Czy za 20 lat Polska zniknie z mapy Europy?

· Autor:
Czy za 20 lat Polska zniknie z mapy Europy?
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

Każdego roku do Nadrenii Północnej Westfalii przyjeżdża i rejestruje się około 17 tyś Polaków, wynika z danych landowego Ministerstwa Pracy, Integracji i Spraw Socjalnych.

I tak co najmniej od 5 lat, przenosi się tam nie tak znowu małe polskie miasteczko. Mowa tylko o jednym landzie. Statystycznie rzecz ujmując, podobnie dzieje się w Bawarii, Berlinie, Hamburgu. A są jeszcze inne destynacje. Europejskie, takie jak Wielka Brytania, Irlandia, coraz popularniejsze kraje skandynawskie. Wciąż też USA czy Kanada.

Nawet pół miliona rocznie… Na pewno kilkaset tysięcy. Nikt tak naprawdę nie jest w stanie tego policzyć. Nie ma w Polsce instytucji, która dysponuje chociażby przybliżonymi danymi. Dlatego można nimi dowolnie żonglować. Nie ma natomiast wątpliwości, że jest to bardzo duża liczba. Każdy Polak zna osobiście co najmniej jedną osobę, która mieszka i pracuje za granicą. Wielu „straciło” w ten sposób rodziny i przyjaciół.

Najbardziej odpływ ludności odczuło województwo opolskie. Co dziesiąty mieszkaniec tego regionu przebywa za granicą dłużej niż 3 miesiące. Emigracja dotknęła również 9% populacji Podlasia i 8,4 % mieszkańców Podkarpacia.

„Drenaż mózgów” postępuje

W Polsce temat migracji jest przedmiotem badań naukowców. Jednym z nich jest prof. Romuald Jończy, od lat zajmujący się problematyką migracji, wyludnienia oraz "drenażu mózgów". Jego zdaniem nie dzieje się dobrze. Z Polski wyjechało, lekko licząc, 2-2,5 miliona młodych ludzi, których Polska, ogromnym kosztem, wykształciła. Szacuje się, że wychowanie i wykształcenie jednej osoby to koszt 250-300 tyś zł. Są to zarówno koszty rodziców jak i państwa. W sensie ekonomicznym wychowuje się ich po to, żeby płacili podatki i składki emerytalne. Tymczasem oni w momencie, gdy mają zacząć płacić, wyjeżdżają za granicę. Przejmuje ich Wielka Brytania czy Niemcy. Jednym słowem - zaczynają wspomagać tamten system.

Pytanie, jakie są opcje Polski, jeśli ten proces będzie postępować? Za kilka, kilkanaście lat… W urzędowych statystykach grozy nie widać, bo wciąż tkwią w nich obywatele, którzy wyjechali 40 lat temu. W różnych społeczeństwach od 10 nawet do 30% mieszkańców istnieje tylko na papierze. Wystarczy jednak pojechać pod Racibórz, pod Lubliniec, powłóczyć się po opolskich wsiach. Tam widać brak ludzi i puste domy.

Pustynia zwana Polską

Jest wielce prawdopodobnie, za 10-15 lat struktura ludności w Polsce będzie wyglądać następująco: 8-10 dużych ośrodków w kraju - Wrocław, Katowice, Poznań, Warszawa, Kraków, Rzeszów, Łódź, Gdańsk, Białystok, Szczecin … One będą pęcznieć, a reszta kraju dramatycznie się wyludni. Nie będzie środków na infrastrukturę. Nie będzie środków, by pomóc starym ludziom, którzy tam zostaną. Z emeryturami tak niskimi, że nie będą w stanie utrzymać własnych domów. Ich dzieci już dzisiaj mieszkają za granicą…

Jak napełnić pustą szklankę?

Może już trzeba zacząć szukać innych rozwiązań? Może rozwiązaniem będzie właśnie otwarcie się. Jak na razie państwo polskie nie stworzyło sensownych regulacji, żeby sięgnąć ludzi ze wschodu, z Kazachstanu, z Ukrainy. Ludzi o polskich korzeniach. To powinna być pierwsza ekipa, która przyjedzie i zapełni lukę po „wyjechanych”. W zeszłym roku weszła w życie nowa ustawa o cudzoziemcach, w której są regulacje, dotyczące osób pochodzenia polskiego. Dzięki niej w ubiegłym roku polski paszport otrzymało 9 tyś osób. W poprzednich latach ta liczba wahała się na poziomie 4 tyś rocznie.

Liczby mówią same za siebie. Z Polski wyjeżdża rocznie około 300 tyś, zwykle młodych, kreatywnych odważnych. Na ich miejsce przybywa ok 9 tyś. Bilans nie dla kraju nad Wisłą korzystny.

Przed kim otwierać granice?

Tymczasem tuż za miedzą jest kraj, którego mieszkańcy chętnie uzupełnią lukę na polskim rynku pracy. Bo taka jest, chociaż zdaniem przeciętnego Kowalskiego problemu nie ma. Ten ruch zza wschodniej granicy dzieje się. Do końca września bieżącego roku wydano 70 tyś zezwoleń (na pobyt czasowy, do 3 lat) dla Ukraińców. Wniosków uchodźczych, złożonych przez Ukraińców, jest niewiele ponad 4 tyś.

Znowu liczby; przez cały rok mieszkańców Ukrainy przyjęto w Polsce tyle, ile Polaków wyjeżdża tygodniowo (no, może przez dwa tygodnie). A jest to kraj bardzo bliski nam kulturowo. Nawet z językiem nie ma problemów, można się łatwo dogadać.

Zaledwie 0,5%

Polskie społeczeństwo jest społeczeństwem homogenicznym, zarówno pod względem narodowym jak i wyznaniowym. Opinia publiczna ma inne zdanie na ten temat, bo wg ankiety przeprowadzonej wśród Polaków, w naszym kraju ponoć mieszka około 10% obcokrajowców. Prawda jest jednak taka, że odsetek obcokrajowców w naszym kraju to 0,5%. Nawet jakbyśmy przyjmowali 50 tyś emigrantów/azylantów czy uchodźców rocznie, to po 20 latach oni będą stanowić nie więcej 2% społeczeństwa.

Kolejne pytanie brzmi; czy w ogóle my chcemy w Polsce imigrację? Imigrację kontrolowaną, rozumną, dobrze skoordynowaną. czy jak dotychczas, chcemy przy pomocy przypadkowej polityki łatać coraz gorszą sytuację demograficzną. Bo skoro Polska nie jest w stanie zatrzymać młodych Polaków, to być może warto wpuścić pożądanych dla naszej społeczności przedstawicieli innych narodów. Tych pytań jest dużo więcej. Czy my w Polsce chcemy obcokrajowców, a jeżeli tak to kogo chcemy? Po co ich chcemy i na jak długo? Czy chcemy tylko pracowników, czy chcemy ludzi? Czy chcemy tylko, żeby łatali dziury na rynku pracy? Czy mają się zintegrować i stać częścią społeczeństwa?

Kryzys demograficzny stoi na progu

No i najważniejsze pytanie. Jak chcemy rywalizować o obcokrajowców z bogatą Europą? Na żadne z tych pytań nie znajdziemy odpowiedzi, zanim nie uświadomimy sobie jednego. Kryzys demograficzny jest nie tylko zmorą Europy Zachodniej. On stoi już od jakiegoś czasu u progu Europy Wschodniej. Ta Zachodnia przeżywa go w związku ze starzeniem się społeczeństwa, natomiast Wschodnia przeżywa w wyniku drenażu mózgów. Mowa tu o Litwie, Łotwie i właśnie o Polsce.

Kryzys demograficzny spadnie na polskie społeczeństwo za 20-25 lat. Będzie się nazywał „wyludnienie”. Sprawi, że osieroceni rodzice nie będą mieli z czego żyć. Państwo wtedy będzie musiało ścigać tych, którzy wyjechali do Niemiec czy Wielkiej Brytanii, ponieważ ich rodzice ze swoich emerytur nie będą w stanie przeżyć. To jest problem długookresowy. Potrzebna jest tu długookresowa polityka, na ćwierć wieku do przodu. Polityka dłuższa niż cztery lata (od wyborów do wyborów).

Wylać/wlać

Polski system emigracyjny jest na początku drogi. Nie można go porównywać z systemami w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Skandynawii. Do tej pory raczej nastawiony był na ruch z Polski, a nie do Polski. Trzeba natomiast powoli dopuszczać do świadomości, że natura nie znosi próżni. Jak się wyleje, to trzeba ten brak uzupełnić, wlać z powrotem. Na razie z Polski się wylewa. Warto już dzisiaj poczynić pewne działania, by za kilkanaście/kilkadziesiąt lat nasze dzieci nie obudziły się na pustyni.

Drenaż mózgów - emigracja ludzi dobrze wykształconych do krajów wysoko rozwiniętych, które oferują im lepsze warunki materialne i zawodowe.

Zdjęcie: CC BY 2.0, flickr.com, autor: Pawel Kabanski, URL: www.flickr.com/photos/kabanski/483569329

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie