28 lat dzielił stolicę Niemiec na dwa światy… Mur berliński – koszmarny relikt „zimnej wojny”

· Autor:
28 lat dzielił stolicę Niemiec na dwa światy… Mur berliński – koszmarny relikt „zimnej wojny”
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

„Żelazna kurtyna” - mentalna bariera, wybudowana w umysłach polityków ze wschodu i zachodu po II wojnie światowej, zmaterializowała się w 1961 roku w postaci muru berlińskiego. To na pewno najsłynniejszy europejski mur, chociaż jego sława na pewno do chlubnych nie należy, a lista jego ofiar pisana jest w setkach ludzkich istnień.

13 sierpnia 1961 roku: ten dzień podawany jest oficjalnie jako dzień rozpoczęcia budowy muru berlińskiego. Wtedy jednak zaczęto „tylko” uszczelniać kontrolę między wschodnią a zachodnią częścią miasta. Tak naprawdę czekano, jak na decyzję o budowie „ochronnego kordonu” zareagują zachodni przywódcy. Ich opinia była jednoznaczna: mur jest lepszy niż wojna…

Akcja Róża…

Taki kryptonim akcji stawiania muru narodził się w chorej wyobraźni komunistycznego dysydenta. Bo Akcja Róża to sam początek muru (sierpień 1961): opasanie radzieckiej strefy okupacyjnej Berlina zwojami drutu kolczastego. Drut ma kolce. Róża też ma kolce.

Mur berliński liczył 156 km i przetrwał 28 lat. Najpierw jako zasieki z drutu, potem jako stalowe filary i płyty zwieńczone betonowymi rurami. Tuż pod nim, po wschodniej stronie, była strefa śmierci: pas codziennie bronowanej ziemi, na której odciskały się ślady uciekających. Jego wysokość wahała się między 3,40 a 4,20 metra. Nad tym, by nikt go nie przekroczył, „czuwali” strażnicy na 186 wieżach obserwacyjnych, w 31 punktach dowodzenia, w 259 stanowiskach strzeżonych przez nadzorców z psami oraz w 20 bunkrach. Całość oświetlały reflektory.

Jeszcze rok przed zburzeniem strzegło go ponad 11 tysięcy żołnierzy uzbrojonych w miotacze ognia oraz 500 cywili. Wspierał ich ciężki sprzęt wojskowy, w tym transportery opancerzone. Po zachodniej stronie zbiły go kilometry kolorowego graffiti.

Warto pamiętać, że w kręgach historyków znany jest też pod innym mianem. Hope Harison w swojej książce nazywa go Murem Ulbrichta. (Walter Ulbricht był niemieckim komunistą, przewodniczącym rady państwa NRD, I sekretarzem Socjalistycznej Partii Jedności (SED) w latach 1950-1971).

Pierwsza i ostatni

Starsza pani Ida Siekmann i elektryk Winfried Freudenberg: ich nazwiska spinają klamrą listę ofiar muru.

Niemal sześćdziesięcioletnia Frau Ida zdecydowała się na desperacki krok: skok z okna własnego mieszkania, mieszczącego się na III piętrze kamienicy przy Bernauer Straße 48 w dzielnicy Berlin-Mitte. Jej dom stanowił jednocześnie granicę i mieścił się ledwie kilka przecznic od domu jej siostry w Berlinie Zachodnim. Skok okazał się niefortunny, a ciężko ranna kobieta zmarła w drodze do szpitala.

Winfried Freudenberg „uszył” balon i zaczął napełniać go gazem ziemnym. Ktoś jednak dostrzegł te machinacje i zadzwonił po bezpiekę. Uciekinier wskoczył do kosza, odciął liny. Mająca uciekać razem z nim żona została na ziemi… Zwłoki Winfrieda Freudenberga, znalezione kilka godzin później w dzielnicy willowej Berlina Zachodniego, wskazywały na upadek z bardzo dużej wysokości.

Strażnicy muru mieli jasny rozkaz: strzelać do uciekających. Większość z nich wypełniała go sumiennie. A Chris Gueffroy nie chciał służyć w NRD-owskim wojsku i wybrał ucieczkę. Gdy przedzierał się przez zasieki z drutu kolczastego, strzał prosto w serce unicestwił plany Chrisa na nowe życie na „zachodzie”. Chris był ostatnią ofiarą zastrzeloną przez strażników muru.

Były też ucieczki udane, jak ta z 7 marca 1965 roku, kiedy to zdesperowany obywatel wschodniego Berlina wcześnie rano wysunął długą linę z 4 piętra swojego mieszkania i spuścił się po niej do wysokości pierwszego piętra. Potem rozhuśtał i bezpiecznie wylądował na murku, już w zachodniej części miasta.

Takimi ucieczkami NRD-owska bezpieka nie chwaliła się. Zresztą tych nieudanych, zakończonych śmiercią uciekinierów, też nie nagłaśniała, by ich pogrzeby nie zamieniały się w spontaniczne manifestacje.

Oficjalnie liczba ofiar muru to 190 osób. Liczba obywateli NRD, którzy chcieli go przekroczyć i stanęła za ten czyn przez sądem, to grubo ponad 75 tysięcy.

Kroniki muru

Mur berliński, jak każdy „celebryta” dzisiejszych czasów, ma swoją stronę internetową, i to niejedną. Jedna z nich (www.chronik-der-mauer.de) niemal dzień po dniu, a niekiedy nawet godzina po godzinie, z iście kronikarską dokładnością dokumentuje wszystkie zdarzenia związane z tą tragiczną budowlą: od genezy jego powstania, poprzez relacje osób z nim związanych w różny sposób, na przykład zbiegłego strażnika, poprzez udokumentowanie tragicznych śmierci przy próbach jego przekroczenia.

To kronika też udanych i nieudanych prób ucieczek. Można tam znaleźć informację o zastrzeleniu zachodnioniemieckiego biznesmena Hermanna Döblera, który „zapuścił” się motorówką na wschodnią stronę kanału Teltow. Albo o rodzinie z Lipska, która „przefrunęła” nad murem na zrobionej domowym sposobem „tyrolce”.

Jest tam też lista udokumentowanych ofiar muru, tych wymienionych z imienia i nazwiska, jak również bezimiennych uciekinierów.

Co się stało z murem?

Liczne grono NRD-owskich murarzy z zacięciem stawiało tę „antyimperialistyczną” zaporę dokładnie 55 lat temu. Równie liczne grono wpisało się w proces jego burzenia. Jego konstrukcję skutecznie wysadzali saperzy Bundeswehry, a wspierało ich 13 buldożerów, 55 koparek, 65 dźwigów i 175 samochodów ciężarowych.

Największą prywatną kolekcję fragmentów muru można oglądać na prywatnej łące w podwrocławskiej Sosnówce niedaleko Oleśnicy. Przywiózł je tutaj Ludwik Wasecki, lekarz i kolekcjoner dzieł sztuki.

Lista miejsc „stacjonowania” resztek muru, tych poza Berlinem, jest imponująca: Ogrody Watykańskie, USA (Las Vegas, Los Angeles, Langley), Jamajka, Brazylia, Japonia, Monako… to skromna wyliczanka. Można do niej dopisać listę osobistości, właścicieli fragmentów muru. Jest wśród nich Helmut Kohl, Bill Clinton czy sprinter Usain Bolt.

Sześć fragmentów postanowiono zostawić nienaruszonych, by trwały jako symbol niechlubnej przeszłości. Przeszłości, która nigdy nie powinna powrócić, by rozdzielić murem jeden naród.

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcia: www.flickr.com/photos/gavinandrewstewart/93222125, autor: Gavin Stewar

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Informacje o publikacji
München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie