Podróże kształcą: Tajemnicze Pojezierze Drawskie

· Autor:
DrawaLubiePiławaJałowce w lasach drawieńskichJezioro Lubie wieczorem
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

Pojezierze Drawskie: jest tak samo piękne jak i nieznane. Kraina tysiąca jezior i pachnących miętą lasów. Tutaj można znaleźć jeszcze spokój i ciszę. Położona jest 120 km na wschód od Szczecina i 100 km na południe od Kołobrzegu, 200 km na północ od Poznania. Warta uwagi i poświęcenia kilku dni urlopu.

Siedzieliśmy nad mapą Polski, zastanawiając się, gdzie spędzimy w tym roku wakacje. Pierwszy odezwał się Jan.

- Ja nie chce jechać w lecie w góry – powiedział ze stanowczością.

- Dobrze, pojedziemy gdzieś nad wodę. Ale gdzie? - spytałem się.

- Nad morze! Odezwała się żona – Szerokie plaże, ten zapach wody, przestrzeń.

- No i hałas, śmierdzące kosze na śmieci i miliony ludzi. Zawsze ktoś będzie musiał zostać i  pilnować rzeczy. - Dodał mój syn.

Patrzyliśmy na tą mapę, by znaleźć coś, co spełniałoby wszystkie nasze oczekiwania: trochę górek by zaczepić oko i pobudzić fantazję, woda, która w lecie daje ochłodę i jest jakby nie patrzeć, dla nas mieszczuchów wielką atrakcją. Do tego jeszcze spokój, cisza, ale również jakaś możliwość spędzenia tego urlopu, tych wakacji, w miarę aktywnie. Np. na rowerach, w kajaku, na żaglach... pójść na spacer. Poczuć się trochę wolnym, nie obserwowanym.

Siedzieliśmy z wbitym wzrokiem w mapę i każde próbowało coś na niej odkryć.

- To może ustalimy, czy szukamy czegoś na zachodzie lub wschodzie Polski – odezwała się żona.

- Ale to nie wyklucza niczego przekonywał Jan.

- Zgadza się. Potwierdziła żona, dodając; to może podział: północ - południe?

Znów wpatrywaliśmy się w mapę. Jan przyniósł atlas samochodowy i zaczął przeglądać strony. Żona, niezdecydowanie spoglądała raz na dół, raz na górę mapy Polski.

W końcu zdecydowała się.

- Pojedziemy na północ.

- Ale nie Mazury – zaprotestował syn - Tam jest tak samo jak na plaży w Kołobrzegu.

- Mam pomysł - rzucił Jan. Zobaczymy gdzie utrzymuje się najdłużej dobra pogoda. - Sprawdzimy w Internecie, gdzie jest najmniejsze zachmurzenie.

Po godzinie wrócił zadowolony z tajemniczą miną.

- Mam i będziecie zaskoczeni gdzie to jest!

Ujrzawszy nasz pytający wzrok, przedłużył na chwilę napięcie.

- Województwo Zachodniopomorskie! A szczególnie jego środkowa cześć z Pojezierzem Drawskim.

Spakowaliśmy naszą przyczepę (do pełna). Na dach samochodu wrzuciliśmy zielone kanu i ruszyliśmy w drogę. Odcinek Wrocław – Zielona Góra minął bez wielkich przygód. Wszędzie budowy, korki. Od Zielonej Góry widoczny był rozmach inwestycji drog szybkiego ruchu i autostrad. Późnym popołudniem byliśmy w Drawsku Pomorskim.

Wjechaliśmy do miasteczka wąskimi uliczkami. Po krótkim kluczeniu stanęliśmy na rynku. Na próżno szukać tu ratusza. Za to w rogu stal okazały kościół. Weszliśmy do małego baru. Przypominał mi on jadłodajnie z czasów studenckich: mały, czysty, z typowym polskim jedzeniem. Nawet były ozorki w sosie musztardowym.

Zgłodniali zamówiliśmy jedzenie. Każdy to co lubił i przede wszystkim za małe pieniądze. Dania były wyśmienite.

Ruszyliśmy dalej. Obok czołgów (przypominających te z filmu "Czterej pancerni i pies")  skierowaliśmy się w sumie przez pomyłkę na Lubieszewo. Po kilku kilometrach, wśród pagórkowatego, lekko zalesionego krajobrazu zaczęło przebijać się światło lustra wody. Jan, śledzący mapę, stwierdził, że musi być to jezioro Lubie. Towarzyszyło ono nam przez kilkanaście kilometrów, aż do wioski Lubieszewo. Tutaj znaleźliśmy pole namiotowe "U Bruna". Gospodarz okazał się rześkim, wesołym, emerytowanym nauczycielem W-F-u.

Na sprytnie przygotowanych tarasach ustawiliśmy naszą przyczepę kempingową. Podłączyliśmy prąd i wodę. Widok mieliśmy na małą zatoczkę, jak z prawdziwego tarasu, w super kurorcie. Przed nami huśtało się kilka zagłówek, które urozmaicały zachód słońca, dodając wrażenia "wielkiej wody". W dole, tuż przy brzegu , stało kilka namiotów. Dym z ogniska, snół sie delkatnie nad ziemią zapraszając na wieczór. 

Po prawej stronie była wiejska plaża z dwoma pomostami. Woda czysta, przezroczysta, no i piasek. Na dnie był piasek.

Wieczorem syn wyciągnął gitarę i poszedł do ogniska, przy którym siedziało już kilka osób. Na dżwięk gitary, wzięliśmy swoje składane krzesełka i poszliśmy przylaczyc sie do tych wakacyjnych spiewow. 

Rano syn  przyniósł świeże bułki z pobliskiego sklepiku. Jak stwierdził, zaopatrzenie jest wyborowe i wystarczające.

Gdy po kilku dniach byliśmy chłonni kolejnych wrażeń, poinformowano nas, że nie ma problemu zorganizować jednodniowy spływ Drawą. Rzeka przepływa przez Lubie i prowadzi wśród lasów do jez. Dąbie. U ujścia tego jeziora jest most betonowy oraz granica terenu wojskowego tzw.  poligonu. Mniej więcej w połowie tego 18 kilometrowego odcinka jest przełom Drawy. Miejsce, w którym prąd rzeki nagle przyspiesza i rzeka staje się płytka ale szybka, jak górski potok. Dno rzeki Drawy jest piaszczyste i pokryte od czasu do czasu roślinnością. Rzeka przebija się stosunkowo wąską doliną obijając się czasami o strome piaszczyste brzegi. Dominuje las iglasty, bez bogatego podszycia. W oczy rzuca sie żółta trawa i wysokie , dochodzące do 15 m jałowce. Cała gama odcieni zielonego koloru; uspakaja i nawet lekko usypia. Czasami pojawia się kolorowy zimorodek, polujacy na ryby, albo tańczące prawie fioletowe ważki. Głos ludzki kłóci się z tą harmonią wody i zieleni. Czasami z kajaka można zerwać dojrzałe jagody, lub  żółtawe kurki. To raj dla grzybiarzy.

Taki "rafting dla mieszczuchów" – stwierdziła moja żona, po dobiciu do brzegu, przy moście na trasie Kalisz Pom. - Drawsko. Tu nas odebrano i przewieziono do naszego miejsca postoju w Lubieszewie.

Po kilku dniach "pełnej  lampy" i moczenia się w wodzie, żoną wieczorem skomentowała nasz pobyt następującymi słowami: I po co pchać się do Egiptu, jak my tu też mamy słońca w bród.

W nocy przyszła porządna burza, po czym znów pokazały się gwiazdy. Wisiały one bezpośrednio nad nami. Ze względu na zanieczyszczone powietrze, w mieście, niebo jest dużo dalej niż w Lubieszewie. Codziennie podziwialiśmy drogę mleczną, nazywaną przez Juniora Milky Way.  Tego w domu też nie mieliśmy.

Minął tydzień i chcieliśmy, przynajmniej na chwilę wrócić do naszej roli mieszczuchów. Postanowiliśmy się wybrać do restauracji i coś zjeść w plenerze miejskim. Wybór nasz padł na Złocieniec. Po bardzo długim szukaniu, wylądowaliśmy w Stanicy Wodnej, leżącej tuż nad Drawą. Kucharzył nam Pan Majewski z żoną (swoja żoną). Jan skomentował jedzenie, po długim mlaskaniu w następujący sposób: Gdyby były mistrzostwa świata w gotowaniu zup, to Pan Majewski byłby w pierwszej dziesiątce. Z pewnością!

Podobne zdanie mieliśmy oboje. A historia lubi się powtarzać. Więc, gdy rok później przyjechaliśmy z przyjaciółmi na obiad do Stanicy w Zlociencu,  (a tak naprawdę do "Majewskiego") padło to samo zdanie ze strony naszych gości.

Pojezierze Drawskie wpisało się w stały program naszego wypoczynku. Spędzaliśmy tutaj w kolejnych latach urlopy z licznym gronem znajomych.

Pokochaliśmy tę cudowną i ciągle nie odkrytą część Polski. Zawieszona miedzy wybrzeżem a Borami Tucholskimi i Notecią. Zawsze mieliśmy pogodę.

Miejscowi zaczęli nawet plotkować, że to my ją za każdym razem przywozimy.

Smak sielawy, okonia, węgorza, miejscowego miodu, oraz wspaniałe wspomnienia, towarzyszą nam przez cały rok.

I gdy zaczyna się dyskusja na temat: gdzie jedziemy w tym roku na wakacje? Po długim za i przeciw – jedziemy nad Lubie.

W Lubieszewie, czy tez w Zlociencu można zjeść najlepszą rybkę.  

Mistrzostwa Świata w gotowaniu zup ciągle czekają na Pana Majewskiego. Tylko że on już nigdy na nie nie pojedzie.

Podobnie jak"Bruno" emerytowany nauczyciel WF-u i najmłodszy więzień syberyjskich łagrów ( miał 1,5 roku jak go wywieżli z całą rodziną do Kazachstanu).

Pozostanie po nich wiele anegdot, uśmiech na twarzy w trakcie wspomień i olbrzymi szacunek.

Ten świat 1000 jezior, słońca, nieba pełnego gwiazd, dnia pełnego ciszy i wspaniałych ludzi, czeka na swoich wielbicieli, mieszczuchów,  umiejących to docenić. 

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Informacje o publikacji
Stuttgart, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie