Czy Polakom robi się coraz ciaśniej w Europie? Jedni biją obcych, inni dostają łomot…

· Autor:
Czy Polakom robi się coraz ciaśniej w Europie? Jedni biją obcych, inni dostają łomot…
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

„Biją naszych!” – alarmują media. Ostatnio coraz częściej na Wyspach, ale w Niemczech też się zdarza. Biją też i nasi. Coraz częściej. Głównie innych. Inność może objawiać się różnie. Wyglądem, sposobem bycia, ubiorem, językiem… Tymczasem prawo do własnego języka to rzecz ważna dla każdego emigranta.

Pobity, bić, pobić… te słowa robią ostatnio w Polsce niechlubną karierę. Niemal codziennie prasa donosi o kolejnym przypadku.

W Polsce, bo u siebie

Przykłady tylko z kilku ostatnich dni. Ten najgłośniejszy, najbardziej medialny. Menel – chociaż kto to wie, czy menel, do dzisiaj nienamierzony, za to po kilku głębszych – dał w czapę profesorowi. Za to, że rozmawiał z kolegą, notabene również profesorem z Niemiec, po niemiecku właśnie. To była cała jego wina. Przypłacił ją wizytą w szpitalu i pięcioma szwami na czole.

„Winą” 11-latka bawiącego się w Przemyślu na placu zabaw był ciemny kolor skóry. To wystarczyło, by jakiś domorosły obrońca „białej rasy” zwyzywał go i kazał się wynosić.

Dwie młode Azjatki w warszawskim metrze usłyszały, że na pewno są tu nielegalnie i że mają się wynosić. Chociaż to, co wykrzyczał agresor, brzmiało bardziej wulgarnie.

Syryjczyk pobity w Warszawie… Syryjczyk pobity w Poznaniu… Zwyzywana w autobusie, bo zakryła włosy hidżabem.

W Niemczech też….

Do zdarzenia doszło w niewielkiej miejscowości Adelsheim (Badenia-Wirtembergia). Grupka Polaków pod wpływem alkoholu (jak ustaliła niemiecka policja) próbowała wedrzeć się do usytuowanego w tym mieście ośrodka dla uchodźców.

Przyczyny ataku nie do końca są jasne. Ponoć Polakom pracującym w okolicznych przedsiębiorstwach nie podobało się zachowanie przebywających w ośrodku imigrantów. Mieli – zdaniem przybyszów znad Wisły – bałaganić i wywracać kosze na śmieci. Polica zatrzymała czterech najbardziej pijanych „agresorów”. Jeden został ranny przez psa, którego puszczono tropem jednego z uciekających.

To częściowo potwierdza tezę, że Polak jak sobie „golnie”, jest bardziej odważny. Pięści wtedy prędzej idą w ruch, do rąk „przyklejają się” noże i pałki.

Nie ma zgody?

Jako piersi swoje oburzenie „warszawskim incydentem” wyrazili studenci pobitego profesora, pisząc w otwartym liście: „Nie rozumiemy, co zmienia się w otaczającym świecie, że z miejsca, które zawsze było przyjazne, wielokulturowe i otwarte, staje się ksenofobiczne i nacjonalistyczne. Nie godzimy się na to!”. Dodali też, że nie chcą żyć w czasach, kiedy mówienie w innym języku niż ojczysty staje się przyczyną napaści i agresji.

Otwarty list do ministra Zbigniewa Ziobry napisał Prezes Kongresu Polonii Niemieckiej Bogdan Miłek. Słowa oburzenia mieszały się z oczekiwaniem pojmania i ukarania sprawcy „tego odrażającego czynu zgodnie z polskim kodeksem i poinformowanie o tym fakcie szerokich kręgów opinii publicznej”.

W geście poparcia dla pobitego profesora mieszkańcy Krakowa i Łodzi wzięli do ręki obcojęzyczne książki, wsiedli do tramwaju i czytali je na głos. Również po niemiecku.

Daleko idące konsekwencje wyciągnął również pracodawca (Spółka Tramwaje Warszawskie) wobec motorniczego, który nie zareagował na przemoc. Czeka go nagana, utrata miesięcznej premii oraz brak prawa do półrocznej i rocznej nagrody. Zapadła też decyzja o zamontowaniu w stołecznych tramwajach monitoringu.

Akcja nie zawsze budzi reakcję

Prawicowi publicyści natomiast pozwolili sobie na komentarze typu: „Po tym, co Niemcy zrobili w Warszawie, fakt, że dopiero teraz ktoś dostał w twarz za mówienie po niemiecku, bardzo dobrze świadczy o Polakach”.

W oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli polskiego rządu pobrzmiewał lekki ton: „owszem, ktoś pobił profesora w tramwaju, należy jednak zaliczyć to do czynów chuligańskich i nie doszukiwać się drugiego dna. To nieprawda, że Polacy są nastawieni ksenofobicznie”.

Jednocześnie przedstawiciele rządu polskiego jadą do Wielkiej Brytanii, gdzie doszło do kilku/kilkunastu ataków na Polaków. Właśnie za to, że są Polakami i mówią po polsku. Brytyjska policja i władze nazywają sprawę po imieniu. – „Doszło do ataków na tle rasistowskim” – przyznają.

Zasada wzajemności

Bijemy nawet swoich za gadanie w innym języku. Czy tym samym dajemy prawo bić Polaków na całym świecie? Szerzej – wszystkich mówiących po polsku?

Pomijając już moralny i etyczny aspekt tej sprawy, jak to się ma do promocji naszego kraju za granicą? Chcemy przyciągnąć turystów, również z Niemiec, by swoimi euro zasilali budżet?

– „Od lat mieszkam w Niemczech i mam tutaj wielu przyjaciół” – nie kryje oburzenia Ewa Sholl-Laskowski z Berlina. – „Często im opowiadam, jakim pięknym krajem jest Polska. I co? Pojadą, będą rozmawiać po niemiecku, bo polskiego nie znają. I dostaną za to w twarz? To ja dziękuję za taką promocję naszego kraju”.

I na koniec: czy pobicie za porozumiewanie się po niemiecku w Polsce daje Niemcom moralne prawo do walnięcia „z liścia” lub „z bańki” Polakowi w Berlinie, Monachium, Kolonii czy Hanowerze?

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie: www.flickr.com/photos/greencolander/2599062940, autor: Michelle Tribe

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Informacje o publikacji
München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie