Olimpiada w cieniu terroru. Zdarzyło się w Monachium w 1972 roku…

· Autor:
Olimpiada w cieniu terroru. Zdarzyło się w Monachium w 1972 roku…
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

Monachium nie ma ostatnio dobrej passy. W samym miejsce i okolicy doszło niedawno do dwóch poważnych incydentów, kwalifikowanych jako zamach terrorystyczne. To przywołuje pamięć zdarzeń niemal sprzed półwiecza, kiedy to z rąk zamachowców zginęło 11 zakładników – uczestników olimpiady w Monachium. Czy Robert Lewandowski jest tam bezpieczny? – pytają retorycznie ogólnopolskie media.

To była najczarniejsza karta w historii światowego sportu – tak wielu nazywa to, co wydarzyło się podczas letniej olimpiady w stolicy Bawarii.

Kto jeszcze o tym pamięta w 2016 roku, gdy w Rio trwa współczesna „olimpijska” samba.

Czasy nastały takie, że słowo „terrorysta” odmieniane jest przez wszystkie przypadki… Zwykłym obywatelom o zagrożeniach przypominają wzmożone kontrole na lotniskach i uzbrojeni policjanci na ulicach wielu europejskich miast, w tym Monachium.

Cofnijmy się 44 lata wstecz, do 1972 roku. Był to rok, gdy w trzecim największym mieście RFN odbywała się letnia olimpiada. Doszło tam do aktu terrorystycznego, zwanego wręcz masakrą. Ośmiu Palestyńczyków, członków organizacji Czarny Wrzesień (wtedy zwano ich bojownikami, dzisiaj bez dwóch zdań mówiono by o nich terroryści) porwała i zabiła 11 członków izraelskiej reprezentacji olimpijskiej.

Scenariusz nr 21

Nie można powiedzieć, że nic nie zwiastowało tej tragedii. Pół roku przed olimpiadą niemiecki policyjny psycholog ułożył 26 scenariuszy; co może pójść źle podczas igrzysk w Monachium. Na pozycji 21 znalazł się snecariusz; atak arabskich terrorystów na izraelskich sportowców. Wyimaginowany bieg spraw okazał się trafiony.

Europa lat siedemdziesiątych, teoretycznie przynajmniej, była dużo bezpieczniejsza niż ta dzisiejsza. Może dlatego wioska olimpijska w Monachium nie miała ochrony. Można się było do niej bez trudu dostać. Więc…

5 września, o 4.30 do bloku, w którym mieszkała ekipa z Izraela, wdarło się 8 napastników, ciężko uzbrojonych. Wchodzą bez problemu, bo trzech z nich wcześniej pracowało w wiosce olimpijskiej jako wolontariusze. Znają rozkład budynku, mają nawet dorobione klucze do izraelskich kwater.

Biorą 11 zakładników. Dwóch z nich zginie niemal od razu w nierównej, rzucając się na uzbrojonych intruzów. Pierwszy z nich, ranny już podczas pojmania trener zapasów Moshe Weinberg, jednego z terrorystów ogłuszył a drugiego zranił nożem do owoców. Bohaterskiego sportowca „uciszył” śmiertelny strzał. Zginał również ciężarowiec Yossef Romano (weteran wojny sześciodniowej), który nie zawahał się gołymi rękami zaatakować jednego z terrorystów. Ich wyczyn uratował życie kilku kolegom, dając im czas na ucieczkę.

Mając w ręku pozostałych 9 zakładników zamachowcy żądali uwodnienia 234 „bojowników” palestyńskich, osadzonych w izraelskich więzieniach.

Pod okiem kamery

Jeżeli wydaje się Wam, że obecnie mamy nieograniczony dostęp do informacji.. Mamy, ale w innym wymiarze. Czterdzieści lat temu nie istniała żadna sformalizowana „polityka prywatności”. Inaczej też pracowały media, szczególnie telewizja. Gdy w pokojach w wiosce olimpijskiej trwał horror izraelskich zawodników i trenerów, wszystko to działo się dosłownie na oczach świata.

Dramatyczną akcję ze swojego balkonu obserwował Amerykański maratończyk Frank Shorter. Szybko też na miejsce przybyły wozy transmisyjne. Zarejestrowały, jak negocjatorzy żądali dowodu że zakładnicy żyją. Napastnicy wypchnęli do okna dwóch Izraelczyków, w tym mówiącego płynie po niemiecku Andreasa Spitzera oraz trenera strzelectwa Kehata Shorra. Stojący za nimi zamaskowani terroryści cały czas celowali im w głowy. Nagle Spitzer otrzymał cios kolbą AK-47 w głowę i został odciągnięty od okna. Wszystko to działo się na oczach kamer transmitujących wydarzenia „za żywo”.

Taśmy telewizyjne zarejestrowały transport porywaczy wraz z zakładnikami wojskowymi helikopterami na lotnisko Fürstenfeldbruck w bazie lotniczej NATO. Nie przestawano kręcić również przygotowań do szturmu, bo niemieckie władze zdecydowały się na lotnisku odbić zakładników. Widzowie mogli oglądać relację ze snajperskich, niecelnych strzałów do zamachowców, „egzekucji” zakładników wybuchu helikoptera z ich zwłokami…

Wszystko poszło nie tak

Na wieść o wydarzeniach w Monachium ówczesna premier Izraela Golda Meir zaoferowała natychmiastowy wyjazd do Niemiec specjalnej jednostki, zaprawionej w bojach z terrorystami. Władze niemieckie odmówiły. Szkoda, bo same miały niewiele do zaoferowania.

Zarówno negocjacje jak i akcja odbijania zakładników nie miała nic z niemieckiej precyzji. Była chaotyczna i nieprzemyślana. Lista kardynalnych błędów, po pełnionych przez niemiecki służby podczas akcji w Monachium była bardzo długa, a przygotowali ją eksperci w dziedzinie bezpieczeństwa. Nieprzemyślany plan i jeszcze gorsza realizacja. Na przykład nie „oczyszczono” dróg, dlatego mające wspierać grupę szturmową jednostki opancerzone utknęły w korkach i dojechały na miejsce zbyt późno.

Terroryści szybko zorientowali się, że niemiecka policja zastawiła na nich pułapkę. Snajperzy nie wykazali się celnością. Rezultat takich działań okazał się tragiczny. Śmierć ponieśli wszyscy izraelscy zakładnicy oraz jeden niemiecki policjant, przyczajony w budynku kontroli lotów. Zgniło pięciu terrorystów. Pozostałych dwóch, lekko rannych pojmano na płycie lotniska. Trzeci pozostały przy życiu próbował uciekać. Zastrzelono go po trwającym niemal godzinę pościgu.

„Okrutny” MKOl.

Podczas gry porywacze przetrzymywali izraelskich sportowców a niemieckie władze bezskutecznie negocjowały ich uwolnienie - w pozostałych sektorach wioski olimpijskiej… toczyło się zwykłe życie a na obiektach olimpijskich rozgrywano kolejne dyscypliny. Rozgrywki wstrzymano dopiero 12 godzin po zamordowaniu pierwszego zakładnika.

6 września na Stadionie Olimpijskim odbyła się uroczystość żałobna, w której wzięło udział ponad 3 tysiące sportowców i 80 tysięcy widzów.

Zarówno działacze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) jak i przedstawiciele gospodarzy byli zdania, że idea olimpizmu jest ważniejsza niż tragedia, do której doszło. Wprawdzie przewodniczący monachijskiego komitetu organizacyjnego Willi Daume proponował zakończenie rozgrywek, jednak przeważył głos przewodniczącego MKOl, Amerykanina Avery Brundage, który stwierdził, że ten incydent nie może zatrzymać igrzysk.

Próbowano też bagatelizować tragedię. Sekowano każde zdarzenie, które o niej przypominało. Na przykład wyrzucono z meczu trzymających transparent „już zapomniano o 17 zabitych?”. Decyzją działaczy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego nie przerwano zmagań olimpijskich w Monachium w 1972 roku…

Jolanta Reisch-Klose

Zdjęcie: pixabay.com/pl/monachium-zamach-centrum-handlowe-1536103, autor; KlausHausmann

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Informacje o publikacji
München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie