nawet się nie zorientowałam, kiedy nastał wieczór. Pora kończyć. 60 obiektów to zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Trzeba nabrać sił przed kolejnym emocjonującym dniem.

Punkt drugi: opuszczony park rozrywki Spreepark

Rozrywkowa chluba wschodniej części Niemiec. Po zjednoczeniu kraju przeżywający najlepsze lata świetności. Z karuzelami, rollercoasterami, diabelskim młynem, westernową wioską. Koniec lat 90. zwiastuje upadek. Zadłużenie, wysoka opłata za wstęp, brak odwiedzających. 2001 rok to koniec, ale i nowy początek. Lunapark można zwiedzać z przewodnikiem. Na jednej z takich ekspedycji – ja.

Jestem. Wesołe miasteczko. Uszami wyobraźni słyszę radosne pokrzykiwania. Oczami wyobraźni widzę roześmiane twarze. W mojej głowie miasteczko ożywa. A co tak naprawdę mam przed oczami? Wyrasta przede mną stado dinozaurów. Dosłownie wyrasta, bo wokół krzaczasta roślinność. Taki trochę opuszczony park jurajski. Nieczynne kolejki i karuzele. Poprzewracane wagoniki. Drewniane łodzie. Ślady innych zwiedzających. Wokół cisza. Od czasu do czasu przemknie szmer drzew. Jak w „Tajemniczym ogrodzie”. Teren parku jest ogromny. Nie starcza mi dnia na obejście wszystkich ówczesnych atrakcji. Wsiadam więc w autokar. Wracam do Polski.

Post Scriptum

To tylko namiastka tego, co można odkryć w Niemczech. Ogrom opuszczonych budynków nie jest konserwowany. Wycieczki w podobne opustoszałe rejony mogą być niebezpieczne. Z dziećmi się tam nie wybierzesz.

Zdjęcie: https://www.flickr.com/photos/arcanum75/8430875222/, autor: Jan Bommes

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie