Czy multi kulti rzeczywiście umarło?

· Autor:
Czy multi kulti rzeczywiście umarło?
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

Demokracja i wielokulturowość okazały się bardzo kruche – słychać po piątkowych zamachach w Paryżu. Czy zatem budowanie w Niemczech, a szerzej – w Europie, społeczeństw, opartych o różnorodność narodową, etniczną, kulturową i religijną ma przyszłość?

Przed 1939

Właściwie czy jest sens wracać do czasów przedwojennych? Czasów „zamierzchłych emocjonalnie” i wypieranych z pamięci przez trzecie już pokolenie Niemców. Przedwojenna Polska, na tle sąsiadów, jawiła się „kolorowym” wielokulturowym krajem, chociaż nie wolnym od nacjonalistycznych idei. Te jednak znalazły dużo bardziej podatny grunt w sąsiednich Niemczech. Nie było tam miejsca na różnorodność, ani narodową, ani etniczną, ani nawet na religijną, o światopoglądowej już nie wspominając. Słusznie jest to czas, o którym warto pamiętać tylko po to, żeby się już nigdy nie wydarzył.

1945

Mówienie o idei wielokulturowości tuż po zakończeniu krwawej II wojny światowej byłoby nadużyciem. Na pewno jednak dla Niemiec był to czas migracji i przesiedleń. Tym samym Niemcy stały się krajem imigracyjnym. Wszystko za sprawą Aussiedler. Bowiem w prawie niemieckim aż do 1993 r. figurowało określenie „przesiedleńcy”. Nazywano tak osoby z byłych terenów III Rzeszy lub ich potomków. Tzw. „pochodzenie” pozwalało im ubiegać się o niemiecki paszport i prawo osiedlenia się. Na przestrzeni niemal pół wieku skorzystały z tego prawa miliony „nowych” Niemców.

1955

Machina niemieckiego przemysłu zaczyna się powoli rozkręcać. Rozkręcałaby się jeszcze szybciej, gdyby nie brak rąk do pracy. Dlatego chadecki rząd Konrada Adenauera podpisuje pierwsze porozumienie o werbunku do pracy. Na mocy umowy z 20 grudnia 1955 r. Niemcy mogą rekrutować pracowników we Włoszech. W ślad za pierwszą idą kolejne umowy; z Hiszpanią (1960), Grecją (1960), Turcją (1961), Maroko (1963), Koreą Południową (1963), Portugalią (1964), Tunezją (1965) i Jugosławią (1968).

Epoka werbowania „gościnnych pracowników” trwała do 1973 r. Ich liczba przekracza 2,6 miliona dlatego socjaldemokratyczny rząd Willy’ego Brandta zdecydował - koniec werbunku. Ten czas, de facto jest początkiem tworzenia się w Niemczech państwa niejednolitego narodowo i kulturowo. Chociaż założenie było inne.

Zaprosiliśmy robotników, przyjechali ludzie…

Niemcy nie planowali integracji z gastarbeiterami. Robotnicy mieli przyjechać, pracować, zarobić, wrócić do kraju. Realia okazały się inne. Jak przyznał Thorsten Klute z Ministerstwa Pracy Nadrenii- Westfalii; Niemcy zaprosili robotników, przyjechali ludzie. Z całym bagażem tradycji, innej kultury, innej wiary. A potem z rodzinami, które w swoich diasporach kultywowały przywiezione z ojczyzny tradycje. Po pierwsze dlatego, że taka jest ludzka natura. Po wtóre – Niemcy wciąż traktowali ich jak przyjezdnych robotników. Wdzierających się w ich przestrzeń obcokrajowców traktowali jak intruzów, a nie jak potencjalnych współobywateli. Nikt nie dbał, by uczyli się niemieckiego, a ich dzieci miały równe szanse z niemieckimi rówieśnikami. Społeczeństwo wielokulturowe rodziło się w Niemczech jako samowolka. Proces nieakceptowany, nie rozumiany, budzący opór. W tym czynny, o czym świadczyły zdarzenia z Hoyerswerda, Mölln czy Solingen.

1981

- Niemcy nie są i nie chcą być krajem imigracyjnym - oświadcza socjaldemokratyczny kanclerz Helmut Schmidt. I podejmuje działania, idące w tym kierunku. Jego rząd wspiera obcokrajowców, którzy zdecydują się wrócić do ojczyzny. Z tej propozycji korzysta nikły procent przybyszów. Niemcy zalewa za to kolejna fala osiedleńców – z byłych państw komunistycznych. Między 1988 a 1993 r. wyemigrowało za Odrę 1,4 mln Rosjan i 550 tys. Polaków. Teoretycznie mają „niemieckie papiery” faktycznie jednak w większości nawet nie znają języka nowej ojczyzny. Niewielka grupa przybyszów asymiluje się, inni tworzą narodowe enklawy. Z własną, specyficzną – narodowo imigrancką subkulturą. Kolejny, ignorowany przez niemieckie państwo, a istniejący w realnym życiu przyczynek do wielokulturowości.

Niech pochłonie ich ogień…

Brak dyskusji na temat wielokulturowości prowadzi do tragicznych w skutki wydarzeń.

Rok 1991, Hoyerswerda – nieznani sprawcy podpalają hotel robotniczy, rannych zostaje 32 robotników z Afryki.

Rok 1992, Mölln, w popalonym tureckim domu śmierć ponoszą dwójka dzieci i ich babcia.

Rok 1993, Solingen, w podpalonym domu ginie 5 osób pochodzenia tureckiego.

Do podpaleń przyznali się neonaziści, ale… we wschodnioniemieckim Hoyerswerda ludzie bili brawo na widok płonącego hotelu z imigrantami. Każda akcja budzi jednak reakcję. W tym przypadku coraz więcej aktów solidarności z imigrantami. Oraz dostrzeżenie faktu, że społeczeństwo w Niemczech dawno już przestało być homogeniczne.

1998

Rząd pod kierownictwem Gerharda Schrödera przyznaje; Niemcy są krajem imigracyjnym! Ten sam rząd, w 2005 r. jako pierwszy w historii Niemiec, wprowadza ustawę o integracji obcokrajowców. Jednakże od ustawy do efektywnych działań droga daleka, nawet w tak ułożonym kraju.

Bo jak ma wyglądać udana integracja? Nie może polegać tylko na tym, by obcokrajowcy znali język nowego kraju i przestrzegali jego konstytucji. Trzeba dostrzec ich kulturowy potencjał, bowiem zawsze na początku przybysze tkwią we własnym kręgu, wręcz manifestując swoją odrębność. Udana integracja to znalezienie miejsca w nowym społeczeństwie bez konieczności wyrzekania się korzeni, tradycji, kultury, religii. Jest przeciwieństwem asymilacji. I najlepszą drogą do tworzenia udanego społeczeństwa wielokulturowego. Tyle teorii…

2010

- Idea wielokulturowości się nie sprawdziła – oświadcza kanclerza Angela Merkel. W XXI w. koncepcja, według której różni ludzie żyją szczęśliwie obok siebie, nie zadziałała. Padają słowa, że imigranci muszą się bardziej integrować, w tym uczyć języka niemieckiego.

Ankieta wśród społeczeństwa daje podobne sygnały – 30% uważa, że Niemcy są „przeładowane” cudzoziemcami. Z badań Fundacji Friedricha Eberta wynika: jedna trzecia społeczeństwa jest zdania, że większość z 16-milionowej rzeczy imigrantów przyjechała do Niemiec tylko po to, żeby skorzystać z pomocy socjalnej.

W jeszcze bardziej stanowczym tonie wypowiada się Horst Seehofer, lider bawarskiej CDU. „Milti-kulti nie żyje!”. Tezę tę uzasadnia: emigranci z odmiennych kręgów kulturowych, takich jak Turcy czy przedstawiciele krajów arabskich, bardzo trudno się integrują.

2015

Niemcy, decyzjami swojej kanclerz, otwierają szeroko granice przed uchodźcami z różnych kręgów kulturowych i religijnych. Mają doskonałe, w szczegółach przygotowane procedury, w tym programy integracyjne, w które włącza się społeczność lokalna i organizacje pozarządowe.

To jedna strona medalu. Druga to Pegida, nazywająca siebie Patriotycznymi Europejczykami przeciw Islamizacji Zachodu. Nie bez kozery ruch ten powstał właśnie w Niemczech. Jej członkowie chcą, by niemiecki system imigracyjny przypominał amerykański lub kanadyjski, gdzie uważnie i restrykcyjnie dobiera się kandydatów na nowych obywateli. Protestuje też przeciwko przyjmowaniu kolejnych uchodźców.

Epilog

Zamachy w Paryżu z 13 listopada nie mogą być tu żadną stroną. Na pewno jednak zmienią europejskie patrzenie na sprawy imigracji i wynikającej z niej wielokulturowości. Komentarze po tym tragicznym wydarzeniu brzmiały - demokracja i wielokulturowość okazały się bardzo kruche!

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Maria Ly, URL: www.flickr.com/photos/mariachily/3338521017

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Informacje o publikacji
München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie