Wolność i humanizm przegrywają z bombami

· 913 odsłon · Skomentuj! · Autor:
Wolność i humanizm przegrywają z bombami

Willkommen Politik wypierana jest powoli przez strach i niepewność. Poprawność polityczna z bieli przechodzi w szarość. Oficjalnie Niemcy zapewniają, że nie można łączyć tematu uchodźców z terroryzmem. Przytaczają fakty. Ale fakty to nieodpowiednie lekarstwo na strach. A zwykły mieszkaniec Bohum czy Bielefeld zaczyna się bać!

Po zamachach w Paryżu, jak i po wielu innych tragicznych wydarzeniach, często padają słowa świat już nigdy nie będzie taki sam. Wiedzieli to już starożytni i wyrażali słowami: nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody. Bo tak naprawdę po każdym zdarzeniu - czy to na skalę świata czy na skalę człowieka - świat nigdy już nie będzie taki sam.

Świat i Europa zamarły, patrząc na paryską tragedię. Na zderzenie dwóch sposobów myślenia. Tego, który widzi siłę w dialogu, wyciąganiu ręki do innych, w dostrzeganiu różnic i tolerancji. I tego, który chce władzy w imię swojej idei (religii) i nie zna innego sposobu niż terror, bomby, pas szahida i kałasznikow.

Bardziej czujni, bardziej ostrożni…

Po zamachach w Paryżu Europa i cały świat po raz kolejny zaczęły weryfikować swoje postepowanie względem konfliktu w północnej Afryce. Szczególnie Niemcy, orędownicy przyjmowania nieograniczonej liczby uchodźców, oraz obejmującej szerokie spektrum społeczeństwa polityki integracyjnej. Zamach w Paryżu ustawił ich priorytety w zupełnie innym miejscu, wpłynął na sytuację wewnątrz kraju.

Obecnie w niemieckiej prasie pojawiają się informacje w innym niż wcześniej tonie. Na przykład o zatrzymaniu dwóch mężczyzn, podejrzanych o kontakty z radykalnymi sunnitami i ewentualny zamach w Dortmundzie. Lub o tym, że tropy jednego z terrorystów z Paryża wiodą do Niemiec.

Mniej poprawni politycznie

Dyskurs w mediach, do tej pory poprawny politycznie, nabrał pewnej nieoczywistości. Ostrości wręcz. Na przykład komentator „Die Welt” Matthias Matussek pozwolił sobie na FB na komentarz w tonie: iż paryski terror nada debacie na temat otwartych granic oraz ćwierć miliona niezarejestrowanych młodych mężczyzn poruszających się swobodnie po Niemczech nowego wymiaru.

Od komentarza zdystansował się natychmiast redaktor naczelny „Die Welt” Jan-Eric Peters, twierdząc, że świat ma teraz co innego na głowie, a najważniejsze zawsze pozostaną takie wartości jak wolność i humanizm. Efektem potyczki słownej na FB, kontynuowanej w realu było eufemistycznie – rozstanie się Matthiasa Matusseka z „Die Welt”. Mówiąc prostszym językiem – zwolnienie z natychmiastowym skutkiem.

Matussek uważa, że tak naprawdę bronił wolności słowa i za to stracił posadę. A może po prostu wyartykułował obawy wielu rodaków.

Bardziej uzbrojeni

Zamachy w Paryżu uderzyły na pewno w politykę prowadzoną przez kanclerz Merkel. Zaczęto postrzegać ją bardziej wielowątkowo. Na przykład pojawił się wątek, że broń użyta w zamachach terrorystów islamskich w Paryżu pochodzi właśnie z Niemiec. Cztery kałasznikowy zamówiono ponoć przez Internet. Ponoć, bo służby bezpieczeństwa tak naprawdę niechętnie dzielą się tego typu informacjami z prasą.

A propos broni. Po zamachach Niemcy poczuli się bardziej zagrożeni. Prasa donosi, że nigdy wcześniej tyle osób w Niemczech nie interesowało się bronią. Ci którzy mogą, decydują się na kupno pistoletu. Inni zadowalają się gazem pieprzowym, jego sprzedaż wzrosła dwukrotnie od czasu zamachów w Paryżu. Niemcy zdają się wykupować wszystko, czym ewentualnie można by się obronić. Sklepy z militariami przełączyły telefony na automatyczne sekretarki i przyjmują zamówienia pisemnie. A i tak nie nadążają z realizacją zamówień.

To jeszcze nie panika, ale ludzie czują się niepewnie. Niby nie mówi się tego głośno, bo to jest wciąż niepoprawne politycznie. Jednak słowo „uchodźcy” pojawia się coraz częściej w kontekście zakładania dodatkowych alarmów czy kupna gazu pieprzowego. Słychać głosy - poczuję się bezpieczniej, gdy będzie stał na nocnym stoliku.

Inni decydują się na sejfy czy szafy bezpieczeństwa. Coraz większą popularnością cieszą się też prywatne bunkry.

Jeszcze nie panika? A może…

Podobne obawy, chociaż nie do tego stopnia, pojawiały się w Niemczech, gdy rozszerzała się Unia i otwierano granice. Wtedy obawiano się gangów kryminalistów ze wschodu. Jednak nie zbliżyło się to nawet – zdaniem fachowców – do dzisiejszej paniki.

Władze i policja zapewniają, że uchodźcy nie są bardziej niebezpieczni od zwykłego niemieckiego przestępcy. Ale plotki i półprawdy rozsiewane chociażby przez członków Pegidy rozrastają się jak stugłowa hydra. Zaczynają żyć własnym życiem, budząc obawy. Od zwykłego strachu całkiem już niedaleko do paniki, frustracji i agresji.

Policja przekonuje, że kontroluje to, co dzieje się wśród uchodźców. Że to nie oni są winni opisywanym przez media przestępstwom. Fakty to jednak niewłaściwe lekarstwo na strach. Nie są przeciwwagą dla plotek, półprawd, półkłamstw. - Nie można łączyć faktu zwiększenia zainteresowania indywidualnymi środkami bezpieczeństwa z przybyciem uchodźców – głoszą oficjalne komunikaty. Ludzie jednak wiedzą swoje.

A wszystko wciąż za kruszącą się fasadą poprawności politycznej, współczucia dla uchodźców i włączania się w politykę imigracyjną rządu. Tak jakby Niemcy popadali w schizofreniczny taniec – za dnia wyciągają rękę do tych, których boją się w nocy i przed którymi się zabezpieczają.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Georgia National Guard, URL: www.flickr.com/photos/ganatlguard/14364374310

Informacje o publikacji
Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie