Selfie z tonącym uchodźcą... Bezcenne?

· Autor:
Selfie z tonącym uchodźcą... Bezcenne?
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

Można ratować żywych zamiast szukać topielców. Wszak mowa o ludzkim życiu, a nie o cyferkach w kolejnych statystykach. Właśnie z myślą o ludziach kilkunastu zapaleńców z Bytomia powołało do życia Śląski Patrol Ratowniczo Poszukiwawczy. Dwaj jego członkowie wrócili właśnie ze swojej pierwszej misji na Lesbos.

Łodzie są małe, chybotliwe. Upchnięci na nich ludzie przestraszeni, spanikowani. Niepewni losu. Niepewni, czy przeżyją. Najmniejszy nawet ruch może spowodować przewrotkę. Wtedy wszyscy lądują w wodzie. Nikt nie ma na sobie kamizelek ratunkowych. Temperatura wody to niecałe 10 stopni.

- Łodzie z imigrantami zwykle przybijają do plaży między 2 w nocy a 8 rano. Ratownicy czekają na nie wzdłuż długiej linii kamienistego wybrzeża. Nigdy nie wiadomo, w którym miejscu przybiją – opowiada Łukasz Lempart, który wraz Dawidem Charzewskim wrócili ze swojej pierwszej akcji ratunkowej na Lesbos. - Wraz z ponad dwudziestoma ratownikami różnych narodowości czekaliśmy na uchodźców od czwartej rano. Nagle dostaliśmy informację, że łodzie dobijają do brzegu półtora kilometra od miejsca, gdzie czekaliśmy. Biegiem, przez kamienie dotarliśmy do tych ludzi. Łódź była mocno przepełniona. Było w niej ok. 60 osób. Dzieci wyziębione. Jedna kobieta zasłabła i trzeba ją było nieść na noszach. Młody chłopak przybył ze złamaną nogą. Twierdził, że złamał ją kilka tygodni wcześniej, ale nikt nie udzielił mu pomocy. Inny był boso. Zgubił buty i nie był w stanie iść po ostrych kamieniach. Na szczęście tym razem nikt nie wypadł z łodzi.

W kwietniu temat powróci

Temat uchodźców/migrantów na chwilę zniknął z czołówek mediów, by stać się przedmiotem negocjacji między UE a Turcją. A fakty? Codziennie do greckich wybrzeży dobija jedna, czasem kilka łodzi z uciekinierami z Afryki. Na razie, ze względu na chłodną aurę, jest ich mniej. Od kwietnia ta liczba znacząco wzrośnie.

Z medialnych doniesień, komentarzy pod tekstami o imigrantach czy z rozmów przy niedzielnym rosole jasno wynika, że Polacy nie darzą sympatią przybyszów z północnej Afryki, uciekających przed wojną i biedą. Nie chce ich rząd, nie chce ich w swoich miastach zdecydowana większość obywateli.

Okazuje się jednak, że gdy w grę wchodzi ludzkie życie, niektóre serca miękną. To właśnie z idei pomocy potrzebującym zrodził się Śląski Patrol Ratowniczo Poszukiwawczy.

Z ziemi polskiej na Lesbos

- Mamy wiele zgłoszeń, od pasjonatów sportów wodnych, ratowników, płetwonurków, żeglarzy, sterników motorowodnych, osób z uprawnieniami – zapewnia Wojciech Lempart, komandor Patrolu. - Potrzebne nam jest wsparcie społeczne oraz sponsorzy. Tam, na miejscu, będziemy zapobiegać, by ludzie się nie topili. Żeby nie umierali na oczach kamer, w błysku fleszy aparatów fotograficznych. Bo tam ludzie przyjeżdżają tylko po to, żeby sobie robić zdjęcia z tonącymi imigrantami. Wiemy jedno. Kilka tysięcy ludzi już się utopiło i zanosi się na kolejne tragedie. Chcemy pełnić wartę, głównie na wodzie, w zależności od potrzeb. Na miejscu zostawiamy samochód, którym pojechała pierwsza ekipa. Inni mają dolatywać samolotami. Ekipy będą 5-6 osobowe. Na razie pracujemy na własnym sprzęcie oraz tym pożyczonym od kolegów i znajomych. Najchętniej kupilibyśmy własny, łódź z wyposażeniem, która mogłaby stacjonować na miejscu i służyć kolejnym ekipom. Jej koszt to ponad 40 tys. zł.

Polacy nie lubią pomagać…

- Z Polski spotkaliśmy na Lesbos tylko jednego dziennikarza radiowego – zauważa Łukasz Lempart. Polskie organizacji nie kwapią się do tego typu pomocy, chociaż do greckiego Czerwonego Krzyża zgłaszają się wolontariusze z całego świata.

Co nie znaczy, że Polaków nie ma. Studiująca w Londynie Polka Aleksandra Wiśniewska, w emocjonującej relacji podzieliła się z widzami polskiej telewizji doświadczeniami z pobytu na Lesbos. To w jej ręce trafiło półmartwe dziecko, które musiała reanimować. To kontakt z nią był zapalnikiem do utworzenia Śląskiego Patrolu.

Ogrom nieszczęść ludzkich widać dopiero tam, na miejscu. - Do momentu przyjazdu na Lesbos sam myślałem stereotypowo. Dopiero teraz przekonałem się, że prawda jest inna – wspomina jeden z ratowników.

Na razie Śląski Patrol to 80% entuzjazmu plus 20% ciekawości i niedowierzania, wsparte dwoma sponsorami. Może się jednak przełożyć na konkretne ludzkie życie, wyrwane zimnemu morzu u wybrzeży greckich wysp.

Zdjęcie: Materiał prasowy

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Informacje o publikacji
München, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie