Zabierają dzieci rodzicom - czy słusznie? A może Jugendamt pomaga?

· 6.7k odsłon · Skomentuj! · Autor:
Zabierają dzieci rodzicom - czy słusznie? A może Jugendamt pomaga?

Nie ma chyba bardziej kontrowersyjnego urzędu w Niemczech niż Jugendamt. Przynajmniej z punktu widzenia polskiej prasy. Zresztą podobne zdanie mają przedstawiciele innych nacji. Czy niemiecki Urząd do spraw młodzieży rzeczywiście dyskryminuje rodziców, szczególnie obcokrajowców, czy działa na rzecz dobra dzieci?

Jugendamt (Urząd ds. Młodzieży) powstał w 1900 roku. Po wojnie stał się siecią urzędów podlegających samorządom. Najprężniej instytucja ta działa na obszarze dawnego RFN. Ma za zadanie dbać o dzieci i rodziny, które same, z powodu niewydolności wychowawczej, nie radzą sobie we współczesnej rzeczywistości. Co roku urzędnicy Jugendamtu ingerują w życie dziesiątek tysięcy rodzin, mieszkających w Niemczech. Co roku, kilka/kilkanaście tych spraw trafia na czołówki gazet, również międzynarodowych; polskich, włoskich, francuskich, amerykańskich. Czy urząd ten nadużywa swojej władzy, szczególnie wobec nie mówiących po niemiecku imigrantów, czy pomaga tym nieporadnym, czasami wbrew ich woli lecz ciągle dla ich dobra?

Odbierają, germanizują, krzywdzą...

Rok 2010

  • Na skutek wpływu Jugendamtu na postępowania sądów niemieckich mamy do czynienia z dyskryminacją polskich, włoskich, francuskich rozwiedzionych rodziców w zakresie kontaktu z dziećmi. Rodzice pochodzenia innego niż niemieckie mają ograniczane prawa do kontaktu z dziećmi – stwierdził polski europoseł Konrad Szymański (Prawo i Sprawiedliwość /Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy). Wraz z dwoma włoskimi europosłankami wziął udział w konferencji poświęconej nadużyciom niemieckich Jugendamtów, która odbyła się w Strasburgu - alarmuje Fronda. I wylicza, że liczba dzieci odebranych rodzicom w Niemczech idzie rocznie w dziesiątki tysięcy (w roku 2008 było to ponad 32 tyś dzieci). Powody odebrania dzieci bywają różne – ubóstwo na równi z donosem nieżyczliwych sąsiadów.
  • .

    Rok 2012

  • Jugendamt stara się w polskim sądzie o wydanie polskich dzieci - informacja dotyczy precedensowej sprawy z Bytomia. Mieszkającym od 2007 roku w Niemczech państwu Grychtałom sąd w Hanowerze w 2011r. odebrał władzę rodzicielską nad dwójką dzieci, argumentując to złą sytuacją rodzinną. Daniela i Dawida umieszczono w domu dziecka. Rodzice zabrali ich stamtąd i wszyscy razem wrócili do Polski. Jugendamt przysłał do Polski wniosek, w którym domaga się wydania dzieci. W Niemczech czeka już na nich rodzina zastępcza. Strona niemiecka powołuje się na przepisy konwencji haskiej w sprawie uprowadzenia dzieci. Finał tej sprawy był pomyślny dla rodziców. Polski sąd uznał, że zgodne z dobrem małoletnich będzie, jeśli pozostaną oni na terenie Polski, ustalając jednocześnie, że powrót dzieci do Niemiec naraziłby je niewątpliwie na szkodą psychiczną.
  • Rok 2013

  • Jugendamty czyli urzędy ds. młodzieży, odebrały w 2012 roku 40 200 dzieci. To o 5 proc. więcej niż w 2011 roku. Liczba odbieranych dzieci w Niemczech od kilkunastu lat stale wzrasta - mówi Joerg Großelümern z niemieckiej organizacji Netzwerk Bildungsfreiheit (Sieć Wolnej Edukacji) w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Gazeta przytacza przykład niemieckiej rodziny Romeike, która wyemigrowała do USA wraz z piątką dzieci. Rodzicom groziło odebranie praw rodzicielskich z powodu home-schoolingu; edukacji domowej (formy nauczania, akceptowanej przez większość państw, gdzie Niemcy są wyjątkiem). Nieposyłanie dziecka do szkoły jest w całych Niemczech uznawane za wykroczenie administracyjne, a w Hesji jest to przestępstwo zapisane w kodeksie karnym. W artykule pada też zarzut, że istnieje cały przemysł czerpiący zyski z procederu odbierania dzieci rodzicom. Są to, na przykład rodziny zastępcze czy domy opieki. Za pobyt dziecka w rodzinie zastępczej trzeba płacić, nawet jeżeli trafia ono tam wbrew woli rodziców, za sprawą Jugendamtu.
  • 9 grudnia Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech zwołało konferencję prasową, której tematem była sprawa trójki dzieci, dzieci zabranych przez Jugendamt polskiej rodzinie Joannie i Rafałowi Tatera. Mowa o trójce chłopców (półtoraroczny Tobiasz, 3-letni Bartłomiej oraz pięcioletni Cyprian), którzy na podstawie donosu skonfliktowanego z rodziną sąsiada, obywatela Turcji, późnym wieczorem, przemocą zostali odebrani matce z rodzinnego domu przez ośmiu policjantów w asyście urzędników Jugendamtu. Rodzicom wystawiany jest rachunek w wysokości ponad 12 tyś euro miesięcznie za pobyt synów w przytułku.
  • Rok 2014

  • Dramat rodziny Taterów trwa. Już półtorej roku Joanna i Rafał widują swoich trzech synów tylko dwa razy w tygodniu, przez trzy godziny, pod nadzorem niemieckich urzędników. Nie wolno im rozmawiać z dziećmi po polsku, ani okazywać uczuć. Zdaniem zrozpaczonych rodziców dzieci są brudne, zaniedbane i posiniaczone. - Nie wiemy już,co robić – załamuje ręce Joanna Tatera.
  • Sprawy nie dotyczą tylko polskich dzieci. Tak naprawdę ten procent jest znikomy, waha się w granicach 5- 7%. W większości chodzi o niemieckie dzieci odbierane niemieckim rodzicom. Zdarzały się przypadki, że w obronie integralności niemieckie rodziny uciekały za granicę, w tym do Polski, lub do USA gdzie dostawały azyl polityczny.

    Jugendamt jako chłopca do bicia obrały sobie polskie media prawicowe. Ale nie tylko. Również niemieckie media i stowarzyszenia rodziców zarzucają tej instytucji zbyt łatwe ingerowanie w sprawy rodziny. Jako problem wskazują, iż instytucja ta nie podlega żadnej kontroli. Nie ma też obowiązku korzystania z opinii biegłych i psychologów przy składaniu do sądów rodzinnych wniosków o odebranie praw rodzicom. Z drugiej strony przez media przetaczają się informacje o krzywdzie najmłodszych, o dzieciach maltretowanych czy zagłodzonych na śmierć. - Gdzie wtedy byli urzędnicy Jugendamtu – padają oskarżenia.

    Praca na linii dzieci – rodzice obarczona jest zawsze dużymi emocjami. Gdy w grę dodatkowo wchodzą zaszłości historyczne, a tak jest w przypadku ingerencji Jugendamtu w polskie rodziny, padają mocne zarzuty i oskarżenia. W tej sytuacji nie sprawdza się maksyma – prawda leży pośrodku. Każdy ma swoją rację i jest to racja jedyna. Można tu mówić o liczbach, dużych czy małych. Za każdą liczbą kryje się ludzki dramat. Bolący, rozdzierający serce, ważący na przyszłości. I tego nie zmienią żadne przepisy, rozporządzenia, regulaminy. Stąd pytanie - czy niemiecki Urząd do spraw młodzieży rzeczywiście dyskryminuje rodziców czy działa na rzecz dobra dzieci? - pozostaje otwarte.

    Informacje o publikacji
    Cześć. Jestem słynną Majką z portalu MyPolacy.de i jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o portalu lub masz ciekawą informację do przekazania, zapraszam :) München, ostatnio online:
    Wybraliśmy dla Ciebie